Firma Planet Labs, jeden z liderów w branży komercyjnych zdjęć satelitarnych, pod naciskiem rządu USA wstrzymała publikację obrazów z rejonu objętego konfliktem w Iranie. Jak donosi niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung", decyzja ta została podjęta po tym, jak amerykańskim władzom nie spodobały się zdjęcia zbombardowanej szkoły dla dziewcząt w irańskim Minabie.
- Planet Labs dostarcza zdjęcia satelitarne z regionów objętych działaniami zbrojnymi. Ich zdjęcia pozwoliły m.in. udokumentować zbrodnie rosyjskie w podkijowskiej Buczy.
- Od 9 marca firma nie udostępnia jednak zdjęć z Iranu.
- Jak zaznacza "FAZ", stało się to "pod naciskiem rządu USA".
- Najważniejsze informacje z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Od 9 marca "pod naciskiem rządu USA", któremu "nie spodobały mu się obrazy zbombardowanej szkoły dla dziewcząt w Minabie", zdjęcia z wojny w Iranie nie są publikowane - podaje niemiecki dziennik.
Firma oficjalnie poinformowała swoich klientów o dobrowolnym zastosowaniu się do prośby rządu Stanów Zjednoczonych, dotyczącej "wstrzymania publikacji materiałów wizualnych z wyznaczonego obszaru".
Szczególne kontrowersje wzbudziły wydarzenia z 28 lutego, kiedy to w wyniku ataku rakietowego na szkołę w irańskim Minabie zginęło 156 cywilów, w tym aż 120 dzieci. Eksperci ustalili, że do ataku użyto amerykańskiej rakiety Tomahawk.
Kluczową rolę w śledztwie odegrał brytyjski portal Bellingcat, znany z wykorzystywania zdjęć satelitarnych do dokumentowania zbrodni wojennych. Analitycy Bellingcat korzystali z danych dostarczanych przez Planet Labs, które pozwoliły na precyzyjne określenie przebiegu ataku i jego skutków.
Planet Labs, założona w 2010 roku przez byłych pracowników NASA, od lat dostarczała niezależnym dziennikarzom i organizacjom pozarządowym narzędzi do monitorowania konfliktów zbrojnych. Jej zdjęcia były wykorzystywane m.in. do dokumentowania zbrodni rosyjskiego wojska w Buczy pod Kijowem oraz działań izraelskiej armii w Strefie Gazy.
Firma dysponuje flotą około 200 minisatelitów, które - mimo niewielkich rozmiarów - są w stanie dostarczać obrazy o wysokiej rozdzielczości z każdego zakątka globu.
Cenzura nałożona na Planet Labs to poważny cios dla dziennikarzy śledczych i organizacji monitorujących konflikty zbrojne. Jake Godin z Bellingcat przyznaje w rozmowie z "FAZ", że ograniczenie dostępu do zdjęć znacznie utrudnia pracę analityków.
Jesteśmy zmuszeni korzystać z innych źródeł danych, takich jak unijny program Copernicus czy Google Earth - tłumaczy Godin. Jednak, jak podkreśla, alternatywne źródła często oferują obrazy o niższej rozdzielczości i są aktualizowane rzadziej niż te dostarczane przez Planet Labs.
Mimo to dziennikarze nie zamierzają się poddawać. Bellingcat już wielokrotnie udowodnił, że potrafi obchodzić przeszkody i korzystać z dostępnych narzędzi. Jako przykład Godin podaje niedawne udokumentowanie zniszczenia wiosek w Libanie przez izraelską armię, gdzie kluczową rolę odegrały dane z satelity Sentinel-2 programu Copernicus.


