Amerykańskie bombowce B-1 zrzuciły około stu 900-kilogramowych bomb podczas misji, która miała na celu uratowanie drugiego członka załogi myśliwca F-15, strąconego nad Iranem - poinformował w poniedziałek dziennik "Wall Street Journal", powołując się na przedstawicieli władz USA. Ładunki zrzucono na drogi, a także personel i garnizony Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), by zapewnić sukces misji - przekazało jedno ze źródeł.

Bombardowanie podczas misji poszukiwawczej

W piątek nad terytorium Iranu doszło do zestrzelenia amerykańskiego myśliwca F-15. Choć obaj członkowie załogi zdołali się katapultować, tylko jednego członka załogi udało się szybko odnaleźć i ewakuować. Aby uratować drugiego żołnierza, zorganizowano operację poszukiwawczo-ratunkową.

Jak poinformował w poniedziałek dziennik "Wall Street Journal", powołując się na przedstawicieli władz amerykańskich, podczas tej akcji amerykańskie bombowce B-1 zrzuciły około stu 900-kilogramowych bomb. USA skoncentrowały się na zniszczeniu dróg w pobliżu miejsca prowadzenia operacji ratunkowej, by nie dopuścić Irańczyków do amerykańskich sił i samolotów. Niektóre wgłębienia w drogach widać na zdjęciach satelitarnych.

Jak przekazało jedno ze źródeł dziennika, ładunki zrzucono także na personel i garnizony Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).

Irańska agencja FARS podała w poniedziałek, że poprzedniego dnia czterech oficerów irańskich sił lądowych zginęło w operacji obronnej przeciwko amerykańskiemu lotnictwu w prowincji Isfahan.

Amerykanie zniszczyli własne samoloty

Prezydent USA Donald Trump ujawnił w poniedziałek podczas konferencji prasowej szczegóły operacji poszukiwawczo-ratunkowej, dotyczącej załogi strąconego myśliwca. Poinformował m.in., że w przedsięwzięciu, służącym uratowaniu drugiego członka załogi, uczestniczyło 155 samolotów.

W dużej mierze to był podstęp. Chcieliśmy, żeby (Irańczycy) myśleli, że (ten żołnierz) jest w innym miejscu, bo mieli tam ogromne siły zbrojne. Tysiące ludzi (go) szukały - relacjonował prezydent.

Trump poinformował, że podczas misji wojsko USA wysadziło w powietrze własne samoloty, zamiast pozostawić je w Iranie. Przekazał, że siły zbrojne użyły dwóch "dość starych" samolotów do przetransportowania sprzętu, ale maszyny utknęły w mokrym piasku.

Oficera przetransportowano z Iranu na pokładzie śmigłowca. Prezydent zapewnił, że podczas operacji ratunkowej nie ucierpiał żaden amerykański żołnierz.