Państwa NATO spodziewają się nadejścia informacji, w jaki sposób Stany Zjednoczone ograniczą swoją obecność w Europie. Bo to, że ona nastąpi, jest przesądzone; aby zachować silne NATO, Europa musi się wzmocnić - powiedział w piątkowym wywiadzie dla dziennika "VG" szef norweskiego MSZ Espen Barth Eide.
- Szef norweskiego MSZ Espen Barth Eide zapowiada, że ograniczenie obecności USA w Europie jest przesądzone, a szczegóły mają zostać ogłoszone przed lipcowym szczytem NATO w Ankarze.
- Redukcja sił amerykańskich będzie następować stopniowo, w miarę jak Europa będzie wzmacniać własne zdolności obronne.
- Największym wyzwaniem pozostaje opóźnienie europejskiego przemysłu zbrojeniowego oraz braki w kluczowych zdolnościach, takich jak wywiad, logistyka, samoloty transportowe i broń dalekiego zasięgu.
- Po więcej informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
Zakładam, że redukcja ze strony USA nie nastąpi jutro, lecz będzie odbywać się sukcesywnie wraz z tym, jak Europejczycy będą budować własne zdolności - oświadczył Eide.
Minister zaznaczył, że państwa NATO czekają na ostateczną informację z Waszyngtonu, w jaki sposób i w jakim czasie Stany Zjednoczone ograniczą swoją obecność wojskową w Europie. Oslo spodziewa się komunikatu w tej sprawie przed lipcowym szczytem Sojuszu Północnoatlantyckiego w Ankarze.
Zmiana podejścia USA i rosnąca niepewność wokół bezpośredniego zaangażowania sił amerykańskich w obronę Europy zmuszają - w opinii Eidego - pozostałych sojuszników do wzięcia większej odpowiedzialności za wspólne bezpieczeństwo. Jest to konieczne i słuszne. Chcąc mieć silne NATO, musimy mieć silną Europę - powiedział Eide.
Szef dyplomacji ocenił, że największym problemem, by to osiągnąć, jest fakt, że europejski przemysł zbrojeniowy pozostaje "ogromnie opóźniony", szczególnie wobec potrzeb wynikających z obecnej sytuacji bezpieczeństwa. Wszyscy w jednym momencie poszli na zakupy, ale sklepowe półki nie są pełne, a ceny wysokie. Choć sytuacja jest lepsza niż dwa lata temu, to przed nami konieczność podjęcia wielkich inwestycji we własne zdolności produkcyjne - powiedział Eide.
W opinii ministra Europa przez lata skupiała się na produkcji i modernizacji klasycznego uzbrojenia, zakładając, że strategiczne zasoby obronne zostaną dostarczone przez USA. Przez to obecnie brakuje tzw. enablers, czyli zdolności do prowadzenia działań na dużą skalę bez wsparcia Amerykanów. W szczególności ma to dotyczyć zdolności wywiadowczych, logistyki, dużych samolotów transportowych czy broni dalekiego zasięgu.
Państwa NATO w Europie mają bardzo wiele samolotów bojowych, ale tylko garść samolotów tankowania powietrznego, dzięki którym myśliwce mogą długo operować w powietrzu - zwrócił uwagę.
Podkreślił jednak, że Europa nadal nie jest w stanie zastąpić amerykańskiego parasola nuklearnego ani całkowicie przejąć roli USA w odstraszaniu. Z tego powodu celem sojuszników musi być utrzymanie amerykańskich gwarancji nuklearnych i atlantyckiego systemu odstraszania. Eide wskazał również na znaczenie Ukrainy dla bezpieczeństwa Europy.
Jak ocenił, Ukraina stała się ważnym "dostawcą bezpieczeństwa" dla kontynentu, ponieważ utrzymuje front przeciwko Rosji i jednocześnie daje państwom NATO praktyczną lekcję prowadzenia współczesnej wojny. Doświadczenia Ukrainy mają też pokazywać, że europejskie bezpieczeństwo zależy dziś nie tylko od wielkości budżetów obronnych, ale także od zdolności do szybkiego uczenia się i produkowania sprzętu na dużą skalę.


