Kevin Warsh został w piątek zaprzysiężony przez Donalda Trumpa na nowego szefa Rezerwy Federalnej USA (Fed). Amerykański przywódca zapowiedział, że chce by Warsh był "całkowicie niezależny" od niego. Nie jest jednak tajemnicą, że nowy szef Fed prywatnie jest... zięciem bliskiego Trumpowi miliardera Ronalda Laudera - spadkobiercy koncernu Estee Lauder i przewodniczącego Światowej Rady Żydów.
- Bądź na bieżąco. Po więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
Naprawdę tak myślę. Nie mówię tego w żaden inny sposób. Chcę, żeby Kevin był całkowicie niezależny. Chcę, żeby był niezależny i po prostu wykonał świetną robotę. Nie patrz na mnie, nie patrz na nikogo, po prostu rób swoje i zrób świetną robotę - powiedział Trump podczas ceremonii zaprzysiężenia Warsha w Białym Domu.
Jednocześnie prezydent krytykował bank centralny pod rządami poprzednika Warsha - Jerome'a Powella, twierdząc, że skupiał się on na "kwestiach dalekich od jego podstawowej misji i mandatu, dryfując w stronę takich kwestii jak polityka klimatyczna i inicjatywy DEI (antydyskryminacyjne - red.)".
Fed odszedł od swojego mandatu, a poprzednia administracja rozdęła deficyt. Amerykanie cierpieli z powodu najgorszej inflacji w historii - dodał.
Mimo polecenia bycia niezależnym, Donald Trump mówił, że nowy szef Fedu rozumie, że kiedy gospodarka przeżywa boom, "trzeba dać jej zaszaleć, po prostu pozwolić jej się rozwijać". To odniesienie do wielokrotnie powtarzanego przez niego nieortodoksyjnego poglądu, że w czasie rozwoju gospodarczego bank centralny nie powinien podwyższać stóp procentowych, lecz wręcz je obniżać.
Banki centralne zwykle podnoszą stopy procentowe, kiedy wysoki wzrost gospodarczy może doprowadzić do przyspieszenia inflacji. Trump wyraził przekonanie, że Warsh - którego chwalił jako powszechnie respektowanego i najlepiej wykwalifikowanego szefa Fed - będzie w stanie przekonać do swoich racji pozostałych członków zarządu banku.
Nowy szef Fed zapowiadał, że swoją misję będzie wypełniać z "niezależnością i determinacją", będzie nastawiony na reformy, lecz przyznał, że nie jest "naiwny wobec wyzwań", które przed nim stoją.
Warsh obejmuje swoje stanowisko jako 11. przewodniczący Fed w momencie przyspieszającej inflacji związanej z wojną z Iranem i wśród obaw o to, czy bank centralny zachowa niezależność wobec Białego Domu. Podczas wysłuchania w Senacie dotyczącego jego nominacji, Warsh starał się ponadto uspokajać obawy o to, że będzie "marionetką" Trumpa, ale mimo to uzyskał w Senacie najniższe w historii poparcie podczas głosowania nad zatwierdzeniem jego kandydatury - 54 na 100 głosów.
Trump nominował Warsha, nie kryjąc, że oczekuje od niego obniżenia stóp procentowych, co w obecnej sytuacji podwyższonej inflacji jest według większości komentatorów bardzo mało prawdopodobne. Prywatnie Warsh jest zięciem bliskiego Trumpowi miliardera Ronalda Laudera, spadkobiercy koncernu Estee Lauder i przewodniczącego Światowej Rady Żydów.
Warsh i jego żona Jane Lauder zadeklarowali w oświadczeniach finansowych, że posiadają aktywa o wartości co najmniej 192 mln dolarów. Jednak łączny majątek netto przyszłego prezesa Fed jest prawdopodobnie znacznie większy, co czyni go jednym z najbogatszych urzędników banku centralnego w jego historii. Bloomberg oszacował majątek netto jego żony, która jest wnuczką założycielki firmy kosmetycznej Estee Lauder, na 2,5 mld dolarów.
Pochodzący z Nowego Jorku Warsh zaczynał karierę na Wall Street w banku JPMorgan. Był też doradcą ekonomicznym George'a W. Busha, który później nominował 35-letniego Warsha do Rady Gubernatorów banku centralnego jako najmłodszego jej członka w historii. W ostatnim czasie Warsh był ekspertem konserwatywnego think tanku Hoover Institution, wykładowcą na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii i partnerem w firmie inwestycyjnej znanego inwestora Stanleya Druckenmillera.
Teraz przejmuje rolę przewodniczącego Fed po Jeromie Powellu, który był szefem banku centralnego przez dwie czteroletnie kadencje - pierwotnie jako nominat Trumpa, a potem prezydenta Joe Bidena.
Warsh wezwał w ubiegłym roku do "zmiany reżimu" w Fed. Oceniał też, że obecny skład Rady Gubernatorów podważa wiarygodność banku centralnego. Opowiadał się ponadto - zgodnie z poglądem prezydenta - za tym, by szybciej obniżać stopy procentowe.
Podczas wystąpienia w Senacie, przed zatwierdzeniem jego nominacji, ocenił, że wysokie ceny nadal stanowią problem dla Amerykanów. Przedstawił też pomysł nowych ram kontrolowania inflacji, nie podając jednak szczegółów. Unikał również deklaracji na temat krótkoterminowej ścieżki stóp procentowych, czyli prognoz dotyczących kształtowania tych stóp w najbliższym okresie.


