W ostatnich latach debata publiczna, choćby w Polsce, czy w Stanach Zjednoczonych coraz częściej staje się areną personalnych ataków i ostrych słownych starć, które zastępują rzeczową dyskusję o polityce. Zjawisko niepokoi zarówno obywateli, jak i ekspertów, którzy zastanawiają się, dlaczego politycy tak chętnie sięgają po obraźliwą retorykę. Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół naukowców z kilku prestiżowych amerykańskich uczelni pokazują motywacje, które za tym stoją. Faktycznie, okazują się nie do końca... polityczne. Wyniki, opublikowane w czasopiśmie "PNAS Nexus" mogą być głosem w dyskusji o kondycji współczesnej polityki, a także roli mediów w kształtowaniu debaty publicznej. Nie tylko w Ameryce.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Marc Jacob z University of Notre Dame, Yphtach Lelkes z University of Pennsylvania oraz Sean J. Westwood z Dartmouth College, przeanalizowali ponad 2,2 miliona publicznych wypowiedzi członków 118. Kongresu Stanów Zjednoczonych. Analizie poddano zarówno oficjalne przemówienia, komunikaty prasowe, biuletyny, jak i wpisy w mediach społecznościowych. Badacze zestawili te dane z informacjami dotyczącymi zasięgu medialnego, finansowania kampanii wyborczych oraz wyników wyborczych poszczególnych polityków.
Wyniki są jednoznaczne: personalne ataki i obraźliwa retoryka są silnie powiązane z większą obecnością w mediach, jednak nie przekładają się na sukces wyborczy, wzrost poparcia finansowego ani osiągnięcia legislacyjne. Politycy, którzy częściej uciekają się do personalnych wycieczek, zyskują większą rozpoznawalność w mediach, ale nie odnoszą korzyści w tradycyjnych kategoriach politycznej kariery.
Autorzy badania wprowadzają pojęcie "przedsiębiorcy konfliktu". To parlamentarzyści, którzy w sposób ponadprzeciętny atakują swoich kolegów, kwestionując ich uczciwość, moralność czy intelekt. Analiza wykazała, że choć personalne ataki pojawiają się po obu stronach sceny politycznej, to są one aż 2,7 razy częstsze wśród Republikanów niż Demokratów. Ponadto, w Izbie Reprezentantów tego typu zachowania występują 1,3 razy częściej niż w Senacie.
Jednym z najbardziej uderzających wniosków badania jest brak związku między agresywną retoryką a sukcesem wyborczym czy legislacyjnym. Polityk, który poświęca zaledwie 5 procent swoich publicznych wypowiedzi na personalne ataki, może liczyć na taki sam poziom obecności w telewizjach, co kolega, który aż 45 procent czasu antenowego poświęca na merytoryczną debatę o polityce. Co więcej, 25 najbardziej konfrontacyjnych członków Kongresu przyciąga więcej uwagi mediów niż 75 najmniej agresywnych parlamentarzystów. Również w mediach społecznościowych wpisy zawierające obelgi i ataki osobiste są udostępniane znacznie częściej niż te skupiające się na krytycznej analizie polityki, średnio 606 udostępnień wobec 244 dla postów o charakterze merytorycznym.
Choć medialna widoczność polityków stosujących agresywną retorykę jest niepodważalna, badanie pokazuje, że taki styl komunikacji wiąże się z mniejszym zaangażowaniem w prace legislacyjne. "Przedsiębiorcy konfliktu" rzadziej współtworzą projekty ustaw i rzadziej są powoływani do prestiżowych komisji parlamentarnych. Zamiast budować realny wpływ na politykę, skupiają się na zdobywaniu rozgłosu.
Co istotne, badacze nie znaleźli żadnego związku między skłonnością do personalnych ataków a poziomem politycznej polaryzacji w okręgach wyborczych tych polityków. Wbrew powszechnym przekonaniom, wielu najbardziej agresywnych parlamentarzystów reprezentuje całkiem umiarkowane elektoraty. Sugeruje to, że dla części polityków głównym celem nie jest już reelekcja, wpływ na politykę czy zdobywanie pozycji w strukturach władzy, lecz medialna rozpoznawalność i status celebryty.
Badacze podkreślają, że obecny system medialny premiuje konflikt i kontrowersje, co zachęca polityków do stosowania obraźliwej retoryki. Chociaż większość wypowiedzi parlamentarzystów dotyczy polityki, to media poświęcają nieproporcjonalnie dużo uwagi tym, którzy atakują innych. W efekcie politycy, którzy chcą zaistnieć w ogólnokrajowej debacie, coraz częściej sięgają po personalne obelgi. Zdaniem autorów badania, taka sytuacja stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia demokracji. Oderwanie widoczności medialnej od rzeczywistej odpowiedzialności politycznej może prowadzić do dalszej erozji standardów debaty publicznej i osłabienia instytucji demokratycznych.


