Jezioro Kiwu w Afryce to nie tylko malowniczy krajobraz na pograniczu Rwandy i Demokratycznej Republiki Konga. To także gigantyczny, naturalny zbiornik śmiercionośnych gazów, który w każdej chwili może eksplodować, zagrażając życiu milionów ludzi. Rząd Rwandy postanowił wykorzystać tę niebezpieczną mieszankę do produkcji energii, ale eksperci ostrzegają - każda ingerencja w strukturę jeziora może doprowadzić do katastrofy na niespotykaną dotąd skalę.

  • Jezioro Kiwu leży w aktywnym geologicznie rejonie Wielkiego Rowu Afrykańskiego.
  • Pod powierzchnią jeziora kryją się ogromne ilości metanu i dwutlenku węgla.
  • Eksperci ostrzegają, że jeśli poziom gazów osiągnie krytyczną masę, może dojść do limnicznej erupcji.
  • Rząd Rwandy pozwolił firmie KivuWatt na wydobycie metanu z jeziora i przetwarzanie go na energię. Jednak naukowcy mają obawy co do bezpieczeństwa tej technologii.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Wyobraźcie sobie jezioro, które na pierwszy rzut oka wygląda jak spokojny raj dla rybaków i turystów. Jednak pod taflą wody kryje się niewidzialne zagrożenie - ogromne ilości metanu i dwutlenku węgla, które w każdej chwili mogą wydostać się na powierzchnię, powodując śmierć wszystkiego, co żyje w okolicy. Tak właśnie wygląda sytuacja nad Jeziorem Kiwu, jednym z Wielkich Jezior Afrykańskich, położonym w sercu wschodniej Afryki.

Skąd bierze się zagrożenie?

Jezioro Kiwu leży wzdłuż Wielkiego Rowu Afrykańskiego, gdzie aktywność geologiczna jest wyjątkowo intensywna. Liczne gorące źródła nieustannie zasilają jezioro dwutlenkiem węgla i metanem, które gromadzą się w jego głębinach.

Jak tłumaczy prof. Sergei Katsev, limnolog z University of Minnesota Duluth, woda w jeziorze jest silnie zróżnicowana pod względem gęstości i temperatury. Górna warstwa miesza się regularnie, ale poniżej 260 metrów panuje niemal całkowity bezruch.

To właśnie tam, pod główną barierą gęstości, uwięzione są ogromne ilości gazów - szacuje się, że to aż 300 kilometrów sześciennych dwutlenku węgla i 60 kilometrów sześciennych metanu, z domieszką toksycznego siarkowodoru.

Limniczna erupcja

Co się stanie, jeśli te gazy nagle wydostaną się na powierzchnię? Jak podaje National Geographic, eksperci nie mają wątpliwości - skutki byłyby katastrofalne. Philip Morkel, inżynier i założyciel Hydragas Energy, porównuje jezioro do gotującego się garnka wody - na powierzchni cisza, ale w środku wrze.

Gdy nasycenie gazów osiągnie 100 proc. (obecnie to ponad 60 proc.), może dojść do tzw. limnicznej erupcji. W ciągu jednego dnia do atmosfery przedostałoby się od 2 do 6 gigaton dwutlenku węgla - to równowartość nawet 15 proc. rocznych globalnych emisji tego gazu. Nad jeziorem zawisłaby gęsta, toksyczna chmura, która w ciągu minut zabiłaby wszystko, co żyje w jej zasięgu.

Wydobycie metanu to ratunek czy zagrożenie?

W obliczu takiego zagrożenia rząd Rwandy postanowił działać. Prywatna firma KivuWatt otrzymała zgodę na wydobycie metanu z jeziora i przetwarzanie go na energię elektryczną. Proces wydaje się prosty - woda z głębin jest pompowana na powierzchnię, gdzie oddziela się od niej gazy, a następnie pozbawioną gazów wodę wpuszcza się z powrotem do jeziora. Dzięki temu KivuWatt dostarcza już 26 megawatów energii do rwandyjskiej sieci, a plany zakładają zwiększenie tej mocy do ponad 100 megawatów.

Jednak nie wszyscy naukowcy są spokojni o bezpieczeństwo tej technologii. Prof. Katsev ostrzega, że sposób, w jaki firma odprowadza wodę z powrotem do jeziora, może zaburzać jego warstwową strukturę. Jeśli zdegazowana woda trafia zbyt wysoko, powstaje pionowy prąd, który miesza warstwy i zwiększa ryzyko erupcji. Z kolei wprowadzenie jej zbyt głęboko rozcieńcza strefę bogatą w metan, co utrudnia przyszłe wydobycie.

Martin Schmid ze Szwajcarskiego Instytutu Badań Wodnych uspokaja, że obecna skala wydobycia nie wpływa znacząco na stabilność jeziora. Jednak przyznaje, że każde zwiększenie mocy wymaga nowej analizy i uzgodnienia metody działania. To decyzja polityczna - czy chcemy podjąć większe ryzyko, by wydobyć więcej metanu - pyta Schmid.

Z kolei Philip Morkel ostrzega przed złudnym poczuciem bezpieczeństwa. To jak z żabą w garnku z wodą - powoli podgrzewana nie zauważa zagrożenia, aż jest za późno - mówi obrazowo. Jego zdaniem, jeśli wydobycie zostanie zwiększone bez odpowiednich zabezpieczeń, może dojść do nieodwracalnych zmian w strukturze jeziora.

Na razie KivuWatt nie komentuje sprawy. Wiadomo jednak, że firma planuje dalszą rozbudowę instalacji.