Legendarny gitarzysta Eric Clapton musiał przedwcześnie zakończyć swój koncert w Madrycie po tym, jak został trafiony winylową płytą rzuconą z tłumu. Historie z ostatnich miesięcy pokazują, że nietypowe zachowania fanów to rosnący problem.

  • Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.

81-letni Eric Clapton występował 7 maja na Movistar Arena w Madrycie, gdzie po raz pierwszy od 25 lat zagrał dla hiszpańskiej publiczności. Fani byli zadowoleni, Clapton też, ale do czasu. Tuż po wykonaniu kultowego utworu "Cocaine" atmosfera w hali szybko się jednak zmieniła. Muzyk został trafiony w klatkę piersiową winylową płytą rzuconą z widowni - podaje "The Independent".

Nagranie z tego momentu szybko obiegło media społecznościowe, pokazując zaskoczonego artystę, który po uderzeniu opuścił scenę.

Z powodu incydentu Clapton nie powrócił na scenę, by wykonać zaplanowany bis "Before You Accuse Me", co było dotychczas stałym punktem jego koncertów podczas europejskiej trasy w 2026 roku. Wielu fanów wyraziło swoje rozczarowanie i frustrację w mediach społecznościowych, podkreślając, że czekali na ten występ od ponad dwóch dekad. "Czekałem ponad 20 lat na przyjazd Erica Claptona, a jakiś nadmiernie podekscytowany fan przerwał koncert przed czasem" - stwierdził jeden z nich.

Na szczęście muzyk nie odniósł poważnych obrażeń i już kilka dni później wystąpił w Barcelonie. Organizatorzy nie wydali oficjalnego oświadczenia w sprawie incydentu, a sam Clapton nie skomentował sytuacji publicznie.

Problem bezpieczeństwa na koncertach

Zdarzenie w Madrycie wpisuje się w niepokojący trend ataków na artystów podczas koncertów. W ostatnich latach głośno było o podobnych przypadkach, m.in. gdy Bebe Rexha została uderzona telefonem komórkowym podczas występu w Nowym Jorku, a Harry Styles został trafiony przedmiotem w twarz w Wiedniu. 

Wśród incydentów znalazł się także szokujący przypadek, gdy Pink otrzymała na scenie worek z prochami matki od jednego z fanów.