Wystąpienie prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera, które miało miejsce we wtorek w siedzibie niemieckiego MSZ, odbiło się szerokim echem. Steinmeier, znany z wyważonych opinii i dyplomatycznego stylu, tym razem nie przebierał w słowach. Wprost nazwał wojnę USA i Izraela przeciwko Iranowi "politycznie fatalnym błędem", a działania militarne obu państw określił jako "sprzeczne z prawem międzynarodowym". Steinmeier w ten sposób poucza i pośrednio krytykuje kanclerza Friedricha Merza – ocenia tygodnik "Der Spiegel".
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Stwierdzając, że wojna z Iranem jest "politycznie fatalnym błędem" Steinmeier pośrednio, ale wyraźnie, skrytykował kanclerza Friedricha Merza.
Jak zauważa tygodnik "Der Spiegel", Steinmeier "pokazał pewność siebie, ale jednocześnie uprościł sprawę". W swoim wystąpieniu prezydent nie tylko pouczył rząd, ale wręcz zasugerował, że Berlin powinien wyraźniej zwracać uwagę swoim sojusznikom, takim jak USA.
"To była niemal otwarta krytyka polityki zagranicznej kanclerza Friedricha Merza. Bo to właśnie Merz na początku wojny z Iranem zbagatelizował kwestie prawa międzynarodowego" - czytamy w tygodniku.
To pierwszy raz, kiedy prezydent Niemiec tak wyraźnie sprzeciwił się kanclerzowi w kwestii prawa międzynarodowego. Merz, choć powstrzymuje się od jednoznacznego określenia działań USA i Izraela jako sprzecznych z prawem, apeluje o przedstawienie planu zakończenia działań zbrojnych i podkreśla, że Berlin nie chce "niekończącej się wojny".
Wystąpienie prezydenta skrytykowała partia CDU. Szef frakcji chadeków w Bundestagu Jens Spahn wezwał prezydenta do powściągliwości. Ocena prawna należy w tej sprawie, podobnie jak i w innych, do rządu federalnego i oczekuję od osób pełniących najwyższe funkcje państwowe, że poczekają na tę ocenę i będą ją respektować - oświadczył polityk CDU.
Friedrich Merz należy do partii CDU.
W swoim komentarzu "Der Spiegel" zauważa, że Steinmeier "poszedł dalej, podając w wątpliwość, czy USA w ogóle są nadal sojusznikiem". Prezydent, choć trafnie zauważa, że stanowisko Niemiec wobec wojen w Gazie i z Iranem oddaliło od Berlina Globalne Południe, nie wspomina jednak ani słowem o zagrożeniu dla Izraela ze strony Iranu.
Steinmeier, który ponad dekadę temu jako szef MSZ był jednym z negocjatorów międzynarodowego porozumienia nuklearnego z Iranem, podkreślił, że gdyby układ z 2015 roku nadal obowiązywał, do wojny by nie doszło - w ocenie tygodnika to stwierdzenie jest jednak mało przekonywujące.
"Faktem jest jednak, że dopóki układ obowiązywał, to nie dochodziło do działań zbrojnych. Trudno jednak oceniać, co by się stało, gdyby Trump nie wycofał się z niego w 2018 roku" - pisze "Der Spiegel".
Przypomnijmy, że porozumienie nuklearne z Iranem, zawarte w 2015 roku za prezydentury Baracka Obamy, miało na celu ograniczenie irańskiego programu atomowego. Izrael od początku był przeciwny temu układowi, a w 2018 roku Donald Trump jednostronnie wycofał z niego Stany Zjednoczone.


