Zapowiada się ostre starcie między Polską a Niemcami w sprawie utrzymywanych przez Berlin kontroli granicznych, m.in. na granicy z Polską. Jak ustaliła dziennikarka RMF FM w Brukseli Katarzyna Szymańska-Borginon, temat zdominuje czwartkowe posiedzenie unijnych ministrów spraw wewnętrznych w Luksemburgu. W agendzie znalazła się także dyskusja o możliwym wyłączeniu ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym z systemu tymczasowej ochrony w UE. Posiedzenie rozpocznie się o godz. 9:00. Polskę będzie reprezentował wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk.

  • Polska szykuje ofensywę przeciw niemieckim kontrolom granicznym podczas czwartkowego posiedzenia ministrów spraw wewnętrznych UE w Luksemburgu. 
  • Ministrowie omówią także przyszłość ochrony dla uchodźców z Ukrainy. 
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Pierwszym punktem obrad będzie sytuacja w strefie Schengen. Choć na tym etapie nie są spodziewane konkretne decyzje, zapowiada się bardzo gorąca debata, co w brukselskim języku dyplomatycznym oznacza zapowiedź ostrego sporu.

Celem Polski pozostaje całkowite zniesienie niemieckich kontroli granicznych. Warszawa chce jednak przynajmniej wymusić na Berlinie częściowe ustępstwa.

Musimy zastanowić się nad sensownością utrzymywania stałych kontroli na granicach - podkreśla polski dyplomata, wskazując na fundamentalne znaczenie swobody przepływu osób w strefie Schengen.

Na całkowite wycofanie się Niemiec z kontroli nie ma jednak obecnie szans. Berlin oficjalnie przedłużył ich obowiązywanie na wszystkich granicach lądowych do połowy września. Kontrole zostały wprowadzone w 2024 roku i są odnawiane co sześć miesięcy.

Niemcy argumentują, że działania te są konieczne do walki z przemytnikami ludzi, ochrony przeciążonego systemu azylowego przed nielegalną migracją oraz zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego.

Mocne argumenty Warszawy

Pozycję Polski przed debatą wzmacniają dwa istotne wydarzenia: krytyczny dla Niemiec raport Komisji Europejskiej oraz precedensowy wyrok niemieckiego sądu administracyjnego w Koblencji.

Komisja Europejska przedstawiła we wtorek raport dotyczący funkcjonowania strefy Schengen. Bruksela wezwała Niemcy i osiem innych państw do zakończenia kontroli na granicach wewnętrznych, podkreślając, że powinny być one stosowane jedynie wyjątkowo i przez ograniczony czas.

To pierwsza tak wyraźna krytyka Komisji Europejskiej pod adresem Berlina w tej sprawie.

Zdaniem Komisji potrzeba utrzymywania kontroli będzie malała wraz z dalszym uszczelnianiem granic zewnętrznych UE, wdrażaniem paktu migracyjnego oraz uruchamianiem nowoczesnych systemów cyfrowych.

Bruksela wskazuje także alternatywne rozwiązania, takie jak wyrywkowe kontrole policyjne, mobilna weryfikacja biometryczna czy automatyczne skanery tablic rejestracyjnych.

"Prawo UE zapewnia już szeroki wachlarz narzędzi, które pomagają rozwiać obawy zgłaszane przez władze niemieckie" - argumentuje Komisja Europejska.

W raporcie znalazło się również jednoznaczne zalecenie: "Władze niemieckie powinny dążyć do stopniowego znoszenia kontroli na granicach wewnętrznych".

Wyrok sądu w Koblencji problemem dla Berlina

Dodatkowym argumentem Warszawy jest wyrok niemieckiego sądu administracyjnego w Koblencji z końca kwietnia. Sąd uznał kontrole na granicy z Luksemburgiem za niezgodne z prawem. Sprawa była efektem skargi prof. Dominika Brodowskiego, którego autobus został zatrzymany do rutynowej kontroli podczas powrotu z konferencji poświęconej rocznicy Schengen.

Sędziowie stwierdzili, że Berlin nie przedstawił wystarczających dowodów na istnienie realnego zagrożenia migracyjnego uzasadniającego utrzymywanie kontroli granicznych.

Wyrok ten daje Polsce mocny argument prawny. W połączeniu z raportem Komisji Europejskiej znacząco wzmacnia pozycję Warszawy przed debatą w Luksemburgu.

Zanosi się na to, że niemiecki minister będzie się musiał tłumaczyć - usłyszała dziennikarka RMF FM od jednego z rozmówców.

Mimo to niemieckie MSW zamierza twardo bronić dotychczasowych decyzji.

Duże poparcie dla zmian dotyczących ukraińskich poborowych

Drugim ważnym tematem czwartkowego spotkania będzie przyszłość systemu tymczasowej ochrony dla uchodźców z Ukrainy.

Jak ustaliła reporterka RMF FM, propozycja wyłączenia z tego systemu ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym cieszy się dużym poparciem państw członkowskich. O takie rozwiązanie zabiega sam Kijów, który zmaga się z brakami kadrowymi na froncie.

Polska opowiada się za wykluczeniem tej grupy z systemu tymczasowej ochrony. Warszawa wspiera również stopniowe wygaszanie specjalnych przywilejów dla ukraińskich uchodźców i przechodzenie na standardowe przepisy migracyjne.

Sprawa ma być przedmiotem czwartkowej dyskusji ministrów, a jej efektem będzie prawdopodobnie nowa propozycja Komisji Europejskiej dotycząca przedłużenia ochrony dla Ukraińców do 2028 roku, już z pewnymi korektami.

Koniec nadzwyczajnych przywilejów?

Unijny system tymczasowej ochrony został uruchomiony po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku jako rozwiązanie kryzysowe i tymczasowe. Dzięki niemu ponad 4 miliony Ukraińców mogły legalnie mieszkać i pracować w UE bez przechodzenia standardowych procedur azylowych. Obecny system wygasa w marcu przyszłego roku.

W Brukseli od dłuższego czasu trwa dyskusja nad tzw. strategią przejściową, która ma zachęcać Ukraińców do przechodzenia na krajowe statusy pobytowe, a w przyszłości - po zakończeniu wojny - do dobrowolnych powrotów.

Jednym z rozważanych wariantów jest właśnie wyłączenie z ochrony nowych wnioskodawców w wieku poborowym.

Z naszego punktu widzenia nie budzi kontrowersji, by osoby, które i tak nie mogą legalnie wyjechać z Ukrainy, nie mogły uzyskiwać ochrony tymczasowej w UE - tłumaczy polski dyplomata.

Według Warszawy takie rozwiązanie byłoby korzystne również dla relacji z władzami Ukrainy, które otwarcie popierają podobne działania.

Polska uważa, że nie naruszałoby ono zasad humanitarnych, ponieważ nie odbierałoby tym osobom możliwości legalnego pobytu, lecz jedynie kończyło automatyczny dostęp do nadzwyczajnego statusu ochronnego. W praktyce oznaczałoby konieczność korzystania ze standardowych procedur migracyjnych.

Polska przeciwna podziałowi Ukrainy na regiony

Warszawa stanowczo sprzeciwia się natomiast innemu rozważanemu rozwiązaniu - uzależnieniu ochrony od regionu pochodzenia uchodźcy.

Taki model zastosowała m.in. Norwegia, wyłączając z automatycznej ochrony osoby pochodzące z uznanych za bezpieczne regionów Ukrainy, takich jak obwód lwowski, wołyński czy zakarpacki. Polska uważa jednak, że taki podział byłby niesprawiedliwy.

Zdaniem Warszawy cała Ukraina pozostaje celem rosyjskich ataków rakietowych, dlatego różnicowanie sytuacji uchodźców ze względu na miejsce zamieszkania nie znajduje uzasadnienia.

Polska pokazuje własne rozwiązania

Głos Polski w tej debacie ma szczególne znaczenie. Nasz kraj jest drugim po Niemczech państwem UE pod względem liczby przyjętych uchodźców z Ukrainy. Obecnie przebywa ich w Polsce ponad 960 tysięcy.

Warszawa już wdrożyła zalecaną przez Komisję Europejską strategię przejściową. Od początku maja Ukraińcy mogą ubiegać się o specjalne karty CUKR, umożliwiające przejście z systemu ochrony tymczasowej na standardowy trzyletni pobyt czasowy.

Oznacza to odejście od nadzwyczajnych rozwiązań wojennych i przejście na zwykłe przepisy migracyjne obowiązujące wszystkich cudzoziemców.

Jak ustaliła RMF FM, rozwiązania te pozytywnie ocenia Specjalna Przedstawicielka UE ds. Ukraińców Ylva Johansson. Chwali ona Polskę za stopniowe wygaszanie przywilejów przy jednoczesnym zachowaniu szczególnej ochrony dla osób najbardziej narażonych, takich jak osoby z niepełnosprawnościami czy kobiety w ciąży.

Johansson przyznała również niedawno, że "nie wydaje się do końca logiczne", by ukraińscy mężczyźni objęci mobilizacją korzystali z ochrony w UE. Jednocześnie wykluczyła możliwość przymusowych deportacji do Ukrainy.

Opracowanie: