Droga dla polskich firm do udziału w odbudowie Ukrainy nie jest zamknięta – przekonywał w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Bartosz Cichocki. Były ambasador RP w Ukrainie zaznaczył, że sama odbudowa, przez wzgląd na nieznany koniec wojny, jest cały czas mglista. Tłumaczył, jak swoje interesy w tym obszarze zabezpieczają inne państwa. Polska na razie tych rozwiązań nie kopiuje. Piotr Salak pytał swojego gościa także o niedawne rosyjskie ataki na Kijów i grę dyplomatyczną z Białorusią.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Były ambasador RP w Ukrainie wskazywał, że ostatni, potężny rosyjski atak na Kijów to efekt tego, że Kreml mocno zabolały ukraińskie ataki w głębi kraju. Jego zdaniem to także próba wywarcia presji na państwa Zachodu, by zmusiły Zełenskiego do rozmów pokojowych.

Nie ignorowałbym tych ostrzeżeń, Rosjanie prawdopodobnie będą powtarzać takie uderzenia jak z soboty na niedzielę - mówił Cichocki.

Zdaniem polskiego dyplomaty w Ukrainie doszło do zmiany myślenia, a nasi wschodni sąsiedzi nie zastanawiają się już "co jeszcze Rosjanie mogą nam zrobić", ale "niech to Rosjanie myślą, co my im możemy zrobić".

Prowadzący rozmowę Piotr Salak zapytał, jak mogłaby wyglądać odpowiedź Polski, gdyby w ataku na Kijów Rosjanie trafili nasze przedstawicielstwo. Cichocki wskazał na prawdopodobne kolejne ograniczenia obecności rosyjskiego personelu dyplomatycznego nad Wisłą, działania na forum ONZ czy nowe sankcje.

Do zwycięstwa Ukrainy jeszcze bardzo daleko - uważa były ambasador, choć zacytował on rosyjskich blogerów wojskowych, którzy z obawą patrzą na sytuację w południowej Ukrainie. W tym kontekście zbawienne dla Rosjan mogłoby być otwarcie frontu białorusko-ukraińskiego, ale jak tłumaczył Cichocki, przeciwdziałać takiemu scenariuszowi próbuje Zachód. Stąd ostatnia rozmowa Macron-Łukaszenka, wizyta Swietłany Cichanouskiej w Kijowie czy zniesienie przez USA części sankcji nałożonych na Białoruś.

W tym roku szans na jakiś progres pokojowy nie będzie - stwierdził Bartosz Cichocki. Dyplomata argumentował, że Ukraińcy nie chcą godzić się na warunki, które pozwolą Moskwie wznowić wojnę w dowolnym momencie i to będąc stroną silniejszą. Mowa tu m.in. o żądaniach opuszczenia Donbasu, ograniczenia ukraińskich sił zbrojnych czy szlabanie dla integracji z NATO.

"Nikt nie ma pretensji do Zełeńskiego, że ciągnie tę wojnę"

Gospodarz Rozmowy o 7:00 w Radiu RMF24 zwrócił uwagę na kwestie nastrojów społecznych w Ukrainie. Jego gość zaznaczył, że mimo zmęczenia wojną Ukraińcy nadal popierają kontynuowanie walki. Nikt nie ma pretensji do Zełenskiego, że on ciągnie tę wojnę. Nikt nie ma złudzeń co do tego, że Rosjanie dalej będą zabijali - relacjonował. 

Piotr Salak zapytał też o aferę korupcyjną dot. najwyższych władz w Kijowie oraz działalność NABU, ukraińskiej służby antykorupcyjnej. Były ambasador przyznał, że społeczeństwo jest oburzone skalą korupcji, ale jednocześnie pojawiają się pytania o polityczny charakter działań śledczych.

Coraz częściej się mówi o tym, że sposób działania NABU wskazuje na to, że tam nie chodzi tyle o korupcję, co o uderzenie właśnie w system polityczny - ocenił. Jak dodał, może to w przyszłości osłabić społeczne zaufanie do walki z korupcją.

Trudy relacji polsko-ukraińskich

Bartosz Cichocki mówił o relacji Warszawy i Kijowa. Przyznał, że do Ukrainy docierają informacje o rosnących w Polsce nastrojach antyukraińskich. Ukraińców irytują między innymi zachowania polskich służb granicznych, ale jednocześnie - jak tłumaczył dyplomata - sami krytycznie oceniają niewłaściwe zachowania swoich rodaków przebywających w Polsce. Mowa m.in. o niedawnym rajdzie ukraińskiego influencera pod Morskie Oko.

Jak widać, nie na tyle elity ukraińskie są przejęte naszym sposobem myślenia, żeby nie cofnąć się przed uroczystym, z pełną pompą pochówkiem nazisty Andrija Melnyka. Tutaj czasem brak jest refleksji o tym, co o Ukrainie myślą na zewnątrz - stwierdził nasz gość.

"Perspektywa odbudowy jest ciągle mglista"

Pytany o możliwy udział polskiego biznesu w odbudowie Ukrainy Bartosz Cichocki wskazał, że perspektywa odbudowy, tak jak i końca wojny, jest mglista.

Polskie firmy, które zdecydują się na współpracę "biznes do biznesu" z firmami ukraińskimi, mogą na tym zyskać - wyjaśniał dyplomata, podając za przykład zapotrzebowanie na drzwi czy okna zniszczone w bombardowaniach.

O tyle może ryzykujemy gorsze pozycje czy jakieś tam przegrane, że niektóre państwa unijne same finansują prace swoich firm na Ukrainie, a my zdaje się, ciągle wychodzimy z założenia, że polskie firmy na Ukrainie zarobią jakieś niepolskie pieniądze. Moim zdaniem niepolskich pieniędzy tam mamy bardzo niewielkie szanse zarobić. Ukraina przyzwyczaiła się do tego, że takie duże odbudowy, rekonstrukcje finansują właśnie, a to Japończycy, a to Francuzi, a to Niemcy i oczywiście te państwa faworyzują w przetargach swoje firmy - powiedział Cichocki.

W jego opinii Polska nie stworzyła odpowiedniego funduszu inwestycyjnego być może dlatego, że rodzima opinia publiczna mogłaby to przyjąć sceptycznie.

Sprawie mogłaby pomóc wizyta Karola Nawrockiego w Kijowie. Rozmówca Piotra Salaka mówił, że mogłaby ona wpłynąć także na budowanie naszej pozycji w ewentualnych negocjacjach Rosja-Ukraina-Zachód. Nie twierdzę, że to polski polityk powinien być tym negocjatorem, ale gdybyśmy chcieli, to trzeba z pewnością budować lepsze pozycje w Kijowie - stwierdził.

Zdaniem dyplomaty Ukraińcy patrzą na premiera Donalda Tuska jako polityka, który tak czy inaczej przyjmie układ uzgodniony z Niemcami i Francuzami. Ewentualna wizyta Nawrockiego w Kijowie mogłaby być jednak problematyczna dla jego wyborców ze względu na wspomniany pochówek Andrija Melnyka - podsumował nasz gość.

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24

Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.
Opracowanie: