Ponad 12 milionów złotych kosztowały polskiego podatnika przejazdy posłów w 2025 roku - wynika ze sprawozdań polityków, które są dostępne na stronach Sejmu. Okazuje się, że rekordziści w 12 miesięcy pokonali odległość większą niż wynosi długość równika.

  • W 2025 roku przejazdy posłów (tzw. kilometrówki) kosztowały polskiego podatnika ponad 12,3 mln zł.
  • Daje to średnio około 36,5 tys. zł na jednego posła.
  • Którzy politycy wydali najwięcej na podróże?
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Sprawozdania z prowadzenia biur poselskich są już dostępne na sejmowych stronach. Każdy z posłów musiał uzupełnić rubrykę "koszty przejazdów posłów w związku z wykonywaniem mandatu poselskiego". Portal jakglosuja.pl wyliczył, że wynoszą one średnio około 36,5 tys. zł na posła. W sumie polskiego podatnika tzw. kilometrówki kosztowały ponad 12,3 mln zł.

Rekordzistą jest poseł niezrzeszony (do niedawna PiS) Łukasz Mejza, który na "kilometrówki" wydał 49,1 tys. zł. Drugie miejsce zajmuje Piotr Kandyba z Koalicji Obywatelskiej, który przeznaczył 48,3 tys. zł. Podium zamyka Maria Koc z PiS, która także na przejazdy wydała 48,3 tys. zł.

Z tej trójki najbliżej do Sejmu ma poseł KO, który biuro poselskie prowadzi w Piasecznie, oddalonym od ul. Wiejskiej w Warszawie o 15 kilometrów.

Jak tłumaczą się posłowie?

Nie widzę jakiejś szczególnej publicznej szkody w tym, że np. poseł jeździ w sprawach służbowych i na to wydaje, a nie np. wynajął sobie człowieka, który za nim chodzi i kręci rolki - mówił w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem na antenie RMF FM poseł PiS-u Marcin Horała, który w ubiegłym roku na kilometrówki wydał ponad 22 tys. zł.

Mieszkam w dość odległym Opolu. 350 kilometrów to jest trasa w jedną stronę. W dwie strony, co się zdarza średnio raz w tygodniu, podróż do Warszawy to jest 700 kilometrów, więc naprawdę już same trasy do stolicy tyle zajmują. Dodatkowo, jeżeli jeszcze jest się tak aktywnym posłem, który jednak jeździ po różnego rodzaju konferencjach w różnych częściach Polski, to trochę się tego nazbiera. Oczywiście nie we wszystkich miesiącach udaje mi się wykorzystywać całość, co uczciwie przyznaję i nie pobieram pełni ryczałtu, jaki mi przysługuje - mówi w rozmowie z RMF FM Adam Gomoła z Polski 2050, który na kilometrówki wydał ponad 43 tys. zł.

Mój okręg wyborczy jest jednym z większych w Polsce. Jeżeli będziemy porównywali okręgi wyborcze, rozpiętość między powiatami - tymi skrajnymi - przekracza bodajże 170 kilometrów. Jest to więc pierwsza kwestia zaangażowania i moje częste wyjazdy w różne miejsca. Zresztą one są dokumentowane. To nie jest tylko gołosłowne mówienie o wyjazdach. A druga rzecz - ja bardzo często dojeżdżam do Warszawy samochodem - mówi w rozmowie z RMF FM poseł Mariusz Witczak z Koalicji Obywatelskiej, który na kilometrówki wydał w ubiegłym roku ponad 36 tys. zł.

Zmiana zasad rozliczania "kilometrówek"

Warto podkreślić, że w tym roku zmieniły się zasady rozliczania "kilometrówek". Przewidują one m.in. obowiązek prowadzenia rejestru przejazdów poza okręgiem wyborczym z podaniem tras, dat i liczby kilometrów, a także zaostrzają zasady rozliczania najmu długoterminowego pojazdów.

Przejazdy w granicach okręgu wyborczego będą rozliczane ryczałtem w ramach środków na prowadzenie biura poselskiego do limitu 1500 km miesięcznie. Stawki wyniosą 0,89 zł lub 1,15 zł za kilometr, co oznacza maksymalnie 1725 zł miesięcznie. Kancelaria Sejmu podkreśliła, że zmiany mają zwiększyć przejrzystość i kontrolę wydatków.

Opracowanie: