W rozmowie z NBC News, przeprowadzonej tuż po spotkaniu w Wielkiej Hali Ludowej podczas amerykańskiej wizyty w Chinach, sekretarz stanu USA Marco Rubio podkreślił, że Stany Zjednoczone nie zmieniają swojego stanowiska wobec Tajwanu, a jakakolwiek próba siłowego podporządkowania wyspy przez Chiny byłaby katastrofalna w skutkach. Polityk odniósł się także do kwestii Iranu. Jak zaznaczył, USA nie potrzebują pomocy Pekinu w tej sprawie.
- Sekretarz stanu USA Marco Rubio zapewnił, że Stany Zjednoczone nie zmieniają kursu wobec Tajwanu i sprzeciwiają się siłowemu podporządkowaniu wyspy przez Chiny.
- Strona amerykańska utrzymuje, że nie potrzebuje pomocy Chin w sprawie Iranu.
- W rozmowach poruszono wątek Jimmy'ego Laia - prodemokratycznego wydawcy z Hongkongu skazanego na 20 lat więzienia.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Z naszej perspektywy wszelka wymuszona zmiana status quo i obecnej sytuacji byłaby zła dla obu krajów - powiedział Rubio, odnosząc się do kwestii Tajwanu.
To jasny sygnał dla Pekinu, który od lat dąży do przyłączenia Tajwanu, oficjalnie uznawanego przez Chiny za zbuntowaną prowincję. Rubio zaznaczył jednak, że według jego wiedzy Pekin wciąż liczy na pokojowe rozwiązanie tej kwestii.
W ostatnich miesiącach pojawiły się spekulacje, czy administracja Donalda Trumpa nie zdecyduje się na ustępstwa wobec Chin, zmieniając dotychczasową politykę "niewspierania" niepodległości Tajwanu na "sprzeciwianie się" jej. Taka zmiana, choć subtelna w sformułowaniu, miałaby ogromne znaczenie dyplomatyczne i byłaby spełnieniem długoletnich oczekiwań Pekinu.
Rubio stanowczo jednak zaprzeczył takim planom. Nasza polityka w tej kwestii się nie zmieniła. Jest dość spójna na przestrzeni wielu administracji prezydenckich i taka pozostaje - oświadczył.
Jednym z najbardziej drażliwych tematów rozmów była amerykańska sprzedaż broni dla Tajwanu. Pekin od lat protestuje przeciwko takim transakcjom, uznając je za naruszenie swojej suwerenności. Rubio przyznał, że kwestia ta "nie była wyeksponowanym tematem" czwartkowych rozmów, ale przypomniał, że w grudniu administracja Trumpa ogłosiła rekordowy pakiet zbrojeniowy dla Tajwanu o wartości 11 miliardów dolarów.
Warto jednak zauważyć, że tuż przed spotkaniem Trumpa z Xi Jinpingiem pakiet został wstrzymany pod chińską presją.
Według oficjalnego komunikatu strony chińskiej Xi Jinping ostrzegł Trumpa, że narastające napięcia wokół Tajwanu mogą poważnie zagrozić relacjom dwustronnym i prowadzić do konfliktu, jeśli sprawa nie zostanie potraktowana z należytą ostrożnością. Co ciekawe, amerykańskie oświadczenie w ogóle nie wspomniało o Tajwanie, co nie umknęło uwadze komentatorów.
Podczas rozmów w Pekinie nie zabrakło także tematu Iranu. Rubio podkreślił, że zarówno USA, jak i Chiny sprzeciwiają się rozwojowi przez Teheran broni nuklearnej.
Strona chińska powiedziała, że nie popiera militaryzacji cieśniny Ormuz i nie popiera systemu opłat tranzytowych - i to jest też nasze stanowisko - powiedział Rubio.
Jednocześnie szef amerykańskiej dyplomacji zaznaczył, że Waszyngton nie oczekuje od Pekinu pomocy w tej sprawie. Nie prosimy Chin o pomoc. Nie potrzebujemy ich pomocy - oświadczył.
Wśród tematów, które pojawiły się podczas rozmów, znalazła się także sprawa Jimmy’ego Laia - prodemokratycznego wydawcy z Hongkongu, skazanego na 20 lat więzienia. Rubio zapewnił, że prezydent Trump "zawsze podnosi tę sprawę" i że Stany Zjednoczone "byłyby otwarte na każde rozwiązanie, które by im odpowiadało, pod warunkiem, że odzyska wolność".
Warto jednak przypomnieć, że sam Trump jeszcze przed wizytą w Pekinie sugerował, iż rozumie stanowisko Chin w tej sprawie, tłumacząc, że Lai "sprawiał kłopoty", a w analogicznej sytuacji nie chciałby wypuszczać na wolność np. byłego dyrektora FBI Jamesa Comeya, ściganego obecnie przez prokuraturę za rzekome pogróżki wobec Trumpa.


