Rosyjska Duma Państwowa przyjęła przepisy, które znacząco rozszerzają kompetencje prezydenta Władimira Putina w zakresie dysponowania siłami zbrojnymi poza granicami kraju. Nowe prawo pozwala na użycie wojska w celu "ochrony obywateli Federacji Rosyjskiej" przebywających w innych państwach. Decyzja ta budzi poważne zaniepokojenie społeczności międzynarodowej, która widzi w niej próbę stworzenia formalnych podstaw do kolejnych interwencji zbrojnych, a wywiady zachodnie przestrzegały w ostatnim czasie o możliwych scenariuszach wykorzystania nowych uprawnień przez Putina.
- Rosyjska Duma Państwowa przegłosowała prawo umożliwiające prezydentowi arbitralne wysłanie wojsk za granicę kraju.
- Prawo może być egzekwowane do tzw. "ochrony Rosjan".
- Termin jest enigmatyczny i ocenia się, że może stanowić pretekst do operacji wojskowych wymierzonych w kraje NATO.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Zgodnie z nowo przyjętymi regulacjami prezydent Rosji otrzymał prawo do operatywnego wykorzystania Sił Zbrojnych poza terytorium kraju bez konieczności każdorazowego ubiegania się o osobną zgodę Rady Federacji w sytuacjach uznanych za nagłe. Kluczowym argumentem wprowadzenia zmian ma być konieczność zapewnienia bezpieczeństwa Rosjanom mieszkającym poza granicami ojczyzny, a także ochrona personelu wojskowego stacjonującego w zagranicznych bazach.
Zgodnie z obowiązującą ustawą prezydent Rosji ma prawo wysłać wojsko za granicę do "ochrony obywateli Rosji" w przypadku, gdy np. ci zostaną w innym kraju "aresztowani, zatrzymani" albo toczą się przeciwko nim "postępowania karne lub inne" - podaje "The Moscow Times".
Komentatorzy wskazują, że sformułowanie o "ochronie obywateli" jest skrajnie nieprecyzyjne i może służyć jako wygodny pretekst do agresji na państwa ościenne. Podobna retoryka była wykorzystywana przez Kreml już wcześniej - m.in. podczas konfliktu w Gruzji w 2008 roku oraz w trakcie aneksji Krymu i inwazji na Ukrainę. Nowelizacja przepisów de facto legalizuje i usprawnia mechanizm, który do tej pory był realizowany doraźnie, budując trwałe fundamenty pod politykę faktów dokonanych.
W krajach takich jak państwa bałtyckie czy Mołdawia, gdzie mniejszość rosyjska jest liczna, decyzja Dumy jest odbierana jako bezpośrednie zagrożenie dla suwerenności narodowej.
W październiku ubiegłego roku Instytut Badań nad Wojną (ISW) ocenił, że Rosja wkroczyła w "fazę zero" przygotowań do kampanii przeciwko NATO. Moskwa reorganizuje okręgi wojskowe na zachodzie kraju, tworzy nowe bazy (m.in. przy granicy z Finlandią) oraz intensyfikuje działania sabotażowe, prowokacje związane z naruszaniem przestrzeni Sojuszu czy zagłuszeniami sygnałów GPS.
Szacunki dotyczące skali i momentu rozpoczęcia ewentualnego konfliktu między Rosją i NATO są różne. Według holenderskiej służby wywiadowczej (MIVD), która niedawno opublikowała raport bezpieczeństwa, Rosja będzie gotowa do ograniczonego starcia z Sojuszem Północnoatlantyckim już w rok po ewentualnym zakończeniu wojny w Ukrainie. Mowa o konflikcie regionalnym z użyciem ograniczonych sił. Moskwa - zdaniem Holendrów - nie cofnie się przed groźbami użycia broni atomowej w przypadku natrafienia na bardziej zdecydowany opór Europejczyków.
Celem takiej operacji nie musi być ostateczne pokonanie NATO, ale raczej wywołanie trwałego pęknięcia poprzez osiągnięcie ograniczonych zdobyczy terytorialnych.
Wcześniej o możliwej operacji wojskowej sił rosyjskich w krajach bałtyckich przekonywały tamtejsze wywiady oraz służby niemieckie i duńskie.


