Zmarła we wtorek aktorka Stanisława Celińska spocznie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Jej pogrzeb odbędzie się 21 maja.

Informacja o pogrzebie Stanisławy Celińskiej została opublikowana na jej oficjalnym koncie w mediach społecznościowych. 

Ostatnie pożegnanie popularnej aktorki zacznie się 21 maja o godz. 11. Msza żałobna zostanie odprawiona w Kościele Środowisk Twórczych przy Placu Teatralnym w Warszawie. Pogrzeb rozpocznie się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach o godz. 13.

"Ciepło i empatia". Stanisława Celińska we wspomnieniach

Stanisława Celińska zmarła we wtorek w wieku 79 lat. Była cenioną aktorką, ale realizowała się twórczo także jako piosenkarka. 

Widzowie pamiętają ją z ról w filmach Andrzeja Wajdy, Stanisława Barei czy Krzysztofa Zanussiego. Występowała też w wielu popularnych serialach - od "Zmienników" po "Barwy szczęścia".

To było takie chodzące dobro. Bardzo ciepły, empatyczny, wspaniały człowiek. Zakumplowaliśmy się od razu - tak swoją relację ze Stanisławą Celińską wspominał w Radiu RMF24 Muniek Staszczyk - wokalista T.Love. Przypomniał, że aktorka nagrała swoją wersję kultowej piosenki T.Love - "Warszawa". 

To było zabawne, dopiero w jej interpretacji pomyślałem sobie: "cholera, niezły tekst napisałem, bardzo poetycki" - przyznał Staszczyk. Wielokrotnie wykonywaliśmy ten kawałek i inne piosenki - mówił gość Radia RMF24.

Są ludzie, z których emanuje czyste dobro. To było coś pięknego u Stasi. Ja się czułem jak ze starszą siostrą - tłumaczył wokalista T.Love. Wspominał też, że w czasie wspólnych występów zawsze trzymali się z Celińską za ręce. 

Muniek Staszczyk opowiadał też w Radiu RMF24 o relacjach Stanisławy Celińskiej z fanami. Absolutnie zero gwiazdorstwa. Po prostu ciepło i empatia - podkreślał. Zwracał też uwagę, że koncerty aktorki łączyły pokolenia. 

"Ryzykowała w bardzo różnych rzeczach"

Zdaniem reżysera Macieja Englerta Stanisława Celińska to była strasznie "rogata dusza". 

Wchodziła całą sobą w role, we wszystko co zrobiła. W związku z czym dużo też ją to pewnie kosztowało. Miała różne okresy w swoim życiu. Później, kiedy odeszła ze Współczesnego, ja już byłem dyrektorem, to był taki okres powiedziałbym mniej aktywnej pracy może, a w większym stopniu jakiejś walki ze sobą, z której wyszła zresztą wspaniale, a nie było to proste - podkreślił Englert.

To nie był spokojny anioł, ale za to niezwykle oryginalny i niesłychanie prawdziwy w tym co robił. Nienawidziła banału, więc ryzykowała w bardzo różnych rzeczach. Nie przypisała się do żadnej kategorii, co widać, patrząc na to, gdzie lądowała i w jakich przedstawieniach brała udział, z kim się wiązała na dłużej widząc jakąś perspektywę artystycznej pracy - tłumaczył.