Rosjanie oskarżyli Łotyszy o udostępnienie Ukraińcom swojego terytorium do przeprowadzania ataków dronowych na Rosję. Kreml grzmi, że przed jego "sprawiedliwym odwetem" nie uchroni członkostwo w NATO. Kijów zaprzecza oskarżeniom.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Wspomniane zarzuty padły w komunikacie opublikowanym na stronie Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej.
Służby Kremla piszą, że ukraińskie wojsko szykuje nową serię ataków na rosyjskie tyły. "Kijów nie zamierza ograniczać się do wykorzystania korytarzy powietrznych udostępnionych Siłom Zbrojnym Ukrainy przez państwa bałtyckie. Z tych krajów planowane są również starty dronów" - wskazano. Rosjanie twierdzą, że ukraińscy wojskowi odpowiedzialni za bezzałogowce stacjonują już w łotewskich bazach wojskowych Ādaži, Selonia, Lielvārde, Dyneburg i Jēkabpils.
W cytowanym komunikacie napisano, że Ukraina miała przekonać Łotwę, iż dokładne miejsce startu dronów będzie niemożliwe do ustalenia.
"Warto jednak zauważyć, że współrzędne ośrodków decyzyjnych na terytorium Łotwy są dobrze znane, a członkostwo kraju w NATO nie uchroni wspólników terrorystów przed sprawiedliwym odwetem" - podsumowują Rosjanie.
Do zarzutów odniosło się już ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych.
"Powtarzamy, że - wbrew twierdzeniom rosyjskiej propagandy - ani Estonia, ani Łotwa, Litwa, ani Finlandia nigdy nie zezwoliły na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. Co więcej, Ukraina nigdy o to nie wnioskowała" - napisał w serwisie X rzecznik MSZ Heorhij Tychyj.


