Szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Ołeksandr Ałfiorow przekazał, że rodzina przywódcy ukraińskich nacjonalistów Stepana Bandery nie sprzeciwia się sprowadzeniu jego prochów do Ukrainy. Dodał jednak, że bliscy obawiają się o bezpieczeństwo grobu ideologa nacjonalistów odpowiedzialnych za rzeź wołyńską.
- Chcesz być na bieżąco? Informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Rodzina nie jest przeciwna ponownemu pochowaniu Bandery, ponieważ ma on potomków. Jednocześnie istnieją zastrzeżenia związane z tym, że trwa wojna i grób może być zagrożony tutaj, w Ukrainie. Chociaż zauważę, że zagrożenie dla grobów istnieje także za granicą - oświadczył Ołeksandr Ałfiorow podczas wystąpienia w programie telewizyjnym.
Pytany o to, czy obecnie prowadzone są działania dotyczące ponownego pochówku Bandery, szef UINP odpowiedział, że trwają prace dotyczące wielu postaci historycznych i rozważana jest również kwestia Bandery.
W poniedziałek na Narodowym Cmentarzu Wojskowym Ukrainy pochowano sprowadzone z Luksemburga prochy jednego z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Andrija Melnyka i jego małżonki. Izraelski instytut Jad Waszem ocenił, że jego ponowny pochówek budzi poważne wątpliwości. "Upamiętnianie przywódcy formacji kolaborującej z nazistowskimi Niemcami podważa pamięć o ofiarach Holokaustu" - podkreślił instytut.
W uroczystościach wziął udział prezydent Wołodymyr Zełenski, który oświadczył, że Melnyk walczył o to, aby Ukraina była wolna. Szef państwa zapowiedział, że wkrótce do kraju powrócą szczątki innych działaczy; trwają zabiegi o sprowadzenie prochów pierwszego przywódcy OUN Jewhena Konowalca.
Stepan Bandera był przywódcą i jednym z ideologów frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Jej członkowie odpowiedzialni są za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i we Wschodniej Małopolsce. W rzezi zginęło ponad 100 tysięcy osób.


