Spotkanie Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego było już ustalone, ale Kijów się z niego wycofał - twierdzi prezydencki minister Marcin Przydacz. "Strona ukraińska nie była zainteresowana realną dyskusją z polskim prezydentem" - dodaje, ujawniając kulisy polsko-ukraińskich rozmów dyplomatycznych.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

W miniony piątek prezydent Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, co było reakcją na nadanie przez ukraińskiego przywódcę jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia "Bohaterów UPA".

Następnego dnia szef państwa ukraińskiego poinformował w mediach społecznościowych, że odesłał odznaczenie do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.

"Ze strony ukraińskiej nie było żadnej gotowości do zmiany"

W niedzielę Wołodymyr Zełenski udzielił wywiadu stacji telewizyjnej TSN, w którym poinformował, że zaproponował Karolowi Nawrockiemu spotkanie i zorganizowanie wspólnej konferencjiTymczasem prezydent Polski zrobił kolejny krok i stwierdził, że dla Ukrainy nie ma miejsca w Europie, ponieważ jest to niekorzystne dla polskiego rolnika - stwierdził.

Prezydent Ukrainy zapewnił, że jego zespół natychmiast po wypowiedziach polskiego prezydenta dotyczących zamiaru odebrania odznaczenia (miało to miejsce pod koniec maja) rozpoczął intensywne rozmowy wyjaśniające, jednak nie wpłynęły one na stanowisko polskiego prezydenta.

W poniedziałek głos w tej sprawie zabrał prezydencki minister Marcin Przydacz, potwierdzając, że w ostatnich tygodniach toczyły się polsko-ukraińskie rozmowy dyplomatyczne. Niestety, ze strony ukraińskiej nie było żadnej gotowości do zmiany tego podejścia w sprawie nazewnictwa OUN-UPA, a jednocześnie była gra na czas, było cały czas zwlekanie i ciągła zmiana decyzji - powiedział.

Szef Biura Polityki Międzynarodowej zaznaczył, że prawdą jest, iż efektem jego rozmów z szefem kancelarii prezydenta Ukrainy Kyryło Budanowem (przyjechał do Warszawy 6 czerwca) była kwestia rozmowy telefonicznej przywódców. Ale z tej rozmowy telefonicznej prezydent Zełenski się wycofał, nie chciał rozmawiać telefonicznie - poinformował prezydencki minister.

Następnie strona ukraińska zaproponowała wizytę, ustaliliśmy konkretną datę i godzinę takiego spotkania w Warszawie po to, aby porozmawiać o tej sprawie. I z tej daty, i z tej wizyty również strona ukraińska się wycofała, proponując odległą, kolejną datę w przyszłości - dodał.

Marcin Przydacz stwierdził, że "w związku z tym uznać należy, że strona ukraińska nie była zainteresowana realną dyskusją z polskim prezydentem".

"Zaprzecza podstawowym wartościom"

Marcin Przydacz był też pytany o wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego z niedzielnego wywiadu. Prezydent Ukrainy ocenił, że prezydent Polski prowadzi wewnętrzną walkę polityczną, podsycając nastroje niechęci do Ukraińców. Dodał, że w Polsce "nie ma monarchii, lecz demokracja", dlatego Warszawa powinna budować relacje z Ukrainą, która obecnie broni Europy, w tym także Polski.

Prezydencki minister stwierdził, że słowa te są "wewnętrzną emocją ukraińską i chęcią odwrócenia uwagi od problemów korupcyjnych wewnątrz państwa ukraińskiego", które "niepotrzebnie eskalują złe emocje". Te emocje, zdaniem Przydacza, wynikają z decyzji samego prezydenta Zełenskiego.

Jak dodał, to ukraiński przywódca podjął decyzję o nazwaniu jednej z jednostek wojskowych "w oparciu o bandytów z UPA - organizacji, która dopuściła się ludobójczych ataków na cywilną ludność na Wołyniu". Jeśli Ukraina chce kiedyś w przyszłości myśleć o sobie jako części zjednoczonej Europy, wydaje mi się, że warto, aby rozliczyła się ze swoją negatywną historią, a nie stawiała na pomniki ludobójców, bandytów, którzy mordowali kobiety, starców i dzieci - stwierdził prezydencki minister.

Jeśli prezydent Zełenski chce sobie znaleźć powód do odwracania uwagi od skandali korupcyjnych i złodziejstwa, które dzieje się w jego własnym państwie, powinien znaleźć inną metodę, niż atakowanie Polski i Polaków, bo Polacy zrobili dla Ukrainy bardzo dużo - dodał.

Co dalej?

Zapytany, jak wyobraża sobie w tej sytuacji dalsze relacje polsko-ukraińskie, szef Marcin Przydacz ocenił, że jeśli "emocje po stronie prezydenta Zełenskiego nie będą eskalować, to jako sąsiedzi będziemy musieli ze sobą współpracować". Dodał jednak, że jeśli prezydent Ukrainy "nadal będzie chciał obrażać Polaków, obrażać polską historię i gloryfikować ludobójców, to Polska ma całą paletę różnego rodzaju instrumentów, które mogą wpływać na rzeczywistość na wschód od naszej granicy".

Nie jest tak, że to Polska zależy od Ukrainy. To raczej Ukraina w wielu aspektach zależała od Polski. Polska jest częścią Unii Europejskiej, jest częścią NATO, jest potężnym organizmem gospodarczym i politycznym, i nie może być tak, że ogon chce machać psem - podkreślił prezydencki minister.