Nazywają go "polskim Forrestem Gumpem”. Ultramaratończyk Tomasz Sobania zamierza przebiec 50 maratonów w 50 dni na 250-lecie Stanów Zjednoczonych. Polak rozpocznie ekstremalne wyzwanie już w najbliższą niedzielę.

  • Tomasz Sobania zamierza przebiec 50 maratonów w 50 dni.
  • Wyzwanie rozpocznie się w San Francisco, a zakończy w Nowym Jorku.
  • Jeśli mu się uda, będzie pierwszym Polakiem i drugą osobą na świecie, która tego dokona.
  • Jakiego rodzaju wsparcie chce mu okazać burmistrz San Francisco? Przeczytaj w artykule.
  • Jeszcze więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Tomasz Sobania jest już w Kalifornii, gdzie przygotowuje się do wyjątkowego wyzwania.

Tak naprawdę to wyzwanie polega nie tylko na tym, żeby przebiec codziennie maraton, ale też, żeby codziennie dostać się do kolejnego amerykańskiego stanu, z Alaską i z Hawajami włącznie, by następnego dnia znów biec dystans maratonu - podkreśla w rozmowie z korespondentem RMF FM Pawłem Żuchowskim. Plan jest więc też sporym wyzwaniem logistycznym.

Ja, chłopak z małego miasteczka na Śląsku, zrobię kolejny wielki projekt w Ameryce - dodaje bardzo podekscytowany.

Wsparcie od samego burmistrza

Wyzwanie zacznie się w najbliższą niedzielę w San Francisco na słynnym moście Golden Gate.

Gdy o planach Polaka dowiedział się burmistrz San Francisco, zapowiedział, że w niedzielę pojawi się na moście i ruszy z Sobanią. Przebiegnie z nim krótki odcinek - co ma być dowodem uznania dla jego planów. Próba zakończy się w Nowym Jorku.

Golden Gate w San Francisco i Times Square w Nowym Jorku - dwa ikoniczne miejsca na starcie i na finiszu. A między nimi stan Oregon, później stan Waszyngton, Alaska, Hawaje. Z Hawajów lecimy do Las Vegas. Stamtąd poruszamy się dwoma kamperami z moją ekipą codziennie do innego stanu, więc tego będzie bardzo dużo. Szczerze mówiąc, nie wiem, co jest trudniejsze - zorganizowanie tego wszystkiego, czy przebiegnięcie - śmieje się.

Ma kilkanaście koszulek i aż 10 par butów. Jak biegłem poprzednio przez USA, zużyłem dwadzieścia pięć par butów, więc tego trzeba sporo - mówi.

Doświadczenie i przygotowania

Ultramaratończyk nie mógł się zdecydować na tak wymagający plan bez doświadczenia. Polak ma za sobą wiele biegów.

Od dziesięciu lat robię moje wyprawy. Przebiegłem przez całą Polskę, pobiegłem z Polski do Rzymu, do Barcelony, do Grecji i z powrotem, czy wreszcie przez całą Amerykę. Mam doświadczenie, mam też team, mamy cały system dnia, który pomaga mi regenerować się jak najszybciej - przyznaje.

Podkreśla jednak, że to wyzwanie będzie wyjątkowe. Ludzie czasami trzy tygodnie dochodzą do siebie po maratonie, a ja będę miał dwanaście godzin. Teraz okaże się, na ile jestem na to przygotowany - mówi.

Sobania zdradza, że budowanie formy trwało pół roku, ale tak naprawdę każda poprzednia wyprawa przygotowywała go do ekstremalnego wyzwania.

Jestem dziś na zupełnie innym etapie, niż kiedy zaczynałem. Mój organizm już to zna, już to pamięta. Moje mięśnie dużo szybciej adaptują się do nowych warunków, stawy są o wiele silniejsze. Wydaje mi się, że to też jest kwestia tych lat, doświadczeń i pracy, żeby w ogóle do takiego czegoś doszło i żebym ja miał odwagę wystartować i uwierzyć, że mi się uda - zaznacza.

Drugi taki wyczyn w historii. "Gonię mojego mistrza"

Jeśli Sobani uda się przebiec 50 maratonów w 50 dni, to będzie pierwszym Polakiem i drugą osobą w historii, która tego dokona. Wyzwanie to w 2006 roku zrealizował jego idol, Amerykanin Dean Karnazes.

To będzie ekstremalna podróż, podróż jaką do tej pory zrealizował tylko jeden człowiek w historii. Został legendą biegania, legendą Ameryki. Ten człowiek mnie kiedyś zainspirował i pokazał, że takie rzeczy są możliwe. Teraz ja gonię mojego mistrza. Jak to zrobię, będę jak mój mistrz - powiedział.

Wkład Polaków i osobiste motywacje

Ultramaratończyk ma też inny cel. Ameryka obchodzi w tym roku 250 lat. Ja chcę też podkreślać wkład Polaków w ten kraj. Tematy historyczne będą się pojawiały - mówi.

Sobania nie widzi w swoim wyzwaniu niczego wykraczającego poza normy. Nienormalnym jest nierealizowanie swojego potencjału. Jeśli ja mogę zrobić coś takiego, jeżeli jestem młody, silny, zdolny i nie robiłbym tego, to to byłoby szaleństwo - tłumaczy.

Paweł Żuchowski zauważył, że jest również ambitny. Jak cholera - skwitował rozmówca RMF FM.

Opracowanie: