"Pacjenci nie odczują protestu. Jesteśmy odpowiedzialnym stowarzyszeniem, więc nie czekają ich żadne utrudnienia" - zapewnił w Rozmowie o 7.00 w RMF FM i Radiu RMF24 Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. W poniedziałek w szpitalach powiatowych zaczyna się "Czarny tydzień". Ograniczy się do plakatów i informowania pacjentów.
Piotr Salak zapytał Waldemara Malinowskiego, co się stanie, gdy postulaty szpitali powiatowych pozostaną bez odpowiedzi. Myślę, że około 40, 50 szpitali będzie miało potworne kłopoty i może dojść do ograniczenia ich działalności - ostrzegł prezes w Rozmowie o 7 w radiu RMF FM i Radiu RMF24.
Dodał, że sytuacja finansowa szpitali pierwszego i drugiego poziomu jest tragiczna, na co wpływ miały m.in. złe wyceny świadczeń i ustawa o wynagrodzeniach, która potwornie obciąża budżety. Sytuacja jest już tak poważna, że problemem staje się nawet zakup leków i podstawowych materiałów medycznych.
Dostawcy mówią otwarcie, że nie jesteśmy wiarygodnym partnerem finansowym. Czyli obawiają się, że nie dostaną swoich pieniędzy za dostarczone towary, usługi, leki - tłumaczył Malinowski.
Jako przykład podał sytuację w Skarżysku-Kamiennej, gdzie firma nie dostarczyła leków dlatego, że szpital stał się niewiarygodnym partnerem finansowym. Sytuacja dotknęła pacjentów - podkreślił.
Według prezesa OZPSP największym obciążeniem dla szpitali są koszty wynagrodzeń. Jak przyznał, w kierowanych przez niego placówkach na pensje przeznaczane jest obecnie od 80 do 85 proc. całego budżetu.
To się gdzieś na poziomie około 80-85 proc. kształtuje na dzień dzisiejszy - mówił.
Przekonywał, że problem nie wynika z nadmiernych zarobków personelu, lecz z wadliwego sposobu finansowania podwyżek.
Pamiętam, jak ustawa podwyżkowa, słynna nowelizacja w 2021 roku została wprowadzona. Od razu wiedzieliśmy, że algorytm, który dzieli te pieniądze, jest wadliwy - jeden z naszych szpitali w Małopolsce dostał kwotę zero złotych na podwyżki. Dostajemy za mało tych pieniędzy - stwierdził prezes Waldemar Malinowski.
Za winnego takiego stanu rzeczy uznał Ministerstwo Zdrowia, któremu podlega NFZ.
Ministerstwo Zdrowia w całej swojej historii przenosiło swoje zadania, potężną ilość zadań do NFZ-u, nie dając środków. Później Sejm, uchwalając ustawę o wynagrodzeniach, napisał w ocenach skutków regulacji, że ta ustawa przyniesie zerowy skutek dla budżetu. A to jest nieprawda - dodał.
W ocenie Waldemara Malinowskiego polska ochrona zdrowia działa źle nie dlatego, że ma za mało pieniędzy, ale dlatego, że jest źle zorganizowana.
To, co państwo polskie stworzyło, jeżeli chodzi o system ochrony zdrowia, jest przerażające - mówił.
Jego zdaniem potrzebna jest całkowicie nowa ustawa systemowa. Powinien wreszcie ktoś usiąść do tego poważnie, napisać nową ustawę systemową o działalności leczniczej, uprościć ten system, zmienić koszyki i wtedy to będzie o wiele mniej kosztowało - przekonywał.
Malinowski zwracał też uwagę, że obecnie szpitale są zmuszane do kupowania sprzętu i utrzymywania norm, które często nie mają praktycznego znaczenia. Ja pamiętam taki czas, że lekarz mnie spytał: "Po co pan to kupił? Ja z tego nie będę korzystał". Ale bez tego nie da się zakontraktować świadczeń - tłumaczył gość Rozmowy o 7 w radiu RMF FM i RMF24.
Waldemar Malinowski przyznał, że część placówek mogłaby zostać połączona lub przekształcona, ale pod warunkiem, że państwo stworzy stabilne zasady. Tylko że ta ustawa o restrukturyzacji jest wysoce wadliwa - zauważył.
Prezes OZPSP podkreślał, że dyrektorzy i samorządowcy boją się likwidować oddziały, bo nie mają pewności, czy za kilka lat nie okażą się one niezbędne. Jeżeli to zrobimy, a za dwa lata się okaże, że mamy jakieś kryzysowe sytuacje, nie daj Boże sytuacje wojenne, trzeba będzie odbudować ten potencjał. Wtedy nikt go nie odbuduje - ostrzegł.
I dodał: Najważniejszą rzeczą jest stabilizacja prawa. Bo jeżeli będzie tak, że za dwa lata znowu będziemy to odkręcać i szukać lekarzy, bo się okaże, że jednak ten system się nie sprawdził, to będzie słabo - powiedział.
Według Malinowskiego rozwiązaniem miałby być projekt Powiatowych Centrów Zdrowia, który - jak stwierdził Malinowski - od czterech lat pozostaje bez reakcji Ministerstwa Zdrowia.
Cały system w powiecie powinien być skoordynowany, współpracować ze sobą POZ, AOS, szpital i wykorzystywać w ramach tej współpracy sprzęt diagnostyczny - tłumaczył.
W jego ocenie tylko głęboka reforma, przygotowana ponad politycznymi podziałami, może uratować system.
Jeżeli nie będzie porozumienia ponad podziałami i dziesięcioletniej strategii, nietykalnej przynajmniej w dziesięciu punktach, to zapomnijmy, że coś się zmieni - mówił.
Zaznaczył, że przez ostatnie 26 lat każda kolejna ekipa polityczna próbowała przebudowywać ochronę zdrowia od nowa. Nie może być tak, że co cztery lata mamy wywrócenie systemu do góry nogami, a tak jest przez te dwadzieścia sześć lat - stwierdził.
Ludzie, którzy się totalnie nie znają na tym systemie, o tym systemie dyskutują. Uważam, że pomysł Powiatowych Centrów Zdrowia, który przedstawiliśmy ze Związkiem Powiatów Polskich, naprawdę był godny uwagi - podsumował.


