"Donald Tusk nie jest w stanie mnie obrazić. Jeszcze nie dotarł do mnie ten wniosek o ukaranie premiera. Przeczytam uzasadnienie i nie wykluczam, że go podpiszę. Gdy ktoś z PiS-u powie coś ostrego, to mamy dyskusję o złym i strasznym PiS-ie, a gdy to premier Tusk powie coś ostrego, to rozmawiamy o upadku klasy politycznej" - powiedział w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Marcin Horała, poseł Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o wniosek europosła Waldemara Budy o ukaranie przez Komisję Etyki Poselskiej premiera Donalda Tuska za słowa o "zakutych łbach". Szef rządu zwrócił się w ten sposób do polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy są przeciwko programowi SAFE.
Gość Rozmowy o 7:00 w Radiu RMF24 Marcin Horała był pytany m.in. o zamiar zaskarżenia przez polityków Prawa i Sprawiedliwości własnych przepisów ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa do Trybunału Konstytucyjnego. To sytuacja niezwyczajna, chociaż zupełnie bym takiej sytuacji nie wykluczał - powiedział. Dodał, że nie jest podpisany pod wniosek jego partyjnych kolegów.
Dopytywany przez prowadzącego Piotra Salaka o możliwość orzekania w tej sprawie przez byłego posła-sprawozdawcę ustawy Stanisława Piotrowicza, a dziś sędziego Trybunału Konstytucyjnego stwierdził, że jest przekonany o tym, że "wyłączy się z orzekania".
Odniósł się także do sporu wokół Krajowej Rady Sądownictwa. Poseł PiS określił prezydencki projekt ustawy jako "świetny projekt, który bardzo krótko przecina to, co jest obecnie najgorszą chorobą".
Marcin Horała na antenie radia poparł również wprowadzenie surowych sankcji wobec sędziów uporczywie - jego zdaniem - naruszających konstytucję. Jak łamie (konstytucję - przyp. red.) jako sędzia, to uważam, że tym bardziej powinien podlegać karze - zaznaczył.
Jednocześnie polityk zasugerował potrzebę "resetu konstytucyjnego" i zmian w sposobie wyłaniania KRS, wskazując, że kompromis powinien oznaczać odejście zarówno od modelu wyłącznie sejmowego, jak i od systemu, w którym "sędziowie sami siebie wybierają".
W rozmowie pojawił się także wątek wniosku europosła PiS Waldemara Budy o ukaranie przez Komisję Etyki Poselskiej premiera Donalda Tuska za słowa o "zakutych łbach". Szef rządu zwrócił się w ten sposób do polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy są przeciwko programowi SAFE.
Donald Tusk nie jest w stanie mnie obrazić. Jeszcze nie dotarł do mnie ten wniosek o ukaranie premiera. Przeczytam uzasadnienie i nie wykluczam, że go podpiszę. Gdy ktoś z PiS-u powie coś ostrego, to mamy dyskusję o złym i strasznym PiS-ie, a gdy to premier Tusk powie coś ostrego, to rozmawiamy o upadku klasy politycznej - odparł.
Marcin Horała nie wykluczył jednak podpisania wniosku do komisji regulaminowej, zaznaczając, że sprawa dotyczy nie tylko jego osobistych odczuć, ale także innych posłów.
W Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 pojawił się także wątek unijnego programu SAFE. Polityk przyznał, że nie zapoznawał się z listą projektów objętych programem, tłumacząc to brakiem możliwości wykorzystania tej wiedzy. Ja do tej listy nie zajrzałem, dlatego że nie mógłbym z nią nic zrobić - wskazał.
Jednocześnie stanowczo krytykował założenia programu, wskazując m.in. na ryzyko wzrostu zadłużenia i zmianę jego struktury. Będzie to 180 miliardów złotych długu (...) denominowanego w obcej walucie i to będzie uwzględniane we wskaźnikach polskiego długu. I struktura polskiego długu się radykalnie zmieni na gorsze - podkreślił.
Zdaniem posła, mechanizmy programu sprawią również, że część środków trafi do przemysłu niemieckiego. Parlamentarzysta zapewnił jednocześnie, że jego sprzeciw nie wynika z nieznajomości szczegółowej listy projektów, lecz z "informacji wynikających z samej istoty tego programu".
Rozmówca Piotra Salaka odniósł się także do wewnętrznych napięć w Prawie i Sprawiedliwości. Przyznał, że w dużych formacjach politycznych naturalnie tworzą się podgrupy i różnice zdań, ale zaprzeczył, by partii groził rozpad. Najważniejszą osią sporu określił wybór strategicznego kierunku. Czy partia powinna bardzo skręcić w prawo (...) czy zachować tę cechę partii wielkiego namiotu szerokiego, mającej różne skrzydła i różną ofertę - ocenił.
Sam opowiedział się za szeroką formułą, skierowaną także do umiarkowanych wyborców, których określił jako "normalsów", a więc - jak tłumaczył - osób nieprzywiązanych do radykalnego języka i oczekujących sprawnego zarządzania państwem.
Wskazał, że zwycięstwa wyborcze wymagają pozyskiwania głosów spoza twardego elektoratu. Zdolność pozyskiwania głosów z tamtej strony też powinniśmy utrzymywać i pielęgnować - podkreślił.


