Burza z piorunami, jaka przeszła nad Filadelfią, spowodowała długą przerwę w meczu Francja - Irak w piłkarskich mistrzostwach świata, lecz nie popsuła fety kibicom reprezentacji "Trójkolorowych". Po pierwszej połowie Francuzi wygrywali po 1:0 po golu Mbappe, a po ulewie było tylko lepiej. Bramki Mbappe i Dembele zapewniły wicemistrzom świata awans do 1/16 finału.

  • Chcesz być na bieżąco? Jeszcze więcej informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W ekipie Iraku od pierwszej minuty zagrało dwóch piłkarzy z polskiej ekstraklasy - obrońca Hussein Ali z Pogoni Szczecin oraz pomocnik Cracovii Amir Al-Ammari. Ten drugi już na początku meczu otrzymał żółtą kartkę za faul na Mbappe.

Kapitan "Trójkolorowych", rozgrywający 100. mecz w reprezentacji kraju, bardzo szybko chciał zaistnieć także w innych statystykach. To mu się udało już w 14. minucie, kiedy to precyzyjnym strzałem zza pola karnego pokonał Ahmeda Basila.

Wicemistrzowie świata mieli olbrzymią przewagę, ale nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. Francuzi za wolno rozgrywali piłkę, a broniący się praktycznie całym zespołem Irak stanowił momentami mur nie do przebicia.

Pod koniec pierwszej połowy w Filadelfii nad stadionem przeszła rzęsista ulewa, która nie ułatwiła piłkarzom gry. W końcówce Ali efektownym wślizgiem powstrzymał Mbappe, który miałby szansę znaleźć się w dogodnej sytuacji.

Impreza w przejściach między trybunami

W przerwie spotkania kibice musieli opuścić trybuny, bowiem nad stadionem zagrzmiało, a przepisy bezpieczeństwa w tej kwestii w Stanach Zjednoczonych są bardzo restrykcyjne. Organizatorzy co chwilę przekładali wznowienie gry i zamiast 15 minut, przerwa trwała niemal dokładnie dwie godziny.

Kibice w Mieście Braterskiej Miłości tłumnie schowali się do przejść między trybunami, ale nie powstrzymało to stadionowej imprezy. Również garstka tych, którzy mieli siedzenia pod dachem, kontynuowała zabawę: robili meksykańską falę, tańczyli do Macareny czy Bon Joviego i wykrzykiwali hasła - wspierające nie tylko Francją, ale też mistrzów NBA New York Knicks, czy lokalną drużyną futbolu amerykańskiego (według flagi na stadionie - "mistrzów świata" z 2024 roku). To, że fani pozostali na stadionie mimo dwugodzinnej pauzy nikogo nie dziwiło, biorąc pod uwagę, że na bilety musieli wydać od 600 dolarów wzwyż.

Po kilku spokojnych minutach na początku drugiej połowy, "Trójkolorowi" przycisnęli rywala. Drugiego gola zdobyli jednak w wyjątkowo kuriozalnej sytuacji. Irakijczycy wznawiali grę z linii pola bramkowego, a Zaid Tahseen niedokładnie podał do stojącego obok bramkarza, który nie przyjął piłki. Ta trafiła pod nogi Ousmane’a Dembele, który szybko zagrał do Mbappe, a ten zdobył bardzo łatwego gola. W kolejnej akcji drużynę z Zatoki Perskiej poprzeczka uratowała od utraty trzeciej bramki.

Francuzi nie rezygnowali z pressingu na połowie rywala i Irakijczycy często popełniali błędy. W 66. minucie Michael Olise przejął piłkę, idealnie obsłużył Dembele i Basil znów był bezradny.

W ostatnich 20 minutach drużyna Grahama Jamesa Arnolda w końcu zagościła pod bramką przeciwnika. Najpierw po rzucie rożnym Rebin Sulaka nie potrafił sfinalizować całkiem dobrej sytuacji, a kilkadziesiąt sekund później Ali Al-Hamadi wślizgiem próbował zamknąć podanie, ale uderzył nieczysto i piłka minimalnie minęła słupek.

W końcówce znów uaktywnił się Mbappe, który najwyraźniej chce gonić Leo Messiego w klasyfikacji najlepszych strzelców MŚ. Ostatecznie swojego dorobku nie powiększył i obecnie traci dwa gole do Argentyńczyka.