Johan-Olav Botn został w Anterselvie mistrzem olimpijskim w biathlonowym biegu indywidualnym na 20 kilometrów. O wszystkim zadecydowała stuprocentowa skuteczność na strzelnicy - Norweg posłał do celu 20 pocisków, uniknął karnych minut i wywalczył złoto w swoim olimpijskim debiucie.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
W biegu indywidualnym na 20 kilometrów biathloniści czterokrotnie meldują się na strzelnicy, za każdym razem oddając pięć strzałów. Każde "pudło" to karna minuta. W innych konkurencjach po niecelnym strzale trzeba przebiec dodatkowo karną rundę o długości 150 metrów. Tutaj kara jest o wiele bardziej dotkliwa.
Na trasę biegu wyruszyło dziś 88 zawodników, ale tylko dwaj okazali się bezbłędni. Oprócz Johana-Olava Botna, idealnie na strzelnicy spisał się jeszcze Fin Olli Hiidensalo, który po słabszym biegu zajął jednak czwarte miejsce.
Norweg odniósł zdecydowanie największy sukces w karierze - sięgnął po złoty medal w swoim pierwszym olimpijskim występie. 26-latek ma zresztą dość ubogą w sukcesy karierę, bowiem przez lata startował głównie na zapleczu Pucharu Świata, czyli w Pucharze IBU. Tam wygrywał, stawał na podium, ale to na nikim w świecie biathlonu nie robi wrażenia.
Trudno powiedzieć, żeby był więc złotym dzieckiem norweskiego biathlonu. Do tamtejszej reprezentacji zresztą trudno się przebić. Norweg zadebiutował w Pucharze Świata w styczniu 2024 roku - wówczas w sprincie w Oberhofie zajął 26. miejsce. Jednak już kilka tygodni później w amerykańskim Soldier Hollow stanął na podium, zajmując 3. lokatę. Sezon 2024/2025 ponownie spędził w Pucharze IBU i dopiero tej zimy na stałe zadomowił się w Pucharze Świata. Odniósł trzy indywidualne zwycięstwa - dwa na samym początku sezonu w szwedzkim Östersund, a trzecie we francuskim Annecy.
Trudno jednak nie mówić teraz o niespodziance. Norweski biathlonista pokonał na trasie o wiele bardziej doświadczonych i po prostu lepszych biegowo rywali. Poradził sobie jednak z olimpijską presją, a wszystko zawdzięcza celności. Francuz Éric Perrot, mimo dwóch pudeł na strzelnicy, stracił do zwycięzcy tylko 14,8 sekundy. Zdobywca brązowego medalu Norweg Sturla Holm Lægreid miał czas gorszy o 48 sekundy - także mimo dwóch niecelnych strzałów.
Z grona Biało-Czerwonych najlepiej spisał się Grzegorz Galica, który zajął 33. miejsce.


