Strażacy ochotnicy z OSP w Srocku jako pierwsi pojawili się na miejscu wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 r. To oni dzisiaj zeznawali w procesie Sebastiana M. Tymczasem oskarżony ponownie podważył ustalenia śledczych - twierdzi, że trzyosobowa rodzina zginęła w wyniku pożaru, a nie zderzenia pojazdów.

  • Proces Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, trwa od października 2025 roku.
  • Strażacy z OSP Srock jako pierwsi dotarli na miejsce tragedii, w sądzie opowiedzieli o akcji.
  • Sebastian M. kwestionuje dowody i przebieg wypadku. 
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Proces Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina, toczy się od października 2025 r. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.

Strażacy przed sądem

Na wtorkowej rozprawie zeznawali strażacy ochotnicy z OSP w Srocku. Sześcioosobowy zastęp jako pierwszy ze służb ratowniczych pojawił się na miejscu wypadku.

Strażacy mówili przed sądem, że po dojechaniu na miejsce samochód osobowy był już w całości objęty ogniem. Po zakończeniu akcji gaśniczej prowadzonej razem ze strażakami z OSP Sierosław odnaleźli w aucie trzy ciała.

Obecni na miejscu świadkowie mówili, że próbowali wcześniej otworzyć drzwi palącego się auta, jednak uniemożliwił im to ogień. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, samochód był już cały w płomieniach. Samochód miał wgniecenie z tyłu pojazdu, gdzie znajdował się zbiornik paliwa. To mogło być przyczyną gwałtownego rozprzestrzeniania się pożaru - mówił dowodzący akcją gaśniczą.

Strażacy wyjaśnili, że markę i model auta udało się ustalić dzięki odnalezieniu w pobliżu wypadku książki serwisowej. Była to Kia, w którą - jak ustalono w śledztwie - miało uderzyć z dużą prędkością BMW kierowane przez oskarżonego. Po wypadku jego pojazd, według relacji strażaków, znajdował się kilkaset metrów dalej. Z kolei ok. 150 m przed płonącą Kią dostrzegli wgniecioną w znacznym stopniu barierę energochłonną oraz na całej szerokości jezdni były porozrzucane przedmioty, m.in. rzeczy osobiste, dokumenty, ubrania, walizki oraz elementy plastikowe.

Sebastian M. podważa dowody oskarżenia

We wtorek oskarżony Sebastian M. - podobnie, jak na poprzednich rozprawach - podważył dowody oskarżenia. Jak mówił, przebieg wypadku był inny niż opisany przez prokuraturę w akcie oskarżenia, co - jak przekonywał - wynika m.in. z zeznań świadków.

Abstrahując od przebiegu wypadku, należy zwrócić uwagę, że świadkowie zeznali, że osoby podróżujące Kią wzywały pomocy. Według biegłego medycyny sądowej oraz treści materiału, osoby poniosły śmierć z powodu pożaru, a nie kolizji pojazdów - mówił.

Zaznaczył, że zgromadzony materiał dowodowy jest zmanipulowany i nie odzwierciedla faktycznego przebiegu zdarzenia. Wszystko to dowodzi determinacji w zatajeniu mojej niewinności. Zgromadzony materiał dowodowy i osobowy przeczy opisowi zarzucanego mi czynu, a treść krytycznych dla ustaleń odpowiedzialności dokumentów wyklucza zasadność stawianego mi czynu w akcie oskarżenia - oświadczył Sebastian M.

Pełnomocnik rodziny ofiar: Poziom żenady na tej sali przekroczył zero

Prok. Konstancja Paprotna-Tobiczyk z Prokuratury Okręgowej w Katowicach stwierdziła, że jest to kolejny przejaw manipulacji faktami i próba odwrócenia uwagi od materiału dowodowego.

Oskarżony manipuluje wybranymi fragmentami dowodów i próbuje dokonać ich własnej interpretacji, żeby zrekonstruować korzystną dla siebie wersję zdarzenia. Kontestuje dowody obiektywne, takie jak opinie biegłych nie tylko z zakresu rekonstrukcji wypadku, ale i badania stanu technicznego pojazdów, co do których żadnych wątpliwości nie ma - mówiła.

Do oświadczenia oskarżonego odniósł się pełnomocnik rodziny ofiar wypadku, mec. Łukasz Kowalski. Poziom żenady na tej sali przekroczył zero. Każdy ma prawo do obrony i nikt tego prawa oskarżonemu nie odbiera, ale to jest manipulacja faktami. Bardzo dobrze, że proces jest jawny i dziennikarze będą się do tego odnosić. Jedna z pokrzywdzonych opuściła salę, bo tego nie wytrzymała - mówił mec. Kowalski.

Zwrócił uwagę, że oskarżony zupełnie pominął kwestię prędkości i naruszenia zasad bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Kolejną rozprawę zaplanowano na czwartek. Mają na niej zeznawać strażacy z innych zastępów OSP. W lutym zaplanowano w sumie pięć terminów.

Tragiczny wypadek na A1

Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina - małżeństwo i ich pięcioletni syn - zginęła na miejscu. Według ustaleń biegłych w trakcie śledztwa auto Sebastiana M. w dniu wypadku jechało autostradą A1 z prędkością co najmniej 315 km/h.

Oskarżony w maju ub. r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie tymczasowym. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.