Władze Uniwersytetu Warszawskiego ostro reagują na protesty wokół nowego punktu gastronomicznego w Bibliotece Uniwersyteckiej. Uczelnia zapowiada zgłaszanie policji wszystkich przypadków łamania prawa i oskarża część protestujących o wandalizm, agresję wobec pracowników oraz niszczenie mienia. Związkowcy z OZZ Inicjatywa Pracownicza odpowiadają, że protest dotyczy pogarszającej się dostępności tanich posiłków dla studentów i komercjalizacji przestrzeni akademickiej.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
W oficjalnym stanowisku UW podkreślono, że prawo do protestu nie może oznaczać przyzwolenia na agresję, wtargnięcia do lokalu czy akty wandalizmu. Według uczelni wszystkie dotychczasowe incydenty zostały udokumentowane i zgłoszone organom ścigania. Policja otrzymała także nagrania z monitoringu, które mają pomóc w identyfikacji uczestników protestów.
Uniwersytet poinformował również o szacowaniu strat powstałych - jak określono - w wyniku "aktów chuligaństwa". Sprawa została przekazana ubezpieczycielowi, który po ustaleniu sprawców może dochodzić od nich zwrotu kosztów. Władze uczelni wskazują m.in. na niszczenie mienia uniwersyteckiego i miejskiego, w tym zabytków objętych ochroną konserwatorską.
Niepokój władz UW mają budzić także informacje dotyczące pracowników punktu gastronomicznego działającego na terenie BUW. Według uczelni jedna z osób po wydarzeniach związanych z protestami miała wymagać hospitalizacji.
Były rzecznik policji i pracownik UW dr Mariusz Sokołowski ocenił, że protesty stają się coraz bardziej agresywne. Zwrócił uwagę, że malowanie haseł na budynkach, niszczenie wyposażenia czy słowne ataki wobec pracowników stanowią podstawę do interwencji policji.
Sokołowski odniósł się także do możliwego politycznego tła protestów.
Zbieżność dat protestu z datami wypowiedzi polityków partii Razem, te same postulaty wygłaszane w tym samym czasie i w tych samych miejscach wydają się nieprzypadkowe. Jeśli rzeczywiście protest ma podłoże polityczne, a uniwersytet jest narzędziem do tego, to mamy do czynienia z brakiem odpowiedzialności i wykorzystaniem młodych ludzi. Przykre to bardzo - powiedział. Jak zaznaczył, "polityka powinna trzymać się z daleka od uczelni, a uczelnia z dala od polityki".
Rzeczniczka UW dr Anna Modzelewska broni nowego lokalu gastronomicznego. Przekonuje, że studenci mogą korzystać ze specjalnych zniżek, a ceny posiłków zaczynają się od 19 zł za lunch i 6 zł za zupę. Przypomniała też, że w pobliżu BUW działa dofinansowywana przez uczelnię stołówka, gdzie abonamentowy obiad dla studentów kosztuje 17 zł.
Według władz UW uczelnia nie otrzymuje ministerialnych dopłat do działalności gastronomicznej. I tak jesteśmy jedną z niewielu uczelni w Polsce - z tego, co wiemy, jedną z dwóch polskich uczelni - która dopłaca do stołówki ze swoich środków - powiedziała dr Modzelewska.
Rzeczniczka podkreśliła również, że koncepcja nowej przestrzeni gastronomicznej była konsultowana ze studentami i zaakceptowana przez samorząd studencki. Jednak sprzeciw wyraziła IP, która dotychczas protestowała przeciwko wszystkim proponowanym rozwiązaniom - zaznaczyła.
Dr Anna Modzelewska dodała, że protestujący "w zależności od bieżącej narracji" raz odwołują się do argumentów dotyczących jednego punktu gastronomicznego, a innym razem podnoszą postulat zmiany całego systemu.
Tego rodzaju zmiany nie leżą jednak w kompetencjach żadnej uczelni, co nie przeszkadza IP organizować protestów właśnie w tym miejscu - oceniła.
Innego zdania są jednak działacze OZZ Inicjatywa Pracownicza. Gabriela Wilczyńska przekonuje, że najtańsze pozycje w menu to wyjątki, ceny wielu dań sięgają nawet 40-50 zł, a wielkość porcji pozostawia wiele do życzenia. Jej zdaniem lokal już po otwarciu obniżał ceny pod wpływem krytyki studentów.
Przedstawicielka IP zaznaczyła, że protestujący nie domagają się jedynie korekty menu, ale systemowej zmiany podejścia uczelni do zaplecza socjalnego. Jak wskazała, organizacja oczekuje wypowiedzenia umowy z obecnym operatorem i utworzenia nowej publicznej stołówki akademickiej.
Według Wilczyńskiej UW od lat ogranicza własną działalność gastronomiczną i przekazuje ją prywatnym operatorom. Działaczka zwróciła uwagę, że uczelnia ma obecnie jedną stołówkę dla ponad 35 tys. studentów i kilku tysięcy pracowników.
Przedstawiciele Inicjatywy Pracowniczej wskazują też, że problem nie dotyczy wyłącznie Warszawy, ale i innych polskich miast. W ich ocenie kwestie wyżywienia, akademików, stypendiów i kosztów życia tworzą szerszy kryzys socjalny studentów.
Pytana o możliwość zakończenia protestów, Gabriela Wilczyńska podkreśliła, że podstawowym problemem jest - jej zdaniem - brak realnego dialogu władz uczelni ze studentami spoza oficjalnych struktur samorządowych.
W stanowisku uczelni podkreślono z kolei, że "trudno nie dostrzegać związków pomiędzy opisanymi działaniami OZZ Inicjatywa Pracownicza a aktywnością osób reprezentujących określone środowiska polityczne". Zdaniem władz UW "instrumentalne wykorzystywanie Uniwersytetu do promowania postulatów stanowiących element bieżącej działalności politycznej należy uznać za szczególnie naganne".


