Równo dwadzieścia lat temu miał miejsce pożar kościoła św. Katarzyny w Gdańsku. To najstarszy kościół parafialny miasta. Dla mieszkańców był to wielki szok, zmartwienie i przerażenie – wspomina Grzegorz Szychliński, były kustosz Muzeum Zegarów Wieżowych.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Ogień pojawił się 22 maja 2006 r. około godz. 14.30 podczas prac dekarskich prowadzonych na dachu świątyni. Kościół św. Katarzyny płonął przez wiele godzin, a nad Starym Miastem unosił się słup ognia widoczny z daleka. W kulminacyjnym momencie z żywiołem walczyło około 140 strażaków. Jak później ustalili śledczy, przyczyną było nieumyślne zaprószenie ognia podczas cięcia metalowych elementów szlifierką kątową. W lipcu 2009 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał dekarza prowadzącego prace na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata.

Były kustosz Muzeum Zegarów Wieżowych, działającego w wieży świątyni, zapamiętał najpierw niepokojący obraz widziany przez okno połaciowe.

Zobaczyliśmy jak w powietrzu unosi się obłoczek jakby kurzu - sądziliśmy, że to dekarze zrzucają dachówki - relacjonował. Dodał, że po chwili zorientował się, że to nie kurz, a dym.

Wraz ze współpracownikami wbiegł wtedy do wieży. Okazało się, że za drzwiami pożarowymi buzuje ogień. Na szczęście nie otworzyliśmy tych drzwi, bo już nie zdołalibyśmy ich zamknąć - powiedział. Pracownicy muzeum zabrali najważniejsze dokumenty i rozpoczęli ewakuację. Na schodach spotkali pierwsze ekipy ratunkowe.

Kilka elementów powstrzymało rozprzestrzenianie się ognia. Obiekty muzealne przetrwały

Jak podkreślił Szychliński, ogromne znaczenie miały właśnie drzwi przeciwpożarowe i grube mury wieży. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeżeli te drzwi wytrzymają, to przedostanie się ognia z poddaszy do wieży jest mało prawdopodobne - zaznaczył.

Pożar objął więźbę dachową, a następnie zagroził hełmowi wieży. Były kustosz wspominał, że razem ze strażakami wszedł do środka wieży, pomagając im poruszać się w ciemnościach. Tam, na poziomie korony murów, przy dzwonach blokowano możliwość dostania się ognia do wnętrza wieży - powiedział.

W świątyni trwała równocześnie akcja ratowania wyposażenia i zabytków. Muzealnicy współpracowali ze strażakami oraz konserwatorami zabytków. Dzięki temu udało się ocalić większość wyposażenia kościoła i wszystkie zbiory Muzeum Zegarów Wieżowych.

Nie utraciliśmy ani jednego obiektu muzealnego, niczego z rejestru własności ani depozytów - podkreślił były kustosz. Dodał, że największe zagrożenie dotyczyło dzwonów carillonu i konstrukcji hełmu wieży.

Wspominając tamte wydarzenia, unika dziś opisywania własnych emocji. Byłem w stresie, który starałem się ze wszystkich sił opanować - przyznał jedynie. Wspomniał też o wielogodzinnym bieganiu po schodach wieży i pracy wśród wody oraz dymu. Koło mnie pękł wąż strażacki, a później strażacy na moją prośbę oblali mnie wodą, gdy zbliżaliśmy się do płonącego hełmu - wspominał.

Pożar wywołał poruszenie w mieście. Zdaniem byłego kustosza mieszkańcy traktowali św. Katarzynę nie tylko jako obiekt sakralny, lecz także symbol historii miasta. To najważniejsze świadectwo słowiańskiej genezy Gdańska - ocenił.

Pożar okazał się cenną lekcją

Choć skala zniszczeń była ogromna, nie doszło do rozprzestrzenienia się ognia na sąsiednią zabudowę Starego Miasta. Do kościoła nie przylegają żadne inne obiekty, nie było wichury - przypomniał rozmówca.

Odbudowa świątyni trwała kilka lat. Obejmowała rekonstrukcję około 2 tys. m kw. więźby dachowej, naprawę sklepień i odbudowę hełmu wieży, zakończoną w 2011 r. Koszt prac przekroczył 10 mln zł. Finansowanie pochodziło m.in. z budżetu państwa, funduszy unijnych oraz środków samorządowych.

Jak podkreślają specjaliści zajmujący się ochroną zabytków i bezpieczeństwem pożarowym, pożar Kościół św. Katarzyny stał się jednym z najważniejszych studiów przypadku dla służb konserwatorskich i straży pożarnej w Polsce. Analizy przebiegu akcji ratowniczej publikowano później m.in. w branżowym "Przeglądzie Pożarniczym", gdzie wskazywano, że kluczowe znaczenie miały szybkie wykrycie ognia, właściwe odcięcie stref pożarowych oraz współpraca strażaków z muzealnikami i konserwatorami zabytków.

Eksperci zwracali też uwagę, że pożar ujawnił skalę zagrożeń związanych z prowadzeniem tzw. prac gorących w historycznych obiektach. W kolejnych latach w wielu zabytkach zaostrzono procedury bezpieczeństwa, wprowadzono obowiązek bardziej szczegółowych ekspertyz przeciwpożarowych i rozszerzono monitoring pożarowy podczas remontów.

Zdaniem byłego kustosza pożar św. Katarzyny był punktem zwrotnym w podejściu do zabezpieczeń przeciwpożarowych w historycznych świątyniach. W tych kościołach gdańskich, z którymi mam styczność, a najbardziej z Bazyliką Mariacką, gdzie zajmuję się zegarem astronomicznym, ochrona przeciwpożarowa może być wzorcowym przykładem - ocenił. Dodał, że potrzebne są regularne ćwiczenia strażaków w zabytkowych obiektach, tak aby "pierwsza ich obecność w obiekcie nie była dopiero w czasie akcji gaśniczej".

Historia świątyni zaczyna się w XIII w.

Kościół pw. św. Katarzyny jest najstarszym kościołem parafialnym Starego Miasta, został wzniesiony w latach 1227-1239 z fundacji książąt gdańsko-pomorskich i znacznie rozbudowany w XIV wieku. W 1945 roku uległ zniszczeniu. Wewnątrz znajduje się płyta nagrobna z 1659 r. słynnego astronoma Jana Heweliusza.

Na 76-metrowej wieży kościelnej zamontowany jest carillon - zespół zestrojonych ze sobą dzwonów wyposażonych w mechanizm umożliwiający wygrywanie na nich melodii. W wieży kościoła ma siedzibę Muzeum Zegarów Wieżowych.