Przed Sądem Rejonowym w Chorzowie rozpoczęło się postępowanie o przymusowe umieszczenie w domu pomocy społecznej pani Mirelli ze Świętochłowic (woj. śląskie). Kobieta przez 27 lat nie opuszczała swojego mieszkania. Przed wtorkową rozprawą powiedziała, że chce zostać w domu z rodzicami, że czuje się tam dobrze. Sprawa toczy się przy drzwiach zamkniętych.
- Mirella, 43-letnia kobieta, przez 27 lat żyła zamknięta w domu swoich rodziców
- Kobieta twierdzi, że czuje się dobrze w domu i chce tam zostać.
- Prokuratura i Ośrodek Pomocy Społecznej chcą umieścić ją w placówce opiekuńczej ze względu na zagrożenie życia.
- Trwa także śledztwo mające wyjaśnić, czy doszło do przestępstwa pozbawienia wolności i znęcania się nad 43-latką.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Pani Mirella weszła we wtorek na salę rozpraw w towarzystwie ojca i swojej pełnomocniczki. Odpowiedziała na pytania dziennikarzy. Oświadczyła, że w domu czuje się dobrze, chce w nim zostać, nie dzieje jej się żadna krzywda.
Mirella ma 43 lata. Przez 27 lat nikt poza jej rodzicami jej nie widział. Według doniesień mediów, kobieta była "zamknięta" w swoim pokoju. Jej historia, gdy wyszła na jaw latem 2025 r., zbulwersowała opinię publiczną w Polsce.
Umieszczenia kobiety w domu pomocy społecznej domaga się prokuratura i Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach (OPS). Uzasadniają to zagrożeniem jej życia.
We wtorek wszystkie strony postępowania poparły wniosek pełnomocniczki p. Mirelli o wyłączenie jawności posiedzenia. Sędzia Andrzej Krawiec, który poinformował, że sprawa będzie rozpoznawana przy drzwiach zamkniętych, uzasadniał, że dotyczy ona delikatnej materii - życia prywatnego uczestniczki postępowania, a na posiedzeniach będą ujawniane informacje na temat jej stanu zdrowia.
Sąd zaznaczył też, że p. Mirella powinna mieć zachowane prawo do prywatności i zagwarantowany spokój. O zachowanie prawa do prywatności pani Mirelli zaapelowała także do mediów jej pełnomocniczka.
Prokurator Marcin Murias wyjaśnił, że podstawą wniosku o umieszczenie pani Mirelli w domu pomocy społecznej są przepisy Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.
W naszej ocenie po grudniu 2025 r. zaistniały przesłanki wskazane w tej ustawie, dlatego też niezwłocznie, jak tylko powzięliśmy informację, taki wniosek skierowaliśmy do sądu - wskazał.
Dopytywany przez dziennikarzy o owe przesłanki opisywał, że od października do grudnia Mirelli była udzielana dobrowolna pomoc przez Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach, choć w ograniczonym zakresie, bo kobieta nie zezwalała na większą. Przynajmniej raz w tygodniu ktoś się tam pojawiał, była zapewniona specjalistyczna opiekunka (...). Nic wskazującego na zagrożenie życia pani Mirelli nie było, przynajmniej nic takiego nie wynikało to ze zgromadzonej dokumentacji. Podstawową przesłanką, jaką sąd musi ustalić, jest zagrożenie dla życia - podkreślił.
Jak informowały w ostatnich tygodniach media, pracownicy pomocy społecznej, którzy mieli pomagać pani Mirelli przestali być wpuszczani do mieszkania. Rodzinie założono też Niebieską Kartę.
Prokurator skomentował słowa pani Mirelli, która przed rozprawą oświadczyła, że chce zostać w domu. Powiedział, że sąd zawsze powinien brać pod uwagę stanowisko uczestnika postępowania.
Pamiętajcie państwo, że umieszczenie w domu pomocy społecznej bez zgody jest zawsze formą pozbawienia wolności, co prawda nie w procedurze karnej, ale cywilnej. Dlatego sąd zawsze musi zbadać wszystkie przesłanki wynikające z ustawy - powiedział rok. Murias. Jak zaznaczył, kluczowa w tej sprawie będzie opinie biegłego.
Dopiero po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego, analizie sytuacji życiowej i zdrowotnej Mirelli, lekturze opinii biegłego i całej zgromadzonej dokumentacji, sąd podejmie decyzję końcową. Możliwe, że poza przesłuchaniem pani Mirelli zdecyduje się jeszcze wezwać świadków.
Niezależnie od wniosku o umieszczenie pani Mirelli w DPS śledztwo prowadzi chorzowska prokuratura. Postępowanie ma wyjaśnić, czy doszło do przestępstwa pozbawienia wolności kobiety, nieporadnej ze względu na stan zdrowia.
Badane są również wątki dotyczące ewentualnego znęcania się nad Mirellą, narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, oraz nieudzielenia pomocy w sytuacji grożącej takim niebezpieczeństwem.
Sprawa wyszła na jaw w lipcu 2025 r., kiedy policja otrzymała zgłoszenie o kłótni domowej w jednym z bloków w Świętochłowicach. Podczas interwencji okazało się, że we wskazanym przez sąsiadów mieszkaniu przebywa małżeństwo w wieku 82 lat wraz z córką Mirellą, której sąsiedzi nie widzieli od wielu lat. 43-latka mała problemy z poruszaniem się i widoczne obrzęki na nogach, dlatego policjanci wezwali pogotowie ratunkowe. Po kilku tygodniach spędzonych w szpitalu kobieta wróciła do mieszkania rodziców.
Media, które jesienią nagłośniły tę sprawę podawały, że Mirella przez blisko 30 lat była "zamknięta" przez swoich rodziców w jednym pokoju. Jak opisywał "Fakt", miała ona po raz ostatni wyjść z domu w wieku 15 lat, wtedy przestała chodzić do szkoły i od tamtego czasu nie miała kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie miała dowodu osobistego czy własnych ubrań. Jej opiekunowie mieli wmawiać sąsiadom, że zaginęła lub wróciła do biologicznych rodziców.


