Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało ambasadorów Francji i Wielkiej Brytanii w Moskwie, by oficjalnie zaprotestować przeciwko ukraińskiemu atakowi na fabrykę w Briańsku. W ataku wykorzystano pociski manewrujące Storm Shadow/SCALP, dostarczone Ukrainie przez Londyn i Paryż - właśnie to najbardziej nie spodobało się Kremlowi.

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

"Jest dla nas oczywiste, że wystrzelenie pocisków w kierunku Briańska nie byłoby możliwe bez udziału brytyjskich i francuskich specjalistów, którzy je przygotowali" - oświadczyło rosyjskie MSZ w komunikacie.

Co się wydarzyło w Briańsku?

We wtorek armia ukraińska przeprowadziła atak na fabrykę w Briańsku w zachodniej Rosji, wytwarzającą mikroelektronikę wykorzystywaną m.in. do produkcji pocisków balistycznych i manewrujących. Do ataku wykorzystane zostały dostarczone Ukrainie przez Wielką Brytanię i Francję pociski manewrujące Storm Shadow/SCALP, produkowane przez francusko-brytyjski koncern MBDA.

Siły ukraińskie wystrzeliły łącznie siedem sztuk, które trafiły w trzy budynki na terenie zakładów, o czym informował portal KiberBoroszno. W wyniku ataku zginęło siedem osób, a ok. 40 zostało rannych.

Rosjanie mówią o "celowej prowokacji"

Według rosyjskiego MSZ ukraiński atak był "celową prowokacją mającą na celu zniweczenie starań o zawarcie porozumienia pokojowego na Ukrainie".

Jednocześnie strona rosyjska podkreśliła, że w przypadku dalszego współdziałania Londynu i Paryża w działaniach wojennych Ukrainy "to właśnie te europejskie stolice poniosą odpowiedzialność za niszczycielskie skutki konfliktu zbrojnego i eskalację napięć".