"Do końca turnieju to do mnie nie dochodziło, skupiałam się na każdym meczu, grałam z najlepszymi tenisistkami świata, więc wiedziałam, że potrzebuję grać swój najlepszy tenis, żeby z nimi wygrać" – tak mówiła Maja Chwalińska o tegorocznym Rolandzie Garrosie. Jak przyznała, do tej pory nie dotarło do niej co się wydarzyło w Paryżu. Na polską tenisistkę i finalistkę wielkoszlemowego turnieju na warszawskim lotnisku czekał tłum kibiców i dziennikarzy.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Maja Chwalińska, by zagrać w głównym turnieju na French Open, musiała przebić się przez kwalifikacje. Polka do Paryża przybyła jako 114. rakieta świata.
Chwalińska już w pierwszej rundzie sprawiła niespodziankę, pokonując mistrzynię olimpijską z Chin, Qinwen Zheng, 6:4, 6:0. W kolejnych meczach Polka nie zwalniała tempa - w identycznym stosunku wygrała z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens. W trzeciej rundzie jej rywalką była Greczynka Maria Sakkari, którą Chwalińska pokonała po trzysetowym boju 1:6, 6:3, 6:2.
W kolejnych fazach turnieju Polka mierzyła się z coraz trudniejszymi przeciwniczkami. W czwartej rundzie ograła Francuzkę Diane Parry 6:3, 6:2, a w ćwierćfinale wyeliminowała rozstawioną z numerem 22. Rosjankę Annę Kalinską 7:6 (7-3), 6:3. Każde kolejne zwycięstwo budowało pewność siebie Chwalińskiej i przyciągało uwagę światowych mediów.
W półfinale Polka zmierzyła się z Rosjanką Dianą Sznajder, która wcześniej sensacyjnie wyeliminowała liderkę światowego rankingu, Aryny Sabalenki. Chwalińska po emocjonującym meczu zapewniła sobie awans do wielkiego finału, stając się jedną z największych rewelacji turnieju.
W finale Maja Chwalińska przegrała z rozstawioną z numerem ósmym rosyjską tenisistką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Mecz trwał godzinę i 22 minuty. Dziś Polka awansowała na 21. miejsce w światowym rankingu, notując skok o 93 pozycje.
Na polską tenisistkę w poniedziałek na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina czekał tłum kibiców i dziennikarzy. To na pewno szok, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Cieszę się, że mi kibicujecie. Będąc w Paryżu nie czułam skali tego, co dzieje się w Polsce. To dla mnie nowa rzeczywistość, ale chyba się do tego zaadaptuję - zaznaczyła. LOTMAJA to oznaczenie samolotu, którym Chwalińska podróżowała z Paryża do Warszawy. W ten sposób linia lotnicza uhonorowała polską tenisistkę.
Myślę, że kliknęło. Przez 18 lat gram już w tenisa i ciężko pracuję i daję z siebie wszystko każdego dnia, żeby być lepszą tenisistką, więc myślę, że po prostu tak się złożyło, że w tym momencie i kompletnie na to nie narzekam, że wszystko się w końcu fajnie złożyło w całość - przyznała Chwalińska pytana o swój sukces.
Do końca turnieju to do mnie nie dochodziło, skupiałam się na każdym meczu, grałam z najlepszymi tenisistkami świata, więc wiedziałam, że potrzebuję grać swój najlepszy tenis, żeby z nimi wygrać. Nie wydaje mi się, żeby taki moment był, kiedy to wszystko do mnie dotarło - powiedziała.
Polski Związek Tenisowy oficjalnie zwrócił się do organizatorów Wimbledonu z prośbą o przyznanie Mai Chwalińskiej "dzikiej karty" do turnieju głównego. Z eliminacji zwykle zwolniona jest najlepsza setka zawodniczek - dziś Polka zajmuje 21. miejsce, jednak listy startowe zostały zamknięte jeszcze przed startem French Open, a to oznacza, że Chwalińska tak jak w stolicy Francji, w Londynie również musiałaby się przebijać przez trzystopniowe kwalifikacje.
Ma duże znaczenie, bo jednak to jest wielka różnica grać w eliminacjach, a w nich nie grać, więc byłoby to coś na pewno fajnego, nie ukrywam. Tak że zobaczymy, nie chce jeszcze wybiegać aż tak w przyszłość - mówiła dziś Chwalińska na konferencji prasowej w Warszawie.
Decyzji należy się spodziewać w połowie czerwca. Turniej główny rusza 29 czerwca, a kwalifikacje tydzień wcześniej.
Polka przyznała, że jeszcze nie wie, jak będzie wyglądało jej przygotowanie do Wimbledonu, jak zaznaczyła na razie skupia się na tym, że ma kilka dni wolnego.
Teraz najbardziej chciałabym się dobrze wyspać i dobrze zjeść, to są moje priorytety - przyznała tenisistka. Emocje jeszcze nie opadły. Potrzebuję trochę czasu, żeby to wszystko przetrawić. Planuję wyjechać na kilka dni, żeby odpocząć i zresetować się, żeby mieć energię na nowe wyzwania - dodała.


