Najlepsi tenisiści i tenisistki świata po raz kolejny podnoszą głos w sprawie podziału przychodów z turniejów wielkoszlemowych. Przed rozpoczynającym się w Londynie Wimbledonem sportowcy zapowiadają kontynuację protestu, który zainicjowali podczas French Open w Paryżu. Ich głównym postulatem jest zwiększenie udziału w przychodach z turniejów, a organizatorzy Wimbledonu nie kryją zaskoczenia i rozczarowania postawą zawodników.
- Tenisiści domagają się większego udziału w przychodach z turniejów wielkoszlemowych - postulują wzrost z obecnych 15 proc. do 22 proc.
- Protest polega na ograniczeniu wystąpień medialnych do 15 minut, co odpowiada procentowemu udziałowi nagród w przychodach.
- Organizatorzy Wimbledonu ogłosili rekordową pulę nagród - 64,2 mln funtów, ale zawodnicy oczekiwali jeszcze większej kwoty.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Tuż przed startem Wimbledonu atmosfera wokół turnieju jest wyjątkowo napięta. Najlepsi zawodnicy świata, w tym liderzy rankingów ATP i WTA, zapowiadają kontynuację protestu, który rozpoczął się podczas French Open w Paryżu. Głównym celem sportowców jest zwiększenie udziału w przychodach z turniejów wielkoszlemowych. Obecnie wynosi on około 15 procent, podczas gdy w innych imprezach ATP i WTA sięga nawet 20 procent.
Protest przybiera formę ograniczenia wystąpień medialnych do 15 minut - dokładnie tyle, ile procentowo wynosi udział zawodników w przychodach z turnieju. To wyraźny sygnał dla organizatorów, że sportowcy oczekują większego uznania ich wkładu w sukces komercyjny imprez. W Paryżu do akcji przyłączyli się m.in. Aryna Sabalenka, Jannik Sinner oraz Iga Świątek. W Londynie protest ma być kontynuowany, a niewykluczone, że ograniczenia będą obowiązywać także w trakcie pierwszego tygodnia rywalizacji.
Wimbledon w tym roku ogłosił rekordowy wzrost puli nagród - do 64,2 mln funtów, co stanowi 20-procentowy wzrost w porównaniu z poprzednią edycją. Zawodnicy i ich przedstawiciele domagali się jednak jeszcze wyższej kwoty - 70 mln funtów. Ich zdaniem, obecny podział środków nie odzwierciedla realnego wkładu sportowców w sukces turnieju.
Organizatorzy Wimbledonu podkreślają, że aż 90 procent zysków z turnieju inwestują w rozwój brytyjskiego tenisa. Wskazują również na wielomilionowe nakłady na modernizację infrastruktury, w tym szatni i innych udogodnień dla zawodników. Ich zdaniem, porównywanie Wimbledonu do innych turniejów, które nie prowadzą podobnych inwestycji, jest nieuzasadnione.
Wśród zawodników pojawiają się głosy, że jeśli postulaty nie zostaną spełnione, możliwy jest nawet bojkot turniejów wielkoszlemowych. Aryna Sabalenka już wcześniej przyznała, że taki scenariusz jest realny. Iga Świątek określiła go jako "ekstremalny", ale Coco Gauff zadeklarowała, że poparłaby strajk, jeśli cała społeczność tenisowa działałaby wspólnie.


