Nieznajomość języka niemieckiego barierą nie do przejścia. Szef popularnego kąpieliska Heidebad w Halle podjął drastyczną decyzję: osoby, które nie potrafią porozumieć się po niemiecku, nie są wpuszczane na teren obiektu. W mediach społecznościowych i świecie polityki wybuchła potężna burza. Podczas gdy kierownik tłumaczy się względami bezpieczeństwa, władze miasta mówią wprost o ksenofobii i żądają natychmiastowego cofnięcia zakazu.
- W Heidebad w Halle wprowadzono zakaz wstępu na kąpielisko dla osób nieznających języka niemieckiego - wszystko dla bezpieczeństwa.
- Kierownik tłumaczy, że brak znajomości języka uniemożliwia komunikację w sytuacjach zagrożenia, co już skutkowało niebezpiecznymi zdarzeniami.
- Decyzja wywołała falę krytyki, oskarżenia o rasizm i ksenofobię oraz interwencję władz lokalnych, które żądają zniesienia zakazu.
- Więcej najnowszych i najważniejszych informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl
Heidebad w niemieckim Halle to jedno z najpopularniejszych kąpielisk w regionie. Jednak od niedawna nie każdy może tam wejść. Osoby, które nie potrafią porozumieć się po niemiecku, nie są wpuszczane na teren kąpieliska. Powód? Bezpieczeństwo.
Jeśli nie można przeczytać i zrozumieć regulaminu kąpieliska, nie mogę ze względów bezpieczeństwa wpuszczać gości, którzy nie mówią po niemiecku - tłumaczy kierownik Mathias Nobel. Jak dodaje, kontrola znajomości języka prowadzona jest już przy kasie. Jeśli pracownicy mają wątpliwości co do umiejętności komunikacyjnych gości, są oni odsyłani.
Jezioro przy Heidebad powstało w dawnym wyrobisku węgla brunatnego i ma aż 13 metrów głębokości. Brzegi są strome, co dodatkowo podnosi poziom zagrożenia, zwłaszcza dla osób nieumiejących pływać lub nieświadomych lokalnych przepisów.
Nobel przywołuje niebezpieczne sytuacje, jakie miały miejsce na kąpielisku.
Była godzina 20 w niedzielę. Dziecko bawiło się na głębokiej wodzie. Rodzice w ogóle nie reagowali. Wyciągnąłem dziecko - relacjonuje w rozmowie z gazetą "Bild". Jak podkreśla, rodzice nie rozumieli poleceń i nie potrafili się z nim porozumieć. Tego typu zdarzenia skłoniły go do wprowadzenia nowych zasad.
Kierownik kąpieliska argumentuje, że nieznajomość języka niemieckiego uniemożliwia skuteczną komunikację w sytuacjach zagrożenia. Zdarzało się, że osoby nie mówiące po niemiecku ignorowały polecenia ratowników, nie reagowały na komunikaty o zamknięciu kąpieliska czy zasady bezpieczeństwa. Biorę za to odpowiedzialność. Jeśli coś się stanie, wszyscy będą wskazywać na mnie. Śmierć to śmierć - mówi Nobel.
Jego decyzja wywołała falę krytyki. Szefa kąpieliska oskarżono o rasizm i ksenofobię, a w mediach społecznościowych pojawiły się głosy oburzenia. To jeden z nich:
Władze Halle zareagowały stanowczo, żądając od operatora kąpieliska natychmiastowego zniesienia zakazu. Podkreślają, że wprowadzenie ogólnego zakazu dla całych grup ludności jest nieproporcjonalne i może być postrzegane jako ksenofobiczne, co szkodzi reputacji miasta.
Niemieckie stowarzyszenie ratownictwa wodnego DLRG również odcięło się od decyzji, podkreślając, że bezpieczeństwo można zapewnić w inny sposób - na przykład poprzez stosowanie piktogramów lub komunikatów w kilku językach.
Sytuacja w Halle stała się tematem debaty politycznej, szczególnie w kontekście zbliżających się wyborów w Saksonii-Anhalt. Skrajnie prawicowa partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) wykorzystała sprawę w swojej kampanii, podkreślając rzekome zagrożenie związane z polityką migracyjną i integracyjną.
"Nasze publiczne baseny, niegdyś bezpieczne miejsca rekreacji, coraz częściej stają się prawdziwymi strefami zagrożenia pod rządami błędnych polityk partii establishmentu" - napisano w mediach społecznościowych partii.
Debata trwa, a decyzja o przyszłości kontrowersyjnego zakazu należy teraz do władz miasta i odpowiednich instytucji.
Źródło: BILD, Focus, Guardian


