Departament Stanu USA nakazał w poniedziałek ewakuację części personelu z ambasady w Bejrucie, stolicy Libanu. Decyzja zapadła w związku z rosnącym napięciem w regionie i spekulacjami, że prezydent Donald Trump może wkrótce zarządzić szeroko zakrojone naloty na Iran.

  • USA ewakuują personel z ambasady w Bejrucie.
  • Czy to zapowiedź ataku na Iran?
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Jak poinformował w rozmowie z Bloombergiem wysoki rangą przedstawiciel Departamentu Stanu, decyzja o ograniczeniu obecności w placówce została podjęta po ocenie sytuacji bezpieczeństwa w regionie. Ambasada pozostaje operacyjna, a środek ma charakter tymczasowy. Oficjalnie nie wskazano Iranu jako powodu ewakuacji.

Z placówki ewakuowano personel, który nie jest krytycznie potrzebny.

Stany Zjednoczone gromadzą w regionie znaczące siły wojskowe, w tym dwa lotniskowce, myśliwce oraz samoloty tankujące. Prezydent Trump przyznał w piątek, że rozważa ograniczone uderzenia na Iran i podkreślił, że Teheran ma niewiele czasu na zawarcie porozumienia nuklearnego.

Dyplomaci USA i Iranu prowadzą w ostatnich tygodniach rozmowy dotyczące programu nuklearnego. Kolejna runda negocjacji zaplanowana jest na czwartek.

Rozmowy ostatniej szansy?

W czwartek w Genewie mają spotkać się główni negocjatorzy ze Stanów Zjednoczonych i Iranu, by podjąć próbę wypracowania kompromisu w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Według źródeł "New York Timesa" z administracji USA, jeśli rozmowy zakończą się fiaskiem, Trump będzie gotów wydać rozkaz o ograniczonym ataku na irańskie cele wojskowe, a w dalszej perspektywie - szeroko zakrojoną operację mającą na celu zmianę reżimu.

Wśród potencjalnych celów wymienia się m.in. siedzibę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, irańskie instalacje nuklearne oraz obiekty programu rakietowego. Trump miał przekazać doradcom, że jeśli dyplomacja lub początkowy atak nie skłonią Iranu do rezygnacji z programu nuklearnego, rozważy większą operację militarną w kolejnych miesiącach.

W Białym Domu trwają intensywne dyskusje na temat możliwych scenariuszy. Część doradców, w tym wiceprezydent JD Vance i szefowa personelu Białego Domu Susie Wiles, domagają się szczegółowej analizy ryzyka i konsekwencji ewentualnego ataku. Generał Dan Caine, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, podkreśla, że operacja przeciwko Iranowi byłaby znacznie trudniejsza niż wcześniejsze działania, np. przeciwko Wenezueli.

Wojsko ostrzega także przed długotrwałym konfliktem, który mógłby nadwyrężyć gotowość amerykańskich sił zbrojnych i systemów obrony przeciwrakietowej.

Zakulisowe negocjacje

Jak podaje "NYT", za kulisami negocjowane jest rozwiązanie kompromisowe, które pozwoliłoby Iranowi na ograniczone wzbogacanie uranu wyłącznie do celów medycznych. Propozycja ta, inspirowana przez szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Rafaela Grossiego, miałaby umożliwić obu stronom ogłoszenie sukcesu: Iran zachowałby prawo do wzbogacania, a USA mogłyby ogłosić zamknięcie dróg do produkcji broni jądrowej przez Teheran.

Nie jest jednak jasne, czy obie strony zaakceptują takie rozwiązanie. Trump publicznie domaga się "zerowego wzbogacania", a Iran podkreśla swoje prawo do rozwoju programu nuklearnego. Wydaje się także, że irańskie władze ważą opłacalność polityczną ewentualnej wojny ze Stanami Zjednoczonymi.

Unikanie wojny jest rzeczywiście priorytetem, ale nie za wszelką cenę - powiedział w rozmowie z "NYT" Sasan Karimi, politolog z Uniwersytetu w Teheranie, który pełnił funkcję wiceszefa ds. strategii w poprzednim rządzie Iranu. Czasami państwo polityczne - zwłaszcza ideologiczne - może ważyć swoje miejsce w historii równie mocno, a nawet mocniej niż jego doraźne przetrwanie.

Administracja Trumpa nie komentuje oficjalnie planów wobec Iranu. Biały Dom podkreślił, że "tylko prezydent Trump wie, co zamierza zrobić".