"Izrael i Iran muszą natychmiast zakończyć 'strzelanie'" - napisał prezydent USA Donald Trump. Napięcie na Bliskim Wschodzie wrosło - Izrael i Iran wymieniły ciosy, po tym, jak izraelskie siły zaatakowały okolice Bejrutu w Libanie. Cena ropy na światowych rynkach znów wzrosła.
- Wrze na Bliskim Wschodzie. Izrael i Iran wymieniły ciosy.
- Donald Trump zażądał przerwania wymiany ognia.
- Eskalacja napięcia spowodowała wzrost cen ropy.
- Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.
Konflikt eskaluje od niedzieli, kiedy to Izrael zaatakował przedmieścia Bejrutu w Libanie, mimo ogłoszenia przez USA planu zawieszenia broni obejmującego Liban. W odpowiedzi Iran wystrzelił pociski w kierunku Izraela.
Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź - kilka godzin później izraelskie siły zbrojne zaatakowały "cele wojskowe" w Iranie. Izrael oświadczył później, że wraz z atakami na inne "cele wojskowe" uderzył w zakład petrochemiczny Mahshahr na południowym zachodzie Iranu - przekazała agencja Reutera. Miejscowy urzędnik powiedział półoficjalnej irańskiej agencji Fars, że część zakładu została uszkodzona.
Irańskie media informowały ponadto, że w Teheranie słychać było wybuchy. Półoficjalna agencja Mehr podała, że systemy obrony powietrznej zestrzeliły drona nad stolicą.
Do wymiany ciosów odniósł się w poniedziałek prezydent USA Donald Trump. "Izrael i Iran muszą natychmiast zakończyć 'strzelanie'" - napisał na platformie Truth Social.
Portal Axios zwrócił uwagę, że był to pierwszy izraelski atak na Iran od czasu zawieszenia broni 8 kwietnia. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) obwinił USA za ostatnią wymianę ognia z Izraelem i ostrzegł, że dalsze ataki na cele niemilitarne i energetyczne będą miały konsekwencje dla gospodarki światowej.
IRGC poinformował ponadto, że przeprowadził atak rakietowy na zakład w izraelskim mieście Hajfa.
Z kolei jemeńscy Huti - sprzymierzeni z Iranem - zobowiązali się w oświadczeniu do zablokowania izraelskiej żeglugi morskiej na Morzu Czerwonym. Przyznali się też do pierwszego od czasu zawieszenia broni ataku rakietowego na Izrael, co sprowokowało kraj do aktywacji systemów obrony powietrznej - przekazała agencja Reutera.
Wymiana ciosów następuje po tym jak prezydent USA Donald Trump miał powiedzieć premierowi Izraela Benjaminowi Netanjahu, aby ten nie atakował Iranu w odwecie.
Amerykański przywódca, będąc w klubie golfowym w New Jersey, odbył około półgodzinną rozmowę telefoniczną z premierem Izraela - poinformował izraelski urzędnik, nie podając szczegółów. Jak przekazał amerykański oficjel - cytowany przez portal Axios - Trump wówczas powiedział Netanjahu, aby ten powstrzymał się od dalszych ataków, ponieważ "jesteśmy blisko osiągnięcia czegoś dobrego w kwestii porozumienia".
Trump jeszcze w niedzielę zapewniał, że wymiana ognia między Izraelem i Iranem nie wpłynie na amerykańskie rozmowy pokojowe z Teheranem.
To nie będzie miało żadnego wpływu na porozumienie - powiedział Trump w rozmowie z Financial Times. To ja wydaję rozkazy. To ja wydaję wszystkie rozkazy. On (Netanjahu) nie wydaje rozkazów - dodał.
Prezydent USA już wcześniej naciskał na Izrael, aby ten zaprzestał ataków na - wspierany przez Iran - Hezbollah w Libanie, chcąc umożliwić zawarcie porozumienia z Teheranem. Skrytykował Benjamina Netanjahu w wulgarnym tonie podczas rozmowy telefonicznej w zeszłym tygodniu.
Od początku rozmów pokojowych Izrael kontynuował ataki w Libanie w konflikcie z Hezbollahem. Izraelscy urzędnicy nalegają, aby konflikt ten traktować "oddzielnie od jakiegokolwiek zawieszenia broni z Iranem". Jak wskazała agencja Reutera, Izrael nigdy nie zaprzestał działań w Libanie, które zabiły tysiące ludzi i zmusiły setki tysięcy do opuszczenia domów.
Hezbollah, który nie brał udziału w rozmowach o zawieszeniu broni, również kontynuuje ataki i wskazuje, że nie złoży broni, chyba że Izrael zaprzestanie ataków i wycofa się z Libanu.
Tymczasem Teheran od dawna twierdzi, że każde porozumienie pokojowe z USA będzie zależało od utrzymania zawieszenia broni także w Libanie. Izrael zaatakował ten kraj w marcu, ścigając bojowników Hezbollahu, którzy ostrzeliwali granicę na znak solidarności z Teheranem - przypomniał Reuters.
Konflikt na Bliskim Wschodzie utknął w martwym punkcie odkąd USA i Izrael zawiesiły pełnoskalowe działania wojenne z Iranem na początku kwietnia. Teheran zablokował jednak większość żeglugi przez cieśninę Ormuz - strategiczny korytarz morski, przez który wcześniej przepływało ok. 20 proc. światowego transportu ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego.
Także USA nałożyły własną blokadę irańskich portów.
Trump wciąż utrzymuje, że każde porozumienie kończące wojnę musi uniemożliwić Iranowi rozwój broni jądrowej. Z kolei żądania Teheranu obejmują zniesienie sankcji amerykańskich i międzynarodowych, uwolnienie miliardów dolarów zamrożonych aktywów oraz uznanie jego wpływów nad cieśniną.
Eskalacja konfliktu zdecydowanie komplikuje wysiłki na rzecz wynegocjowania szerszego porozumienia, powodując wzrost cen ropy o niemal 5 proc. - wskazał Reuters. Kontrakty terminowe na ropę Brent ponownie przekroczyły 97 dolarów za baryłkę.


