Ukraina zbliża się do stworzenia pocisku balistycznego własnej produkcji - ostrzegł Wołodymyr Zełenski. Prezydent Ukrainy podkreślił, że posiadanie przez Kijów takiej broni może przyczynić się do osiągnięcia "równowagi między siłą i negocjacjami".

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Oświadczenie Zełenskiego pojawiło się tuż przed rozpoczęciem rozmów w Londynie z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem.

Choć głównym tematem szczytu były kwestie dotyczące zakończenia wojny, w wypowiedziach przywódców słyszalny był sceptycyzm wobec rosyjskich dążeń pokojowych i ewentualnych kroków dyplomatycznych. Dla Kijowa, ale także dla większości stolic europejskich jest jasne, że pokój bez osiągnięcia odpowiedniego poziomu siły będzie niemożliwy do zrealizowania. Stąd też takie słowa Zełenskiego.

"Przez lata wojny i zmasowanych ataków uczyliśmy się, badaliśmy i tworzyliśmy. Wyprodukowaliśmy wiele różnych dronów i pocisków. Nie mamy jeszcze systemów balistycznych, ale jesteśmy na dobrej drodze. Jesteśmy bardzo blisko" - przekazał prezydent Ukrainy, który dodał, że kolejna odmowa zakończenia wojny przez Władimira Putina skłania Kijów do dalszych wysiłków na polu technologicznym i wzmacnianiu swojego potencjału militarnego.

"To jest nasza odpowiedź, a nasza odpowiedź jest taka, że po prostu nie umrzemy w milczeniu" - zadeklarował Zełenski, cytowany przez "The Telegraph".

Uzyskanie przez Ukrainę własnych pocisków balistycznych może okazać się przełomem nie tylko wojskowym, ale także politycznym. Do tej pory Kijów korzystał z zachodnich dostaw rakiet, takich jak ATACMS (USA), których mógł używać na bardzo ograniczonym zasięgu i zabiegać o każdorazową zgodę kraju NATO do przeprowadzenia ataku. Teraz sytuacja może się diametralnie zmienić.

Moskwa w zasięgu ukraińskiej broni?

Ukraińcy wielokrotnie udowodnili, że drony są w stanie razić cele położone nawet głęboko w Rosji. Dostęp do pocisków balistycznych otwiera zupełnie nowy rozdział konfliktu. Jak przekazał serwis Army Recognition, ukraiński producent zbrojeniowy Fire Point przygotowuje się do testów nowego pocisku balistycznego FP-9, który może zagrozić strategicznym celom w Moskwie już latem lub wczesną jesienią 2026 roku.

FP-9 to krótkozasięgowy pocisk balistyczny o długości 9,5 metra i średnicy 1,1 metra, zdolny do przenoszenia głowicy o masie 800 kg na odległość 800-855 km z prędkością przekraczającą 1200 m/s. Oznacza to, że w zasięgu ukraińskiej balistyki znajdą się nie tylko Moskwa, ale także Petersburg i inne kluczowe rosyjskie miasta położone w europejskiej części kraju oraz infrastruktura wojskowa i energetyczna.

Według głównego konstruktora Fire Point, Denysa Shtilermana, ostatnią przeszkodą przed wdrożeniem FP-9 jest test silnika zaplanowany na czerwiec 2026 roku. Równolegle z próbami silnika firma zamierza wyprodukować pierwszą partię 10-20 pocisków testowych, by przyspieszyć gotowość bojową. Po udanych testach możliwe będzie rozpoczęcie produkcji seryjnej i formalne wprowadzenie pocisku do ukraińskiego arsenału.

Rozwój FP-9 to reakcja na powtarzające się rosyjskie ataki rakietowe i dronowe na ukraińskie miasta. Nowy pocisk ma skrócić czas reakcji rosyjskiej obrony powietrznej i utrudnić przechwycenie, co zwiększa jego wartość strategiczną. Co istotne, FP-9 pozwoli Ukrainie na samodzielne decydowanie o celach i terminach uderzeń, bez konieczności uzyskiwania zgody państw zachodnich, jak ma to miejsce właśnie w przypadku amerykańskich ATACMS.

AR ocenia, że jeśli FP-9 zostanie wdrożony do służby, Rosja będzie musiała przesunąć dodatkowe systemy obrony powietrznej w głąb kraju, by chronić kluczowe miasta i infrastrukturę. To może wpłynąć na równowagę sił i zmusić Moskwę do zmiany strategii obronnej.