Piotr Adamczyk jest gościem kolejnej Rozmowy Filmowej RMF FM. 6 lutego do kin wchodzi polska animacja "Orzełek Iggy", w której znany aktor dubbinguje ojca głównego bohatera. To opowieść o tym, że czasem warto odłożyć telefony, bo życie jest gdzieś indziej. "Żyjemy trochę za szybko" - mówi w RMF FM Piotr Adamczyk. Aktor opowiada też m.in o tym, czy nigdy nie żałował roli papieża, że jest pierwszym aktorem, który w Marvelu przemycił przekleństwo, o powrocie do analogowego świata, ale też o tym jak kręci się sceny erotyczne.
- Więcej informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Reżyserem animacji jest Bartek Kędzierski, twórca kultowego serialu "Włatcy móch". To kolejna rola Piotra Adamczyka w dubbingu. To taki powrót do dzieciństwa troszkę i spełnianie dawnych marzeń. Od dziecka interesowałem się dźwiękiem, udawałem kapanie wody, gadałem z kurami, naśladowałem języki - mówi w RMF FM Piotr Adamczyk.
"Orzełek Iggy" sugeruje, żeby odłożyć telefon, przestać scrollować i żyć swoim życiem. Tylko, czy we współczesnym świecie da się to zrobić? Dla tych, którzy od dziecka z tymi telefonami obcują, pewnie jest to trudniejsze. Ja mam takie zasady, że odkładam telefon będąc na planie filmowym. (...) Ale to podejście do technologii się zmienia. I najmłodsze pokolenie będzie tęskniło za powrotem do natury. Już zresztą to widać. Czytałem, że Las Vegas przeżywa ogromny kryzys, bo młodzi nie chcą i nie potrzebują takich emocji - opowiada w Rozmowie Filmowej w RMF FM aktor.
Czy analogowe hobby może być antidotum na za dużo social mediów? Ja od dziecka mam analogowe hobby. Ogrodnictwo. Bardzo się tym zawsze interesowałem, bo moja babcia (...) bez przerwy siedziała w ogrodzie i ja jej często pomagałem. Robiła ikebany z suszonych kwiatów, miała swoje stoisko na Polnej, dostawała nagrody (...) Przeglądałem encyklopedie ogrodnicze i później byłem takim trochę fachowcem samozwańczym. (...) Obcowanie z naturą w ten sposób to jest bardzo analogowe. (...) Zafundowałem sobie też ostatnio adapter i płyty. I uwielbiam ten moment celebrowania, nakładania płyty, mam nawet specjalne rękawiczki, żeby jej nie porysować - mówi w RMF FM Piotr Adamczyk. Teraz żyjemy trochę za szybko. I to nie jest na moje nerwy - dodaje.
Role, które zagrał w filmach i w serialach dały mu ogromną popularność. Czy ona przeszkadza w życiu? Jako aktor przeżyłem czasy narodzin internetu, potem narodzin tego "plotkarskiego" internetu, przeżyłem też czasy powstania kolorowych pisemek, ale wcześniej ludzie nie karmili się aż taką tanią, niesmaczną papką. (...) Popularność ma ogromne cienie, ale wolałbym mówić o blaskach. A blaski to jest uśmiech na ulicy, (...) te krótkie rozmowy, czasami o błahych rzeczach, a czasami nagle zaskakująco głębokie. Czasami widzowie otwierają serce tak po prostu, tak na dzień dobry. "Panie Piotrze, muszę panu coś powiedzieć". I nagle znamy się od lat. To jest wspaniałe - mówi w Rozmowie Filmowej RMF FM aktor.
Film o papieżu widziało ponad 800 milionów ludzi na całym świecie. Czy aktor ani razu nie żałował tej roli? Nie. Aż tak to nie. To była dla mnie rola otwierająca świat. Ewidentnie! (...) To jest też jakaś taka wyjątkowa satysfakcja, trudna do ogarnięcia nawet, że tak wiele ludzi poznało tę historię, a ta opowieść ma moją twarz - mówi w RMF FM aktor.
Role esesmana z "Czasu honoru", czy otyłego gangstera - cukrzyka z serialu "Prosta sprawa" przełamują "papieski" wizerunek. Piotr Adamczyk ma też na koncie rolę w marvelowskim serialu "Hawkeye". "Podoba mi się jak Adamczyk wstrzelił się w marvelowski klimacik" - pisali fani. Ciekawe było to, że oni mnie nie chcieli w ogóle "sprawdzić" do tej roli. Według komiksu to powinna być grupa gangsterów Polaków, bo Kaźmierczak jest tam szefem. Tymczasem Amerykanie stworzyli międzynarodową rosyjsko-polską mafię. (...) W Marvelu wszystko jest możliwe - mówi w Rozmowie Filmowej RMF FM Piotr Adamczyk.
Jego agent wysłał producentom zdjęcie aktora z filmu "Kobiety mafii" Patryka Vegi, bardzo "gansterskie". I od razu była zgoda, że "tak, bierzemy tego Polaka" - wspomina Adamczyk. To była duża przyjemność, pracowałem na ogromnym planie. To jest też wielka różnica przede wszystkim w budżecie. (...) No i byłem pierwszym aktorem, który w Marvelu przemycił przekleństwo. A teraz może jestem pierwszym aktorem, który w RMF przemycił to samo - żartuje aktor.
Ostatnio wielkim przebojem w kinach okazał się "Seks dla opornych", w którym Piotr Adamczyk zagrał jedną z głównych ról. Jako doświadczony aktor grający sceny łóżkowe od "Och Karola", poprzez "Nie kłam kochanie" i inne komedie romantyczne lat 90. powiem, że kręcenie scen erotycznych mocno się zmieniło. Kiedyś była taka trochę wolna Amerykanka. "Tutaj sobie pobaraszkujcie, a my to nagramy". A teraz są już specjaliści od scen intymnych, gdzie można powiedzieć o tym, że ktoś czuje się niekomfortowo - opowiada w RMF FM Piotr Adamczyk.
Ale faktycznie sceny tak zwane erotyczne są bardzo krępujące. I to jest przedziwne, jak bardzo kino, telewizja może zupełnie tę energię inaczej przekazać z ekranu niż ta, która się działa na planie. Kiedy ja gram tego typu sceny, to raczej staram się przede wszystkim swoją partnerkę filmową w jakiś sposób uspokoić, spowodować, żeby się czuła pewnie, zapewnić, że ja zasłonię to, co by chciała, żeby było zasłonięte (...) to jest takie wzajemne zaufanie - dodaje aktor.
Można powiedzieć, że mój pierwszy casting wygrałem właśnie tuż po urodzeniu - mówi w RMF FM Piotr Adamczyk pytany o swój debiut telewizyjny. On i jego mama zostali uwiecznieni przez ekipę Kuriera Warszawskiego na porodówce na ulicy Karowej.
Chodziło o eksperyment profesora Roszkowskiego, polegający na tym, że niemowlęta od pierwszych minut po narodzeniu są z mamami. Dziś ta praktyka, jest powszechna, wtedy była pionierska. Teraz mnóstwo niemowląt rodzi się w blaskach fleszy z komórek. I mamy zarejestrowane te pierwsze momenty ich bycia na świecie. W latach 70. to raczej nie było możliwe - mówi aktor. Dzięki ekipie telewizyjnej mam zarejestrowane czarno-białe zdjęcia. Można powiedzieć, że w pewnym sensie urodziłem się na planie filmowym - dodaje z uśmiechem Piotr Adamczyk.


