Para z Chin pewnego razu odkryła, że ich upojna noc w jednym z hoteli w Shenzhen w południowej części kraju była transmitowana na żywo tysiącom internautów. Ani oni, ani inni goście hotelowi nie mieli pojęcia, że w pokojach ukryto kamery.

"Pewnej nocy Eric (imię zmienione) przeglądał kanał, na którym regularnie szukał filmów dla dorosłych. Chwilę później zamarł, gdy zorientował się, że para, którą ogląda, to on i jego dziewczyna" - przytacza historię BBC.

30-latek trzy tygodnie wcześniej spędził z partnerką noc w hotelu w Shenzhen. Ich najbardziej intymne chwile zostały uchwycone przez ukrytą w wentylacji ściennej kamerę i transmitowane tysiącom osób, które zalogowały się na płatny kanał regularnie odwiedzany przez mężczyznę.

Tego typu nagrania zaczął oglądać już jako nastolatek. To, co mnie wciągnęło, to fakt, że ludzie nie wiedzą, że są nagrywani. Pornografia tradycyjna wydaje się bardzo ustawiona, sztuczna - tłumaczy.

Jednak odkrycie własnego nagrania sprawiło, że przestał czerpać z tego przyjemność. Jego dziewczyna była przerażona - obawiała się, że film zobaczą koledzy z pracy i rodzina. 

Mikrokamery jak gumka do ołówka

Tzw. pornografia szpiegowska istnieje w Chinach od co najmniej dekady, mimo że jej produkcja i dystrybucja są nielegalne. W ostatnich latach temat stał się szeroko omawiany w mediach społecznościowych, gdzie ludzie - szczególnie kobiety - wymieniają się poradami, jak rozpoznać kamery wielkości gumki do ołówka. Niektóre osoby dla bezpieczeństwa stawiają nawet parawany w hotelowych pokojach, aby uniknąć nagrań.

W kwietniu ubiegłego roku w Chinach wprowadzono przepisy nakładające na właścicieli hoteli obowiązek regularnego sprawdzania obecności ukrytych kamer. Mimo to zagrożenie wciąż pozostaje.

W ciągu 18 miesięcy zidentyfikowano sześć różnych stron i aplikacji promowanych na Telegramie, które obsługiwały ponad 180 kamer hotelowych transmitujących na żywo aktywności gości. Jedną z tych stron monitorowano przez siedem miesięcy i odkryto materiały z 54 różnych kamer, z czego około połowa była aktywna w tym samym czasie. Szacuje się, że tysiące gości mogło być w tym okresie filmowanych, nie mając o niczym pojęcia.

Kim są "agenci" i "właściciele kamer"

BBC namierzyło kamerę w hotelu w Zhengzhou - była ukryta w wentylacji ściennej i podłączona do prądu. Po ujawnieniu sprawy została wyłączona, o czym użytkownicy szybko zaczęli informować na Telegramie.

"Szkoda, bo w tym pokoju była najlepsza jakość dźwięku!" - komentował "AKA", jeden z handlarzy pornografią szpiegowską.

Wkrótce uruchomił jednak nową kamerę w innym hotelu. Jest jednym z wielu - w ciągu 18 miesięcy zidentyfikowano około 12 agentów podobnych do "AKA", którzy współpracują z tzw. "właścicielami kamer". To po ich stronie jest zainstalowanie kamerki w pokoju.

BBC szacuje, że sam "AKA" zarobił co najmniej 163 200 juanów (ok. 78 tys. zł) od kwietnia, czyli znacznie więcej niż średni roczny dochód w Chinach.

Telegram ignoruje prośby o usunięcie nagrań i nie reaguje na zgłoszenia.