Amerykański lekarz, który mógł mieć kontakt z wirusem Ebola podczas pobytu w Ugandzie, trafi w środę do specjalistycznej kliniki w Pradze. Mężczyzna, choć nie wykazuje objawów choroby, zostanie poddany trzytygodniowej obserwacji. Służby zapewniają, że sytuacja jest pod kontrolą.
- Amerykański lekarz, który mógł mieć kontakt z wirusem Ebola w Ugandzie, zostanie przewieziony do specjalistycznej kliniki w Pradze i poddany trzytygodniowej obserwacji.
- Czeskie służby zapewniają, że pacjent nie stanowi zagrożenia dla otoczenia.
- Pierwsze przypadki wirusa Ebola potwierdzono w Demokratycznej Republice Konga, a później w Ugandzie; dotychczas zmarło co najmniej 131 osób.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Pacjent zostanie przewieziony do Szpitala Klinicznego Bulovka w specjalnej, izolacyjnej kabinie transportowej, przy zachowaniu jasno określonych środków bezpieczeństwa i przeciwdziałania epidemii - powiedziała czeskiej telewizji publicznej Nadia Chattova, rzeczniczka tamtejszego ministerstwa zdrowia. Dodała, że mężczyzna powinien pozostać na obserwacji przez trzy tygodnie.
Komentując przyjęcie Amerykanina w praskiej lecznicy minister zdrowia Adam Vojtiech zapewnił, że zakażony nie zagraża otoczeniu. Zapewnił, że mężczyzna nie ma żadnych objawów i jest lekarzem, który w Ugandzie miał kontakt z wirusem.
Wspomniana klinika należy do placówek medycznych, które specjalizują się w leczeniu wysoce niebezpiecznych chorób zakaźnych. Jest wyposażona w specjalistyczny sprzęt, ma m.in. odizolowane pomieszczenia, a także salę z podciśnieniem.
Według informacji światowych agencji, do szpitali w Europie ma trafić sześć osób z grupy ryzyka, które mogły mieć kontakt z wirusem Ebola. Jedna z nich to właśnie amerykański lekarz, który zostanie przyjęty w Pradze.
Doniesienia o nowych przypadkach Eboli pojawiły się w północno-wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga już w piątek, jednak eksperci są zdania, że choroba mogła rozprzestrzeniać się w tym kraju od kwietnia. Do tej pory wiadomo o 35 potwierdzonych i 543 podejrzanych przypadkach zakażenia oraz śmierci co najmniej 131 osób.
W miniony weekend Światowa Organizacja Zdrowia uznała epidemię za zagrożenie dla zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym po tym, jak potwierdzono dwa przypadki również w Ugandzie. Na szalejący obecnie w Demokratycznej Republice Konga (DRK) i Ugandzie wariant wirusa nie ma jeszcze skutecznej szczepionki ani metod leczenia.
To już 17. epidemia Eboli w DRK od wykrycia tej choroby w 1976 r., przy czym zakończenie poprzedniej ogłoszono pod koniec ubiegłego roku. Najpoważniejsza dotąd epidemia przypadła na lata 2018-20 i doprowadziła do ponad 1 tys. zgonów we wschodniej części DRK.
Wirus Ebola to jeden z najbardziej niebezpiecznych patogenów znanych człowiekowi. Należy do rodziny filowirusów i wywołuje ciężką chorobę zakaźną - gorączkę krwotoczną Ebola. Po raz pierwszy został zidentyfikowany w 1976 roku podczas dwóch jednoczesnych epidemii w Afryce - w Sudanie oraz w Demokratycznej Republice Konga, w pobliżu rzeki Ebola, od której pochodzi jego nazwa.
Choroba wywoływana przez wirusa Ebola zaczyna się nagle, zwykle wysoką gorączką, silnym osłabieniem, bólami mięśni i głowy. W miarę postępu infekcji pojawiają się wymioty, biegunka, wysypka, a w ciężkich przypadkach także krwotoki wewnętrzne i zewnętrzne. Wirus przenosi się głównie przez bezpośredni kontakt z krwią, wydzielinami lub innymi płynami ustrojowymi osoby zakażonej, a także przez kontakt z zakażonymi zwierzętami lub przedmiotami.
Ebola jest chorobą o bardzo wysokiej śmiertelności - w zależności od szczepu wirusa i dostępności opieki medycznej, umiera od 25 do nawet 90 procent zakażonych. Leczenie polega głównie na łagodzeniu objawów i podtrzymywaniu funkcji życiowych pacjenta, ponieważ nie istnieje specyficzny lek przeciwwirusowy. W ostatnich latach opracowano jednak skuteczne szczepionki na konkretne warianty wirusa, które pomagają ograniczać rozprzestrzenianie się choroby podczas epidemii.


