Mimo wojny na Bliskim Wschodzie i rosnących cen, polscy przewoźnicy zapewniają, że pasażerowie nie muszą obawiać się odwołania lotów z powodu braku paliwa - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Rosnące koszty mogą wpłynąć jednak na opłacalność niektórych połączeń.

  • Chcesz być na bieżąco? Jeszcze więcej informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl

Zapasy pod kontrolą

Polskie linie lotnicze nie przewidują problemów z dostępnością paliwa w najbliższych miesiącach. Jak podkreśla Michał Kaczmarzyk, szef linii Buzz, dostawcy mają zabezpieczone magazyny do sierpnia. Ewentualne kasowanie lotów nie jest więc efektem braków paliwa, ale wynika z rosnących kosztów nafty lotniczej, której cena wzrosła z 600-800 dolarów do nawet 1500-1600 dolarów za tonę.

Andrzej Kobielski, wiceprezes Enter Air, zwraca uwagę na unijne przepisy, które nakazują utrzymywanie trzymiesięcznych zapasów paliwa na wypadek ewentualnych zakłóceń w dostawach. W rozmowie z "DGP" zaznaczył, że choć do Europy trafiało około 20 procent ropy z Zatoki Perskiej, potrzeby przewoźników mają być zaspokajane także z innych kierunków.

Podobne stanowisko zajmuje LOT, który ze względów bezpieczeństwa, jedynie utrzymuje zawieszenie rejsów do Tel Awiwu, Bejrutu i Rijadu. 

Główny dostawca - Orlen zapewnia o pełnym bezpieczeństwie dostaw dzięki dywersyfikacji i ominięciu cieśniny Ormuz na rzecz systemów rurociągów.

Pasażerowie są ostrożni

Cytowany przez "DGP" Mariusz Piotrowski, ekspert portalu Fly4free, zwraca uwagę na barierę psychologiczną pasażerów, którzy z obawy przed globalnym kryzysem i anulacjami wstrzymują się z rezerwacjami. Powoduje to spadek popytu przy próbach podnoszenia cen biletów, przez co linie lotnicze bez zabezpieczonych kontraktów terminowych ponoszą straty. 

Powstrzymaniu wzrostu cen sprzyja jednak konkurencja między WizzAirem a Ryanairem. Ten ostatni - jak podaje "DGP" - zabezpieczył w korzystnej cenie aż 80 proc. paliwa na kolejny rok.