Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek, że wstrzymał się ze wznowieniem ataków na Iran na 2-3 dni lub do początku przyszłego tygodnia, by "dać Iranowi szansę na zawarcie porozumienia". Dodał, że negocjuje "jako zespół" z bliskowschodnimi sojusznikami USA.
- Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
Podczas rozmowy z dziennikarzami na placu budowy nowej sali balowej przy Białym Domu, Trump powiedział, że był "zaledwie o godzinę od wydania rozkazu uderzenia wojskowego na Iran".
Ostatecznie - jak stwierdził - wstrzymał atak, ponieważ otrzymał "pilną prośbę od sojuszników z Bliskiego Wschodu o przyznanie kilku dodatkowych dni" ze względu na rzekomą gotowość Teheranu do zawarcia "rozsądnego" porozumienia.
Mówię o dwóch lub trzech dniach, może piątek, sobota, niedziela, coś koło tego; może początek przyszłego tygodnia, ograniczony czas - stwierdził Trump. Dodał, że prowadzi negocjacje razem z bliskowschodnimi sojusznikami: Arabią Saudyjską, Bahrajnem, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi "jako drużyna".
Nie wykluczył jednak, że konieczne będzie wznowienie ataków na Iran, bo - jak oświadczył - być może reżim w Teheranie "potrzebuje ciosu", by zmienić swoje stanowisko negocjacyjne.
W podobny sposób we wtorek o negocjacjach mówił wiceprezydent J.D. Vance, który stwierdził jednocześnie, że w rozmowach osiągnięto "znaczące postępy". Zapytany, na ile realne jest zawarcie ostatecznego porozumienia, wiceprezydent odpowiedział, że "dopóki odpowiednie dokumenty nie zostaną podpisane, nie można mówić o sukcesie". Wyraził zarazem opinię, że Iran potraktował "w pełni poważnie" amerykańską "czerwoną linię", czyli długoterminowe wykluczenie zdobycia broni jądrowej.
Vance odrzucił spekulacje, jakoby przekazanie Rosji irańskiego wzbogaconego uranu było elementem planu USA. Podkreślił, że strona irańska nie wysuwała takich postulatów, a amerykańscy oficjele nie popierają tego rozwiązania.
Według wiceprezydenta USA amerykańska administracja obawia się, że zdobycie przez Iran takiej broni zapoczątkowałoby efekt domina i doprowadziło do sytuacji, w której najpierw inne państwa Zatoki Perskiej, a następnie kolejne reżimy na całym świecie, również dążyłyby do budowy własnego arsenału nuklearnego.
Zniweczyłoby to ostatnie 20 lat amerykańskiej polityki zagranicznej i uczyniło świat znacznie mniej bezpiecznym miejscem - powiedział Vance.


