Mieszkańcy amerykańskiego stanu Maine oraz Kanady coraz częściej zgłaszają obecność wiewiórek z licznymi, często krwawiącymi guzami na ciele. Podobne przypadki dotyczą królików z naroślami przypominającymi "czarne rogi" lub brodawkowate wyrośla. W mediach społecznościowych pojawiły się określenia "wiewiórki-zombie" i "zające Frankensteina", które szybko zyskały popularność.
Za niepokojące zmiany na ciele zazwyczaj uroczych ssaków odpowiadają dwa różne wirusy. W przypadku wiewiórek jest to tzw. squirrel fibroma virus (SFV), należący do rodziny pokswirusów. Powoduje on powstawanie łagodnych guzów (fibrom), najczęściej na głowie i kończynach zwierząt. U zajęcy podobne objawy wywołuje wirus brodawczaka (Shope papillomavirus), który prowadzi do powstawania charakterystycznych narośli, przypominających rogi.
Oba wirusy przenoszone są głównie przez ukąszenia komarów i pcheł, ale możliwa jest także transmisja przez bezpośredni kontakt między zwierzętami. Najczęściej chorują wiewiórki oraz zające.
Eksperci podkreślają, że choć widok chorych zwierząt może być niepokojący, wirusy te nie stanowią zagrożenia dla ludzi. W większości przypadków wiewiórki i zające wracają do zdrowia, a zmiany skórne z czasem ustępują. W rejonach, gdzie wirusy występują powszechnie, nie odnotowano spadku populacji tych zwierząt.
Służby weterynaryjne zalecają jednak, by nie dotykać chorych lub martwych zwierząt i unikać kontaktu z dziką fauną. W przypadku myśliwych - nawet mięso zakażonych wiewiórek uznawane jest za bezpieczne do spożycia, choć zaleca się ostrożność.
Squirrel fibroma virus został po raz pierwszy opisany w latach 50. XX wieku. Od tego czasu regularnie pojawiają się ogniska choroby w Ameryce Północnej i Europie. Podobnie jest z wirusem brodawczaka u zajęcy, który odpowiada za słynne "czarne rogi" widoczne na głowach zwierząt.
Naukowcy podkreślają, że choć nazwy "zombie" czy "Frankenstein" mogą budzić grozę, w rzeczywistości mamy do czynienia z naturalnymi chorobami dzikich zwierząt, które nie zagrażają ludziom ani domowym pupilom.