Druga kadencja Donalda Trumpa przechodzi do historii nie tylko jako polityczny comeback, ale także - jak pisze "The New York Times" - najbardziej dochodowy projekt w życiu amerykańskiego prezydenta. Trump wykorzystał powrót do Białego Domu, by zarobić co najmniej 1,4 mld dol., choć faktyczna kwota może być znacznie wyższa. Dziennik podkreśla, że mowa tutaj o systemowym przekształceniu urzędu prezydenta w maszynkę do zarabiania pieniędzy.

  • Trump zarobił co najmniej 1,4 mld dol. dzięki urzędowi prezydenta - faktyczne zyski mogą być jeszcze wyższe, głównie z kryptowalut i licencjonowania nazwiska.
  • Trumpowie zarobili miliony na hotelach, biurowcach i polach golfowych w Omanie, Indiach czy Arabii Saudyjskiej, często przy wsparciu obcych rządów.
  • Na czym jeszcze Donald Trump zbija fortunę podczas drugiej kadencji swojej prezydentury - o tym dowiesz się z poniższego tekstu.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Donald Trump "całą swoją energię i kreatywność skupił na wykorzystywaniu urzędu prezydenta, sprawdzając, ile pieniędzy ludzie, korporacje i obce państwa są gotowe mu przekazać w nadziei, że uda im się wykorzystać władzę państwową dla własnych interesów" - czytamy na łamach "NYT".

Z analizy redakcyjnej wynika, że Trump wykorzystał urząd prezydenta, by zarobić co najmniej 1,4 mld dol. To jednak kwota zaniżona - część jego zysków pozostaje poza zasięgiem opinii publicznej, a przy tym wciąż rośnie. Od momentu ponownego wyboru na prezydenta Trumpowie zarobili co najmniej 23 mln dol. na licencjonowaniu nazwiska Trumpa za granicą. 

Hotel w Omanie, biurowiec w zachodnich Indiach, pole golfowe na obrzeżach Rijadu w Arabii Saudyjskiej. To tylko kilka z ponad 20 zagranicznych projektów realizowanych przez Trump Organization - często przy współpracy z obcymi rządami. Jak podaje Reuters, umowy te przyniosły Trumpom milionowe zyski. Jednocześnie administracja prezydencka bywała wobec tych samych rządów wyjątkowo przychylna.

Od "Air Force One" po kryptowaluty

Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów jest odrzutowiec wart 400 mln dol., podarowany Trumpowi przez Katar. Samolot ma służyć jako Air Force One, a po zakończeniu kadencji trafi do jego prywatnych zasobów. Trump nie ukrywał, że prezent wpłynie na relacje z Dohą. Będziemy chronić ten kraj - powiedział krótko po otrzymaniu prezentu.

To jednak tylko część większej układanki. Według NYT i Reutersa, największe pieniądze Trump i jego rodzina zarobili na kryptowalutach - co najmniej 867 mln dol. Mechanizm jest prosty: osoby (również cudzoziemcy) i podmioty zainteresowane wpływem na decyzje administracji Trumpa mogą kupować tokeny powiązane z Trumpami, często anonimowo, de facto przekazując rodzinie pieniądze. Transakcje te często są tajne. 

Jedna wyszła na jaw: fundusz inwestycyjny wspierany przez Zjednoczone Emiraty Arabskie zapowiedział wpłatę 2 mld dol. do firmy Trumpa dwa tygodnie przed tym, jak prezydent udzielił temu krajowi dostępu do zaawansowanych technologii półprzewodnikowych.

Nie da się ustalić, jak często Trump podejmuje decyzje urzędowe po to, by się wzbogacić. I właśnie na tym polega problem. 

Biznes zagraniczny i polityczna "życzliwość"

Trump Organization intensywnie rozwija projekty poza USA: hotele, biurowce i pola golfowe w Omanie, Indiach czy Arabii Saudyjskiej. Od reelekcji Trumpowie zarobili w ten sposób co najmniej 23 mln dol.

Jak zauważa "New York Times", często towarzyszyła temu wyjątkowa przychylność amerykańskiej administracji wobec krajów-gospodarzy. Przykład Wietnamu jest szczególnie wymowny: grożące temu krajowi amerykańskie cła zostały złagodzone zaledwie miesiąc po rozpoczęciu budowy wartego 1,5 mld dol. kompleksu golfowego Trumpa pod Hanoi. Wietnamscy urzędnicy, jak podaje Reuters, naginali własne prawo, by przyspieszyć inwestycję.

Ugody zamiast procesów

Zyski przyniosły również ugody z gigantami medialnymi i technologicznymi. Od czasu reelekcji Trump otrzymał łącznie 90,5 mln dol. od firm takich jak Meta, X, ABC News, YouTube czy Paramount.

Najgłośniejsza była ugoda z Paramount, który zapłacił 16 mln dol. za rzekomo "manipulacyjny montaż" wywiadu z Kamalą Harris. Według dziennikarzy był to standardowy zabieg redakcyjny. Trzy tygodnie później federalny regulator zatwierdził wartą 8 mln dol. fuzję Paramount ze Skydance.

Amazon, Melania i Bezos

Trumpowie zarobili również 28 mln dol. na dokumencie o Melanii Trump, zakupionym przez Amazona. "Wall Street Journal" podaje, że platforma zapłaciła znacznie więcej niż konkurencja - i więcej, niż kiedykolwiek płaciła za podobne produkcje. Jeff Bezos, szef Amazona, ma wiele powodów, by dbać o dobre relacje z administracją Trumpa: od regulacji antymonopolowych po kontrakty wojskowe i kosmiczne.

"NYT" zestawia Trumpa z Harrym Trumanem, który po odejściu z urzędu w 1953 roku nie miał nawet samochodu i utrzymywał się z wojskowej emerytury. Truman odrzucał oferty pracy, tłumacząc, że nie chce "sprzedawać" prezydentury.

Trump zapowiada natomiast, że po zakończeniu kadencji zabierze ze sobą katarski samolot i wystawi go jako eksponat.

"Pusta skorupa republiki"

Redakcja "New York Timesa" ostrzega, że problem nie sprowadza się do kwot. Korupcja na szczytach władzy podważa fundamenty demokracji - zaufanie obywateli, że decyzje podejmowane są w interesie publicznym, a nie prywatnym.

Dziennik przywołuje Arystotelesa, który już ponad dwa tysiące lat temu pisał, że państwo, w którym władza służy prywatnemu bogaceniu się elit, może zachować instytucje i rytuały, ale w istocie przestaje być republiką.

"Gdy celem władzy przestaje być dobro wspólne, a staje się nim prywatny zysk, konstytucja zamienia się w pustą skorupę. Państwo przestaje być dla ludzi" - czytamy.

"Chciwość stopniowo wypacza działanie rządu, gdy urzędnicy ułatwiają gromadzenie osobistego majątku. Co gorsza, taki rząd deprawuje także obywateli. Uczą się oni, że żyją w społeczeństwie, w którym prawo pisze ten, kto zapłaci najwięcej. Stają się mniej skłonni do przestrzegania prawa i uczestnictwa w demokracji - do zabierania głosu, głosowania czy płacenia podatków. Stany Zjednoczone ryzykują popadnięcie w ten cyniczny spiralny upadek, gdy Trump wydrąża instytucje państwa dla własnych korzyści" - pisze "New York Times".