Hiszpania pogrążona w żałobie po jednym z najtragiczniejszych wypadków kolejowych w Europie. W niedzielę wieczorem na południu kraju doszło do zderzenia dwóch pociągów dużych prędkości. Zginęły co najmniej 42 osoby. Wśród ofiar znalazła się rodzina wracająca z Madrytu. Cudem przeżyła jedynie sześcioletnia dziewczynka. Dziecko odnaleziono, gdy samotnie szło wzdłuż torów.
- Hiszpania pogrążona w żałobie po tragicznym wypadku kolejowym na południu kraju - zginęły co najmniej 42 osoby.
- Do zderzenia dwóch pociągów dużych prędkości doszło w niedzielę wieczorem w Adamuz, w prowincji Kordoba.
- Wśród ofiar cała rodzina wracająca z Madrytu - przeżyła tylko sześcioletnia dziewczynka, którą odnaleziono idącą samotnie wzdłuż torów.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
Rozdzierającą serce scenę opisują światowe media relacjonujące niedzielną katastrofę kolejową w Adamuz w prowincji Kordoba na południu Hiszpanii. Świadkowie w pewnym momencie zauważyli, że wzdłuż torów idzie samotna, sześcioletnia dziewczynka. Okazało się, że dziecko jechało pociągiem z rodzicami, bratem i kuzynem. Wszyscy jej bliscy zginęli w katastrofie.
Jak podają hiszpańskie media, rodzina wracała do domu w Aljaraque po wyjątkowym weekendzie - wyjeździe na musical "Król Lew" w Madrycie. To był prezent z okazji święta Trzech Króli. Odwiedzili także stadion Realu Madryt.
Dziewczynka, która doznała jedynie niewielkiego urazu głowy, trafiła pod opiekę policji. Potem została przekazana babci w Kordobie. Jej przeżycie burmistrz Aljaraque określił jako "cud".
Katastrofa wstrząsnęła całą Hiszpanią. Rząd ogłosił trzy dni narodowej żałoby. Na miejscu cały czas pracują służby ratunkowe i eksperci ds. bezpieczeństwa.
Wśród poszkodowanych jest także kobieta w piątym miesiącu ciąży, która walczy o życie w szpitalu. Lekarze utrzymują ją w stanie śpiączki farmakologicznej, monitorując stan nienarodzonego dziecka. Jej siostra, która podróżowała razem z nią, doznała lżejszych obrażeń.
Na miejscu tragedii nie zabrakło również bohaterów. 16-letni Julio Rodriguez, mieszkaniec Adamuz, był jednym z pierwszych, którzy ruszyli na pomoc ofiarom. Wszystko, o czym mogłem myśleć, to pomoc. Przeszedłem tam i z powrotem 800 metrów sześć lub osiem razy. Nie zatrzymałem się, by pomyśleć o zmęczeniu - relacjonował mediom po tym, jak król Filip VI osobiście podziękował mu za odwagę.
Trwają poszukiwania zaginionych. Rodziny zgłosiły 47 osób, które nie wróciły do domów. W mediach społecznościowych pojawiają się apele o informacje na temat bliskich, m. in. znanego kardiologa Jesusa Saldany, którego los pozostaje nieznany.


