Rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ostrzegło obywateli przed udziałem w manifestacjach przeciwko ograniczeniom dostępu do serwisów społecznościowych. Władze zapowiadają surowe konsekwencje prawne dla uczestników i organizatorów protestów zaplanowanych na 29 marca.
- Rosyjskie MSW ostrzegło, że udział w protestach przeciwko blokadzie mediów społecznościowych będzie skutkował konsekwencjami prawnymi.
- Manifestacje są organizowane przez aktywistów za pośrednictwem kanałów w mediach społecznościowych.
- Rosja systematycznie blokuje zagraniczne platformy internetowe, zastępując je własnymi, kontrolowanymi przez Kreml serwisami.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Rosyjskie MSW wydało w czwartek oficjalny komunikat, w którym określiło planowane protesty jako "nielegalne". Resort podkreślił, że "udział w takich wydarzeniach oraz zachęcanie do nich innych (w tym nieletnich) może doprowadzić do zarzutów administracyjnych lub karnych".
Oświadczenie pojawiło się w odpowiedzi na nagrania krążące w internecie, wzywające do udziału w manifestacjach.
Do akcji oporu nawoływał anonimowy kanał w serwisie Telegram "Szkarłatny łabędź", który zapowiadał manifestacje przeciwko blokowaniu serwisów internetowych. W sieci pojawiły się filmiki, w których zamiast bezpośrednich wezwań do protestu, pojawiały się zawoalowane przekazy, np. prośby o pomoc w znalezieniu "zagubionego portfela" w określonym czasie i miejscu. Część materiałów została wygenerowana przez sztuczną inteligencję, a część zawierała linki do wspomnianego kanału.
W jednym z nagrań animowany robot mówi: "Nie pozwolimy dziadom cofnąć nas do XX wieku". W innych pojawiały się hasła "nie dla wojny", fragmenty przemówień zmarłego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego oraz wezwania do "położenia kresu wojnie i temu systemowi".
Według portalu The Moscow Times, niezależne media ustaliły, że kanał "Szkarłatny łabędź" prowadzony jest przez aktywistów, którym nie udało się uzyskać oficjalnej zgody na przeprowadzenie protestów. O zgodę na zgromadzenie ubiegał się także opozycyjny polityk Boris Nadieżdin, jednak jego wnioski zostały odrzucone.
Od 2022 roku, wraz z rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę, władze na Kremlu systematycznie ograniczają dostęp do zagranicznych platform społecznościowych. W ubiegłym roku Rosja zaczęła blokować Telegram, drugi najpopularniejszy komunikator w kraju, argumentując, że jest wykorzystywany do "celów przestępczych i terrorystycznych". Największa platforma - WhatsApp - została już całkowicie zablokowana. Kreml zarzuca firmie Meta, że nie przeciwdziała wykorzystywaniu jej usług przez terrorystów.
W grudniu 2025 roku, na polecenie Kremla, w całej Rosji przestała działać aplikacja FaceTime firmy Apple. Władze uruchomiły natomiast własną platformę Max, stworzoną przez kontrolowaną przez Kreml firmę VK (Vkontakte) na bezpośrednie polecenie prezydenta Władimira Putina.


