Co najmniej 14 osób zginęło, a kilkadziesiąt zostało poważnie rannych w wyniku zamachu bombowego na trasie panamerykańskiej w południowej Kolumbii. Władze wskazują na rebeliantów powiązanych z frakcjami Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii. Atak wpisuje się w falę przemocy, która nasiliła się przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.
- W zamachu bombowym na autostradzie w południowej Kolumbii zginęło co najmniej 14 osób.
- Władze obwiniają rebeliantów powiązanych z frakcjami Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii.
- Atak wpisuje się w falę przemocy przed wyborami prezydenckimi.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Do zamachu bombowego doszło w sobotę na odcinku trasy panamerykańskiej (łączącej obie Ameryki) w departamencie Cauca na południu Kolumbii. Zginęło co najmniej 14 osób, a 38 zostało rannych. Cytowani przez BBC świadkowie mówią, że siła wybuchu była tak duża, że wiele osób zostało odrzuconych na kilka metrów. Zniszczonych zostało wiele pojazdów.
Wśród rannych są także nieletni. Lokalne władze podkreślają, że był to bezwzględny atak, który "nie oszczędził przypadkowych osób". Gubernator departamentu Cauca, Octavio Guzman, nazwał zamach "aktem barbarzyństwa", apelując o wsparcie ze strony władz centralnych.


