​"Podważanie bezpieczeństwa naszych dostaw energii jest atakiem na naszą suwerenność" - stwierdził szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto, odnosząc się do incydentu przy gazociągu łączącym Serbię i Węgry. Wcześniej serbskie władze poinformowały, że znaleziono materiały wybuchowe na północy Serbii przy gazociągu transportującym przez ten kraj rosyjski gaz na Węgry. Szijjarto oświadczył, że Budapeszt "nie da się zmusić do kupowania surowców energetycznych drożej i z mniej pewnych źródeł niż obecnie". Z kolei lider opozycyjnej partii TISZA Peter Magyar zasugerował, że incydent mógł być "rządową operacją pod fałszywą flagą".

  • Serbskie władze poinformowały, że przy gazociągu transportującym rosyjski gaz przez Serbię na Węgry znaleziono ładunek wybuchowy.
  • Szef węgierskiego MSZ odniósł się do sprawy, mówiąc o "ataku na suwerenność" Węgier.
  • Lider opozycyjnej partii TISZA Peter Magyar zasugerował, że incydent mógł być "rządową operacją pod fałszywą flagą".
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Szijjarto o "ataku na suwerenność" Węgier

"Otrzymaliśmy zgłoszenie od naszych serbskich przyjaciół, że ktoś próbował wysadzić w powietrze gazociąg w Serbii, który gwarantuje bezpieczeństwo dostaw gazu dla Węgier. Zdecydowanie potępiamy ten najnowszy atak. Podważanie bezpieczeństwa naszych dostaw energii jest atakiem na naszą suwerenność" - napisał Szijjarto na platformie X.

Ponadto dyplomata - w zamieszczonym na Facebooku nagraniu - powiązał niedzielny incydent z ostatnim sporem z Ukrainą dotyczącym dostaw ropy i gazu na Węgry.

W ostatnich dniach i tygodniach Ukraińcy organizowali blokadę naftową (Węgier - przyp. red.), a potem próbowali nałożyć na nas pełną blokadę energetyczną, atakując dronami rurociąg TurkStream. Teraz mamy dzisiejszy incydent - mówił szef węgierskiej dyplomacji, nawiązując do wystosowanych wcześniej w tym tygodniu rosyjskich oskarżeń wobec Kijowa o ostrzał TurkStream i sytuacji wokół rurociągu Przyjaźń.

Rurociąg naftowy Przyjaźń, główny szlak transportujący rosyjską ropę naftową przez Ukrainę na Węgry i Słowację, jest nieczynny od końca stycznia, kiedy został uszkodzony w wyniku rosyjskich ataków. Władze w Kijowie zapewniają, że remont rurociągu trwa, jednak rządy w Budapeszcie i Bratysławie utrzymują, że ukraińskie władze celowo wstrzymują wznowienie tranzytu.

Obronimy bezpieczeństwo naszych dostaw i nie damy się zmusić do kupowania surowców energetycznych drożej i z mniej pewnych źródeł niż obecnie - oświadczył w niedzielę Szijjarto.

Ładunek wybuchowy przy gazociągu

Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić ogłosił w niedzielę nad ranem, że na północy kraju - przy gazociągu dostarczającym rosyjski surowiec na Węgry - odkryto ładunek wybuchowy "o dużej sile rażenia", który mógł "zagrozić dużej liczbie osób i spowodować poważne zakłócenia w dostawach gazu".

Vuczić poinformował o sprawie premiera Węgier Viktora Orbana, który zwołał na niedzielne popołudnie nadzwyczajną radę obrony Węgier. "Śledztwo trwa" - zaznaczył Orban.

Gazociąg jest częścią systemu rurociągów Balkan Stream, którym rosyjski gaz ziemny przesyłany jest przez Turcję, Bułgarię i Serbię na Węgry. W lutym Orban nakazał wzmocnienie bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej po wielokrotnym oskarżeniu Ukrainy o to, że dąży do zakłócenia dostaw surowców energetycznych na Węgry.

Lider opozycji o potencjalnej "rządowej operacji"

Z kolei lider węgierskiej opozycji Peter Magyar zasugerował w niedzielę, że odkrycie ładunków wybuchowych przy gazociągu łączącym Węgry z Serbią mogło być "rządową operacją pod fałszywą flagą"

"Od tygodni otrzymujemy ostrzeżenia z wielu źródeł, że po wcześniejszych nieudanych operacjach pod fałszywą flagą i spadku poparcia dla Fideszu, Viktor Orban - być może z pomocą Serbii i Rosji - może planować przekroczenie kolejnej granicy. Wiele osób sugerowało, że w Serbii może się coś 'przypadkowo' wydarzyć, być może z udziałem gazociągu, około Wielkanocy, tydzień przed wyborami na Węgrzech. I tak się właśnie stało" - napisał Magyar na platformie X.

Polityk opozycji wezwał przy tym Orbana do "natychmiastowego poinformowania opinii publicznej o tych wydarzeniach i do zaproszenia go na posiedzenie rady obrony". "Niezależnie od tego, kto zorganizował tę prowokację, wynikła sytuacja będzie musiała zostać rozwiązana przez rząd ugrupowania TISZA" - stwierdził przewodniczący tego ugrupowania.

"Wzywam również Viktora Orbana, aby zaprzestał - przynajmniej w okresie świątecznym - siania paniki i zamętu, zgodnie z planami jego rosyjskich doradców" - dodał Magyar.

"Zufanie do służb bezpieczeństwa zostało nadszarpnięte"

Polityk podkreślił w poście, że Orban "nie będzie w stanie zapobiec wyborom w najbliższą niedzielę ani powstrzymać milionów Węgrów przed położeniem kresu najbardziej skorumpowanym dwóm dekadom w historii" Węgier.

"Zaufanie narodu węgierskiego do służb bezpieczeństwa kraju zostało nadszarpnięte serią skandali wywiadowczych ujawnionych w ostatnich tygodniach. Węgrzy mają wszelkie powody, by obawiać się, że ustępujący premier, kierując się radami rosyjskich agentów, próbuje zasiać strach w swoim społeczeństwie poprzez operacje pod fałszywą flagą" - ocenił Magyar.

"Jeśli Orban i jego machina propagandowa wykorzystają tę prowokację do celów kampanii, będzie to równoznaczne z otwartym przyznaniem się, że była to zaplanowana operacja pod fałszywą flagą. Rząd ugrupowania TISZA przeprowadzi kompleksowe i transparentne śledztwo, aby ustalić, kto ponosi polityczną odpowiedzialność za te zbrodnie przeciwko naszemu krajowi" - oświadczył przewodniczący partii TISZA

Ukraińskie MSZ: Nie mamy nic wspólnego z incydentem

Rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij Tychyj oświadczył w niedzielę, że Ukraina odrzuca próby powiązania tego kraju z incydentem przy gazociągu w Serbii.

"Kategorycznie odrzucamy próby fałszywego powiązania Ukrainy z incydentem dotyczącym materiałów wybuchowych znalezionych w pobliżu rurociągu TurkStream w Serbii" - napisał Tychyj.

Rzecznik MSZ podkreślił, że Ukraina nie ma z tym zdarzeniem nic wspólnego. "Najprawdopodobniej jest to rosyjska operacja pod fałszywą flagą, stanowiąca część intensywnej ingerencji Moskwy w wybory na Węgrzech" - zaznaczył.

Incydent na tydzień przed wyborami

Do incydentu doszło na tydzień przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech. Główna partia opozycyjna tego kraju, TISZA, wyprzedza Fidesz Orbana w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median uzyskała poparcie na poziomie 58 proc. wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz - 35 proc. Środowe badanie ośrodka 21 Research Center wykazało, że TISZA cieszy się poparciem 56 proc. zdecydowanych wyborców, a ugrupowanie Orbana - 37 proc. Ponad połowa Węgrów obawia się jednak sfałszowania wyborów.