Eurodeputowany Robert Biedroń z Lewicy, jednego z ugrupowań tworzących koalicję rządową, ostro skrytykował udział przedstawiciela Polski w spotkaniu z delegacją talibów w Brukseli. W liście, który widziała dziennikarka RMF FM, skierowanym do ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, zarzucił rządowi, że "de facto uznaje władze w Kabulu" i zażądał wyjaśnień dotyczących udziału Polski w rozmowach. "Piszę w celu wyrażenia absolutnego sprzeciwu i potępienia decyzji polskiego rządu o wzięciu udziału w spotkaniu z przedstawicielami talibańskiego reżimu na temat deportacji obywateli Afganistanu" - zaczyna swój list.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
List jest reakcją na ujawnione przez RMF FM informacje o udziale przedstawiciela Polski w budzącym kontrowersje spotkaniu z delegacją talibów, które odbyło się w Brukseli. We wtorek MSWiA potwierdziło nasze ustalenia.
"Siadając do stołu z przedstawicielami talibańskiego reżimu, Polska de facto uznaje władze w Kabulu, mimo braku formalnych relacji dyplomatycznych" - napisał Biedroń. Jego zdaniem Polska i Unia Europejska tracą wiarygodność w obronie praw człowieka, kiedy traktują talibów jako partnerów do rozmów o migracji.
Eurodeputowany przekonuje, że osoby deportowane do Afganistanu mogą być narażone na prześladowania i naruszenia podstawowych praw. W liście przypomina także, że talibowie stworzyli system dyskryminacji kobiet. "Talibowie są autokratyczno-teokratycznym reżimem, który m.in. zalegalizował niewolnictwo i wprowadził "apartheid płci", normalizując przemoc wobec kobiet" - napisał Biedroń.
Decyzję o udziale Polski w spotkaniu z talibami nazywa "katastrofalnym błędem z perspektywy polskiej polityki zagranicznej". Polityk Lewicy uważa również, że rozmowy z talibami mogą osłabić pozycję Polski i Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej. Jak argumentuje, partnerzy zagraniczni dostrzegają niespójność między deklarowaną obroną praw człowieka a podejmowaniem rozmów z reżimami łamiącymi te prawa.
W liście do szefa MSZ Biedroń zadaje trzy pytania. Chce wiedzieć, jakie warunki Polska przedstawiła talibom podczas spotkania, w jaki sposób rząd zamierza monitorować sytuację osób odsyłanych do Afganistanu oraz jakie mechanizmy ochrony przewidziano dla nich w przypadku represji po powrocie do kraju.
Spotkanie z udziałem przedstawicieli państw Unii Europejskiej i delegacji talibów odbyło się w Brukseli 23 czerwca. Dotyczyło m.in. kwestii migracyjnych oraz możliwości odsyłania obywateli Afganistanu, którzy nie otrzymali prawa pobytu w Europie. KE tłumaczy, że chodzi o osoby, które popełniły na terenie UE poważne przestępstwa lub stanowią zagrożenie.
Także wiceszef MSWiA zapewniał w rozmowie z RMF FM, że Polska "zachowuje daleko idącą ostrożność", a rozmowy dotyczyły tylko "osób którym rzeczywiście udowodniono bardzo poważne przestępstwa na terenie Unii Europejskiej. Każdy przypadek musi być indywidualnie sprawdzony, żeby nie popełnić błędu i nie narażać ludzi na konsekwencje w Afganistanie".


