Polska uczestniczyła dzisiaj w budzącym kontrowersje spotkaniu z przedstawicielami talibów w Brukseli - ustaliła dziennikarka RMF FM. Rozmowy zorganizowane przez Komisję Europejską dotyczyły odsyłania do Afganistanu osób bez prawa pobytu w UE. "Chodzi o osoby, które popełniły poważne przestępstwa lub stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa" - wyjaśnił rzecznik KE Markus Lammert. Nie wszystkie kraje UE zdecydowały się jednak wziąć udział w tym spotkaniu, uczestniczyło w nim 15 delegacji.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Pięcioosobowa delegacja talibów przyjechała do Brukseli na zaproszenie Komisji Europejskiej. Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, organizatorzy starali się utrzymać wizytę w ścisłej tajemnicy. Godzina przyjazdu delegacji nie została ujawniona, podobnie jak dokładne miejsce rozmów. Wiadomo było jedynie, że spotkanie nie odbędzie się w oficjalnych budynkach Komisji Europejskiej. Bruksela zapowiadała, że będzie informować o jego przebiegu dopiero po zakończeniu rozmów.
Była to pierwsza taka wizyta przedstawicieli talibów w instytucjach UE od ich powrotu do władzy w Afganistanie w 2021 roku. Jak poinformowało belgijskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, członkowie delegacji otrzymali jednorazowe wizy ważne wyłącznie na terytorium Belgii i tylko na jeden dzień.
Komisja Europejska podkreślała, że rozmowy miały charakter techniczny i nie oznaczały uznania talibskiego reżimu. Bruksela argumentowała, że bez kontaktów roboczych z władzami w Kabulu skuteczne organizowanie powrotów osób nieuprawnionych do pobytu w UE jest praktycznie niemożliwe.
Według unijnych danych obywatele Afganistanu pozostają jedną z największych grup migrantów nielegalnie przekraczających granice zewnętrzne UE. Jednocześnie tylko około 2 proc. Afgańczyków, którym nakazano opuszczenie UE, rzeczywiście wraca do kraju.
Polska należała do grupy 20 państw europejskich, które jesienią ubiegłego roku zaapelowały do Komisji Europejskiej o potraktowanie kwestii powrotów Afgańczyków jako priorytetu. Inicjatywie przewodziła Belgia, a poparły ją także Austria, Bułgaria, Cypr, Czechy, Estonia, Finlandia, Niemcy, Grecja, Węgry, Irlandia, Włochy, Litwa, Luksemburg, Malta, Holandia, Słowacja, Szwecja oraz nienależąca do UE - Norwegia.
W liście skierowanym do Komisji Europejskiej państwa te argumentowały, że brak możliwości odsyłania Afgańczyków podważa zaufanie obywateli do europejskiej polityki migracyjnej i azylowej. To właśnie te kraje-sygnatariusze domagały się rozpoczęcia rozmów z władzami w Kabulu w celu wypracowania mechanizmu powrotów.
Dzisiejsze spotkanie wywołało jednak sprzeciw organizacji praw człowieka. Ich zdaniem zaproszenie przedstawicieli nieuznawanego reżimu mogło zostać odebrane jako jego legitymizacja. Wiadomo, że talibowie zabiegają o uznanie międzynarodowe.
To niedopuszczalne. Jesteśmy niezmiernie rozczarowani sposobem, w jaki rozwija się tu czerwony dywan - mówi Wies Degraeve z Amnesty International. Jeśli dochodzi do kontaktów, powinny one służyć poruszaniu kwestii praw człowieka, a nie współpracy z reżimem odpowiedzialnym za pogarszającą się z dnia na dzień sytuację w zakresie praw człowieka - dodaje.
Organizacje pozarządowe zwracają uwagę na tragiczną sytuację kobiet i dziewczynek w Afganistanie, którą prowadzone rozmowy mogą pogorszyć. Przypominały, że po przejęciu władzy w 2021 roku talibowie wprowadzili szereg restrykcji wobec kobiet i dziewcząt, ograniczając im dostęp do edukacji, rynku pracy oraz życia publicznego.
Krytycy rozmów wskazywali również na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 2024 roku, zgodnie z którym dyskryminacyjne działania talibów wobec kobiet mogą stanowić formę prześladowania uzasadniającą przyznanie ochrony międzynarodowej.
Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. sytuacji praw człowieka w Afganistanie, Richard Bennett, apeluje do Europy o nieodsyłanie Afgańczyków. Wskazuje na tortury, którym mogą być poddawani deportowani po powrocie, oraz na powszechne łamanie praw człowieka w tym kraju.


