Lot linii lotniczych AirAsia z Chongqing w Chinach do stolicy Malezji, Kuala Lumpur zakłócił incydent z udziałem pasażerki, która domagała się, by obsługa zwracała się do niej w języku chińskim. Szybko okazało się, że kobieta pracuje w branży... lotniczej. Jest stewardessą linii China Southern. Nie obyło się bez interwencji policji.
- Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
O dość niecodziennym incydencie w samolocie linii AirAsia pisze portal Onet.
Osoby podróżujące po świecie samolotami doświadczyły wielu dziwnych, niekiedy stresujących, sytuacji spowodowanych zachowaniem pasażerów. Awantury z załogą samolotu, kłótnie czy nawet bójki między podróżującymi to może nie jest stały obraz podróży w tym środku transportu, ale od czasu do czasu się przytrafiają.
Jednak to, co wydarzyło się na pokładzie samolotu linii AirAsia zasługuje na oddzielną opowieść. Rzadko się bowiem zdarza, by ktoś, kto na co dzień pracuje na pokładzie samolotu, doprowadził swoim zachowaniem do interwencji policji w tym środku tranposrtu. Udało się to stewardessie podróżującej w czasie wolnym od pracy konkurencyjną linią lotniczą China Southern.
Kobieta wsiadła do samolotu lecącego z Chongqing w Chinach do Kuala Lumpur. Domagała się, by obsługa zwracała się do niej w języku mandaryńskim. Była przy tym co najmniej opryskliwa, by nie powiedzieć agresywna. Czyż obsługa pokładowa na międzynarodowym locie nie powinna mówić po mandaryńsku? Jeśli nie zna nawet podstaw tego języka, nie nadaje się do pracy w tej branży - mówiła, awanturując się na pokładzie samolotu.


