Pielgrzymka papieża Leona XIV do Hiszpanii weszła w ostatni etap. Ojciec Święty po pobłogosławieniu wieży Jezusa Chrystusa w Bazylice Sagrada Familia udał się na Wyspy Kanaryjskie. Z Katalonii wyjechał nie tylko jako ten, który poświęcił najwyższą wieżę chrześcijańskiego świata. Zabrał ze sobą pastorał, którego wiele elementów było inspirowanych życiem i twórczością "architekta Boga" Antonia Gaudiego. Wykonał go Joan Serramià, kataloński rzeźbiarz i złotnik - krewny samego Gaudiego.
- Po więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl
10 czerwca 2026 roku w setną rocznicę śmierci architekta Antonia Gaudiego, papież Leon XIV odprawił historyczną mszę w bazylice Sagrada Familia. Dzieło życia katalońskiego architekta powoli, bo po ponad 140 latach budowy, w końcu zostanie ukończone. W swojej homilii, wygłoszonej w dwóch językach - po hiszpańsku i katalońsku - odniósł się do problemu wojny, okrucieństwa, ale też jedności Hiszpanii oraz długiego procesu budowy "kościoła światła".
Na sam koniec wszystko uświetnił specjalny pokaz, w którym wykorzystano lampiony, drony, witraże i całą architekturę kościoła Świętej Rodziny w Barcelonie. Podczas swojego pobytu w stolicy Katalonii, Leon XIV otrzymał wyjątkowy podarunek - pastorał, który w każdym calu był inspirowany życiem i twórczością Antonia Gaudiego. Podarunek wykonał Joan Serramià, Katalończyk.
Główny element przedstawia krzyż, ten sam wieńczy wieżę Jezusa Chrystusa w Sagrada Familia. To wierna kopia w mniejszej skali, wykonana z syntetycznej porcelany - mówi artysta w rozmowie z RMF FM. Krzyż niewiele waży, a materiał, z którego został wykonany jest odpowiedni do odwzorowania geometrii cokołu najwyższej wieży chrześcijaństwa.
O wyjątkowym prezencie dla papieża rozmawiamy w pracowni Joana Serramià w Reus. To malutka miejscowość oddalona o ponad 100 kilometrów na zachód od wielkiego kościoła w centrum Barcelony. Sam artysta pochodzi z Tarragony, miasteczka na wybrzeżu. Cały region jest silnie związany z Gaudim. Wszyscy postrzegają go tu jako lokalnego bohatera. Joan Serramià jest spokrewniony z wielkim architektem przez swoją matkę. Odkąd pamiętam w domu mówiło się o Gaudim. To było coś wspaniałego, bo przy stole, jedząc obiad, można było porozmawiać z dwiema lub trzema osobami, które go znały, pamiętały - mówi Joan Serramià.
Do Reus udaję się z Barcelony pociągiem. Trasa wiedzie wzdłuż południowego wybrzeża Hiszpanii. Tory były układane w drążonych w skałach tunelach. Po półtoragodzinnej przejażdżce zatrzymuje się w Reus. Mała miejscowość buduje klimat bliskości jej mieszkańców.
Wszyscy się tu znają, jesteśmy taką rodziną, społeczność wspiera się tutaj - mówi RMF FM Pau Serramià, syn Joana, który pod okiem ojca uczy się do fachu rzeźbiarza. Spacer z dworca do pracowni Serramià upływa bardzo szybko. Po 15 minutach w centrum malowniczej starówki, wybrukowanych wąskich uliczek staję przed sklepem jubilerskim. Po wejściu do środka wita mnie ekspedientka, która informuje szefów, że przybył dziennikarz z Polski. Oczekiwali mnie. Byliśmy umówieni, choć wcale nie było to takie łatwe. Joan Serramià był w ostatnim czasie bardzo zajęty, choć jego głowy nie zaprzątał aż tak bardzo sam papież. Termin udało się umówić dzień przed wizytą Leona XIV w Barcelonie.
Rozmawiamy o pastorale, Gaudim, twórczości. Pracownia podzielona jest na dwie części - roboczą - ze stołem, stanowiskiem, modelami, lampami oraz gabinet - małą świątynię Joana Serramià. Rozmawiamy właśnie tam, w wypełnionym książkami małym pokoju z dużym oknem wychodzącym na wąską uliczkę. Chce Pan się dowiedzieć czegoś o Gaudim i o pastorale - mówi rzeźbiarz. Nie ma sprawy - dodaje.
Co jest największą inspiracją artysty z Katalonii? Moja podstawowa inspiracja od zawsze, nawet jeśli początkowo nieświadomie, była związana z linią Gaudíego, czyli z naturą i jej inspiracją, opartą właśnie na obserwacji przyrody - oznajmia. Słychać tu pewność, pomieszaną z dozą nostalgii.
Interesuje mnie również bardzo to, czym fascynował się w starożytności, czyli świat klasyczny: starożytny Rzym, Grecja, cały antyk, a także historia sztuki katalońskiej, która jest w pewnym sensie ewolucją świata rzymskiego aż do dzisiaj. Bo Gaudí to w gruncie rzeczy kontynuacja tysiącletniej kultury, która się nie zakończyła - nadal trwa i prawdopodobnie będzie trwać jeszcze bardzo długo - mówi Joan Serramià.
Pytam o to, jak wygląda prezent dla Ojca Świętego i co symbolizują poszczególne elementy. Oprócz wspomnianego już krzyża będącego wierną repliką tego z wieży Chrystusa, w pastorale znalazło się kilka ciekawych rozwiązań i szczegółów.
Krzyż jest osadzony na podstawie ze srebra bardzo wysokiej próby. Są tam też cztery naturalne kamienie znalezione w Mas de la Calderera, domu gdzie urodził się Gaudi. Rękojeść składa się z pięciu drewnianych elementów. Każdy z nich to inny gatunek drewna, pochodzący z innego kontynentu. Tu chodzi o jedność. Kamienie pokazują indywidualizm Gaudiego, a drewno jedność świata - tłumaczy Joan Serramià. Ponadto są tam elementy zaczerpnięte z Fasady Narodzin, którą pozostawił po sobie Gaudi w bazylice Sagrada Familia.
Skąd pomysł na taki prezent dla papieża? Na początku tego roku zadzwonił do mnie przyjaciel z Riudoms. Zaproponował mi, że warto byłoby wykonać pastorał dla Ojca Świętego, dla Papieża. Odpowiedziałem mu, że tak, jestem zainteresowany, pomysł jest bardzo dobry, ale że sam nie jestem osobą, która mogłaby to po prostu zrobić. Trzeba było zorganizować to w taki sposób, żeby oficjalnie mi to zlecono i żebym mógł go wykonać, a następnie ktoś go wręczył. Nie chciałem robić tego jako osoba prywatna ani wyłącznie jako profesjonalista, lecz jako reprezentant jakiejś instytucji, przy wsparciu finansowym mieszkańców Reus. Wszystko zaczęło się na początku roku. Problem polegał na tym, że dopiero w kwietniu udało się rozpocząć realizację projektu - tłumaczy artysta w rozmowie z RMF FM.
Poza tym nie obeszło się bez kilku wyzwań i problemów. Z jednej strony presja tego, że przygotowuje się prezent dla papieża. Z drugiej kwestie techniczne. Musiałem zadbać o to, aby był jak najlżejszy. To znacznie utrudniło pracę, ponieważ jest to duży obiekt o sporych rozmiarach. Musiał zostać wykonany w takiej skali, żeby był dobrze widoczny z daleka - nie mogła to być mała, niepozorna krzyżowa forma. Srebro musiało być bardzo cienkie; cała srebrna część została wykonana z wyjątkowo cienkiej, równomiernej warstwy materiału, aby maksymalnie ograniczyć wagę - mówi rzeźbiarz.
Jeśli chodzi o świadomość, że dzieło powstaje dla Papieża, podchodziłem do tego z ogromnym szacunkiem i wielką starannością. Do tego dochodziła presja czasu - musiałem pracować bardzo szybko. To zadanie normalnie zajęłoby około trzech miesięcy, a ja musiałem wykonać je w zaledwie trzy tygodnie - dodaje. Finalnie udało się przygotować prezent, który został wręczony papieżowi podczas wizyty w Barcelonie.
Rozmawiamy jeszcze o Gaudim i inspiracji jego twórczością. Kiedy byłem dzieckiem często jeździliśmy do Barcelony i zawsze, gdy tam byliśmy, odwiedzaliśmy Sagradę Famílię - mówi Serramià senior. Pamiętam, że moje najwcześniejsze wspomnienie z Sagrady Famílii, w miejscu gdzie dziś znajduje się nawa główna, to... boisko do piłki nożnej. Dzieci z okolicy grały tam w piłkę. Widziałem więc całą tę ewolucję tego miejsca - wspomina.
Ukończenie wieży Jezusa Chrystusa, która jest najwyższą wieżą religijną nie tylko w Europie, ale też w całym chrześcijaństwie, to dla członków rodziny Serramià powód do dumy. Dokończenie Sagrady Famílii jest według nich wielkim hołdem dla Gaudíego. Podobnie ten pastorał, który wykonałem dla Papieża, również jest hołdem dla Gaudiego - mówi Joan i dodaje, że praca Gaudiego była bardzo ważna dla Kościoła, ponieważ służyła i nadal służy szerzeniu religii.
Jeśli Papież doceni i będzie używał tego pastorału, będzie to coś bardzo pięknego i wszyscy będziemy bardzo zadowoleni - zaznacza. Cały region "Gaudí" — Figueres, Reus, Tarragona — czyli ludzie, którzy sfinansowali ten pastorał, to mieszkańcy tego właśnie obszaru. Wszyscy będą bardzo szczęśliwi - dodaje.
Przez ostatnie miesiące rzeźbiarz z Reus, urodzony w Tarragonie, zajmował się dwoma projektami. Jednym z nich był pastorał dla papieża. Drugim - pomnik Gaudiego, który został odsłonięty w Reus 9 czerwca, w dniu naszej rozmowy.
Wychodzimy z pracowni. Przecinamy kilka uliczek i już jesteśmy przy wizerunku mężczyzny, wokół którego zadziało się całe to zamieszanie. Pomnik stoi między miejscowym kościołem a targiem rybnym. Przedstawia Gaudiego, stojącego obok małej ławeczki. Na siedzisku znajdują się orzechy laskowe i różaniec. W jednej kieszeni nosił orzeszki, w drugiej różaniec - tłumaczy Joan Serramià. Mieszkańcy przychodzą zrobić sobie zdjęcie z Gaudim i Serramią. Dwóch lokalnych bohaterów.
Joan Serramià nie zwalnia tempa. Już pracuje nad kolejnymi projektami. Pytam, jakie ma marzenia, czym chce się teraz zająć? Pracuję nad kolekcją biżuterii inspirowanej Gaudim. Już wcześniej zrobiłem wiele takich projektów, ale teraz tworzę nową kolekcję. Zacząłem ją jakiś czas temu, ale musiałem ją wstrzymać, bo przy tak dużej liczbie innych projektów nie mogłem jej kontynuować. Jednak na jesień planuję prezentację tej nowej kolekcji biżuterii inspirowanej Gaudim - zapowiada.
To jednak nie koniec, bo jego plany wykraczają poza Reus czy Tarragonę. Nie może mówić o wszystkich projektach, ale zdradza kilka szczegółów. W przyszłym tygodniu mam zacząć pracę nad rzeźbą do parku tematycznego PortAventura World. W tym roku przeprowadzili tam modernizację i wymienili część konstrukcji stalowej. Z tego złomu, który został usunięty, zrobię rzeźbę smoka w stylu Gaudíego.
Ta praca będzie przeznaczona na aukcję, która odbędzie się w lipcu, aby zebrać pieniądze dla chorych dzieci - dla fundacji Fundació PortAventura. Ta rzeźba ma więc służyć zbiórce funduszy. To jest ten projekt, o którym mogę mówić. Mam też inne, ale są jeszcze na etapie, o którym nie mogę opowiadać - wyjaśnia.
Ponadto rzeźbiarz planuje rozpocząć współpracę z Chinami. Chodzi o tworzenie biżuterii i otwarcie się na ten rynek. Chce się tam wybrać w sierpniu.
Na sam koniec Joan Serramià opowiada mi historię samego kościoła Sagrada Familia i tego, jak Gaudi przejął prace projektowe nad budowlą. Opowiada o poprzednim architekcie, który nie miał pomysłu na wzniesienie obiektu. Pojawił się Gaudi i jego wielki sen.
Wtedy, w dość "magiczny" sposób, zdecydowano się powierzyć budowę młodemu architektowi, którego prawie nikt nie znał — Antoniemu Gaudíemu. Stało się tak podobno dlatego, że przewodniczący tej wspólnoty czcicieli św. Józefa, widząc Gaudíego i jego niebieskie oczy, powiedział: "to jest ten architekt". Istnieje nawet opowieść, że ktoś z jego rodziny miał wcześniej sen, że architekt Sagrady Famílii będzie miał niebieskie oczy - opowiada z błyskiem we własnych oczach kataloński artysta.
W ten sposób Gaudí "wchodzi" do projektu jakby poprzez cudowny zbieg okoliczności, a cała historia nabiera niemal mistycznego charakteru. To, co wielu uważało za niemożliwe - dokończenie tej budowli - Gaudí swoim geniuszem sprawił, że prace mogły być kontynuowane i trwają do dziś - mówi Serramià.
W rozmowie pojawiają się też inne ciekawostki o Gaudim. Wspierał rozwój turystyki i współpracował przy tworzeniu pierwszej szkoły przewodników turystycznych w Barcelonie, jakby intuicyjnie rozumiał, że turystyka będzie kluczowa dla kontynuacji budowy Sagrady Famílii. Wszystko w tej historii ma więc niemal całkowicie "magiczny" charakter.
Co rzeźbiarz z Katalonii powiedziałby słuchaczom i czytelnikom z Polski? Doświadczcie wejścia do Sagrady Famílii - to bardzo silne, wręcz poruszające przeżycie, szczególnie po południu, kiedy światło wpada przez okna od strony zachodniej - mówi z prawdziwą pasją. Wewnątrz tworzy się niezwykła, świetlista atmosfera. Są ludzie, którzy wchodzą tam i ze wzruszenia zaczynają płakać. To naprawdę coś pięknego - stwierdza.
O tym jak "kościół światła" może zaskakiwać przekonał się sam papież Leon XIV i 120 tysięcy osób, które zgromadziły się wokół bazyliki Sagrada Familia w setną rocznicę śmierci Antonio Gaudiego. Budynek został rozświetlony od środka, co w połączeniu z niezliczoną liczbą witraży i innych rozwiązań ułatwiających rozchodzenie się światła sprawiły, że wielki sen Gaudiego rozpromienił się paletą barw.
Po błogosławieństwie papieża na niebie ukazał się wizerunek nieżyjącego architekta. Utworzona przy pomocy dronów sylwetka patrzyła z góry na dzieło swojego życia. "Najpierw miłość, potem technika" - mawiał Gaudi i to przesłanie stało się punktem kulminacyjnym oraz klamrą całych obchodów.


