Donald Trump podczas kampanii wyborczej zapowiadał, że zaprowadzi na świecie pokój. Rzeczywistość nieco go jednak przerosła. Na całym świecie toczą się konflikty zbrojne, a do zaostrzenia sytuacji przykłada rękę sam prezydent USA, atakując Wenezuelę i grożąc amerykańską interwencją kolejnym krajom.

Zanim Donald Trump objął urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych w styczniu 2025 roku, w kampanii wyborczej zapowiadał, że zaprowadzi na świecie pokój. Zapewniał o szybkim zakończeniu walk w Ukrainie i Strefie Gazy, porozumieniu nuklearnym z Iranem czy ustępstwach handlowych ze strony Chin.

Nasz sukces będziemy mierzyć wojnami, które zakończymy. Będę zapamiętany jako wprowadzający pokój - powiedział amerykański prezydent podczas swojego przemówienia inauguracyjnego. Od tego czasu upłynął prawie rok, a świat jak płonął, tak płonie.

Ukraina, Bliski Wschód, Azja, Afryka

Donald Trump najpierw obiecywał, że zakończy wojnę w Ukrainie w 24 godziny, potem dał sobie 100 dni, następnie termin ten był kilkukrotnie przesuwany. Choć w ostatnim czasie zintensyfikowano wysiłki dyplomatyczne mające zakończyć najkrwawszy konflikt zbrojny w Europie od II wojny światowej, do pokoju wciąż daleko. W Waszyngtonie nie ma po prostu politycznej woli, by zmusić Moskwę do ustępstw.

W Strefie Gazy, mimo amerykańskiego planu rozejmu, który wszedł w życie w październiku 2025 roku, wciąż giną ludzie, zabijani przez siły izraelskie. W międzyczasie doszło również do kilkunastodniowego konfliktu między Izraelem a Iranem, podczas którego obie strony "okładały się" rakietami, a Amerykanie zbombardowali irańskie obiekty jądrowe. Porozumienia nuklearnego z Teheranem jak nie było, tak nie ma.

Z Chinami Stanom Zjednoczonym jest równie trudno - kiedy Waszyngton nakładał cła, Pekin odpowiadał tym samym. Kiedy Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich. Ameryka za każdym razem ustępowała.

Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać wymianę ognia między Kambodżą i Tajlandią, Afganistanem i Pakistanem oraz zaostrzenie wojny domowej w Jemenie czy regularnie targające Afryką konflikty zbrojne. Na świecie ani trochę nie jest spokojniej.

Seria amerykańskich interwencji

Nie dość, że Donaldowi Trumpowi nie udaje się zaprowadzić na świecie pokoju, to sama Ameryka przeistacza się w państwo agresywne. Dobitnym tego przykładem jest sobotnia operacja amerykańskich sił specjalnych w Caracas, stolicy Wenezueli, w wyniku której pojmany został prezydent tego kraju Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores.

Można dyskutować, że dzięki zatrzymaniu wenezuelskiego przywódcy świat stanie się bezpieczniejszy (wszak to sojusznik Rosji, Chin i Iranu), że obalono kolejnego dyktatora, nie zmienia to jednak faktu, że eksperci kwestionują legalność amerykańskiego ataku. "New York Times" zauważył, że sama operacja wojskowa jest przykładem nowego imperializmu, który zachęci inne mocarstwa do podobnych działań.

Zauważmy, że do operacji wojskowej w wenezuelskiej stolicy doszło parę dni po tym, jak siły amerykańskie uderzyły na cele w Nigerii. Według amerykańskiego prezydenta atak był wymierzony w dżihadystów, którzy prześladowali chrześcijan.

Na krótko przed pojmaniem Nicolasa Maduro przywódca USA ostrzegł przed kolejną amerykańską interwencją, tym razem na Bliskim Wschodzie. Powiedział, że Stany Zjednoczone przyjdą z odsieczą irańskim demonstrantom, jeżeli władze w Teheranie będą strzelać i brutalnie zabijać protestujących uczestników pokojowych manifestacji.

W międzyczasie prezydent USA zmienił nazwę Departamentu Obrony na Departament Wojny, a w narracji amerykańskiej administracji - podobnie jak i samego prezydenta USA - przebija się głos, że drogą do prawdziwego pokoju jest siła militarna.

Na Pokojową Nagrodę Nobla nie ma co liczyć

Donald Trump nie tylko określał siebie jako rozjemcę, ale od lat wypowiadał się przeciwko amerykańskiemu interwencjonizmowi. Dla prezydenta USA hasło "America First" oznaczało dotychczas, że Ameryka nie angażuje się na stałe w sprawy innych krajów.

Coś się najwidoczniej zmieniło, bo od tego czasu Stany Zjednoczone zbombardowały obiekty nuklearne w Iranie, zaatakowały pozycje Państwa Islamskiego w Syrii, uderzyły w dżihadystów w Nigerii, a ostatnio pojmały prezydenta Wenezueli. Do tego wszystkiego dołóżmy kolejne groźby, np. wobec Kolumbii, Kuby czy Danii, do której należy Grenlandia, a której amerykański prezydent wyjątkowo pożąda.

Trumpowi na Pokojowej Nagrodzie Nobla zależy chyba jak nikomu innemu na świecie. Wydaje się jednak, że przez ostatnie swoje działania jedyną nagrodą pokojową, na jaką może liczyć, to ta wymyślona i wręczona mu przez prezesa FIFA Gianniego Infantino.