Rosjanie próbowali zakłócić obchody 16. rocznicy katastrofy prezydenckiego Tupolewa. Przygotowali prowokację na lotnisku w Smoleńsku, w pobliżu miejsca, w którym Polonia i dyplomaci składali wieńce. Jak mówił RMF FM polski ambasador Krzysztof Krajewski, uczestnicy uroczystości zignorowali te rosyjskie próby.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jak ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, w pobliże miejsca upamiętnienia ofiar katastrofy przybyła grupa Rosjan z transparentami. Ambasador Krajewski powiedział naszemu dziennikarzowi, że Rosjanie bezskutecznie liczyli na reakcję uczestników obchodów rocznicowych.
To były grupy zaczepne, które koniecznie chciały sprowokować i posługiwały się takimi propagandowymi hasłami dotyczącymi naszego wsparcia dla Ukrainy - powiedział dyplomata.
Według Krzysztofa Krajewskiego ta akcja nie była spontaniczna.
To są młodzi ludzie, niektórzy bardzo zawstydzeni, chowający swoje twarze za kominiarkami. Cóż, zorganizowana grupa tzw. aktywistów i tzw. dziennikarzy, którzy z dziennikarstwem nie mają nic wspólnego - podsumował rozmówca RMF FM.
Wśród propagandowych treści pojawiły się między innymi absurdalne oskarżenia, że Polska udostępnia swą przestrzeń powietrzną dla ukraińskich dronów, które atakują obiekty w Rosji.
10 kwietnia 2010 roku w katastrofie pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz przedstawiciele najważniejszych instytucji państwowych i dowódcy Wojska Polskiego. Delegacja udawała się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.


